Wiadomość na WhatsAppie od Wilsona brzmiała: "Nie zapomnij, że wciąż wisisz mi posiłek".
Czytając to, Yvette nie mogła powstrzymać się od wyobrażenia sobie Wilsona uśmiechającego się kokieteryjnie i arogancko. Zacisnęła usta, wpisując proste "okej" i wysłała mu to. Jednocześnie zmieniła nazwę jego kontaktu na "Babiarz".
...
Wilson siedział na głównym miejscu w Royal Pavilion. Jego diabelnie przystojna twarz była pozbawiona emocji. Promieniował również władczą aurą, odstraszając innych od prób zbliżenia się do niego.
Kobiety wokół niego nie odważyły się podejść zbyt blisko, bez względu na to, jak bardzo były nim zauroczone.
"Co to ma być? Kto tym razem zdenerwował naszego szanownego pana Quinna?" Śpiewny głos rozległ się, zanim do prywatnego pokoju wszedł czarujący mężczyzna.
Ten mężczyzna, Collin Steele, nie czekał na odpowiedź Wilsona. Zamiast tego kontynuował: "Nie mów mi, że jesteś sfrustrowany, bo babcia znowu ci suszy głowę o ślub".
Wiedział, że poza Marthą ci, którzy potrafili wkurzyć Wilsona w Jubilife City, od dawna leżeli w grobach.
Wilson nie raczył odpowiedzieć. Jego uwaga pozostała skupiona na czacie z Yvette. Wciąż nie odpowiedziała na jego wiadomość, co sprawiło, że jego oczy pociemniały jak burza.
"Słyszałem, że Murrayowie wyprawiają bankiet, by uczcić powrót ich zaginionej córki. Będziesz obecny na bankiecie swojej przyszłej narzeczonej, Wilson?" Drwiący ton Collina rozległ się ponownie.
Inaczej urzekające oczy Wilsona, które mogły usidlić każdego, zwęziły się niebezpiecznie. Nawet jego głos stracił całe ciepło, gdy przemówił: "Nie mam narzeczonej. Niech nigdy więcej nie usłyszę tego słowa z twoich ust".
Collin uśmiechnął się na to. "Pan i Pani Murray słyną z bycia pięknymi ludźmi w wyższych sferach. Ich geny nie mogą być takie złe. Jeśli chcesz znać moje zdanie, założę się, że ich córka będzie równie atrakcyjna jak oni. Jesteś pewien, że odwołasz ustalenia małżeńskie, nawet nie spotykając dziewczyny?"
"Za dużo gadasz". Lodowate spojrzenie Wilsona prześlizgnęło się po Collinsie, gdy warknął: "Czy aż tak bardzo chcesz zostać sprzedany za granicę, żeby pracować dla innych?"
Nie miało dla niego znaczenia, jak wspaniała jest dziedziczka rodziny Murrayów.
Jeśli chodzi o Collina, zamknął buzię na kłódkę, gdy tylko ten mu zagroził. Jednak nie trwało to dłużej niż kilka minut, bo wkrótce potem znów zaczął paplać. "Och, dobra, dobra. Skoro nie chcesz zawierać sojuszu małżeńskiego z Murrayami, ja będę ubiegał się o ich córkę!"
Mężczyźni tacy jak Collin i Wilson byli spadkobiercami zamożnych rodzin. Ich małżeństwa często były aranżowane z bogatymi dziedziczkami.
Zamiast pozwalać członkom rodziny wybierać sobie narzeczoną, Collin wolałby wybrać kogoś, kto mu się podoba.
"Rób, co chcesz" – było jedynym, co wydobyło się z wąskich, uwodzicielskich ust Wilsona. Następnie jego wzrok powrócił na telefon. Chłód w jego oczach stopniał nieco, gdy zobaczył, że otrzymał odpowiedź.
Chociaż Yvette odpowiedziała tylko prostym "okej", było to lepsze niż brak odpowiedzi.
Collin był ciekawy, co sprawiło, że nastrój Wilsona tak nagle się poprawił.
Ciekawość i wątpliwości wypełniły umysł Collina, gdy pochylił się, próbując podejrzeć, co jest na telefonie Wilsona. Niestety, napotkał surowe, ostrzegawcze spojrzenie tego drugiego, zanim zdążył przeczytać choć słowo.
Przestał próbować podglądać, mrucząc z niechęcią: "Och, dobra. Zatrzymaj to, cokolwiek to jest, dla siebie. Jakie to wredne..."
Chociaż Collin nie widział wiadomości, Samuel, który stał z boku, miał pełny widok.
Samuel nie mógł powstrzymać się od potajemnego cmoknięcia z dezaprobatą, myśląc, że to niedorzeczne, iż Wilson jest tak uszczęśliwiony lakoniczną odpowiedzią. Wydawało mu się, że Wilson jest pod całkowitą kontrolą tej kobiety.
W tym momencie asystent stojący za Collinem otrzymał pewną informację. Następnie zameldował Collinowi z szacunkiem: "Ludzie z naszej grupy chcą się z panem spotkać, panie Steele. Chcą pana pomocy w schwytaniu pewnej kobiety..."
Zanim zdążył dokończyć, znów rozległ się zimny ton Wilsona. Powiedział: "Zlikwidujcie tych ludzi i sprawcie, by zniknęli z Jubilife City".
Słysząc to, Collin nie mógł powstrzymać się od wyrażenia swojego zmieszania. "Czy ten gang ci podpadł, Wilson?"
Wilson nigdy nie wnikał w drobne szczegóły. Jednak dzisiaj chciał zlikwidować grupę ni z tego, ni z owego, co było zbyt niezwykłe.
"Nie" – odparł Wilson. Jego oczy zwęziły się nieznacznie, gdy wycedził: "Po prostu lubię pomagać innym".
...
Bankiet odbył się o 19:00 następnego dnia.
Yara i Irwin chcieli pokazać, jak wiele znaczy dla nich Yvette. Dlatego zorganizowali wielki bankiet, zapraszając wszystkie prestiżowe i zamożne rodziny w Jubilife City.
Yasmin chciała zaimponować wszystkim, więc zrobiła makijaż i ubrała się wcześnie. Następnie dołączyła do Yary, witając gości. Wciąż się afiszowała, jakby dzisiejszy bankiet był na jej cześć.
"Woah, tak pięknie dziś wyglądasz, Yasmin! Ta sukienka, którą masz na sobie, musi być od Chanel, prawda?"
"Ta sukienka jest warta kilka milionów dolarów! Jak można się było spodziewać po Murrayach. Twoi rodzice są naprawdę najbogatszymi ludźmi w Jubilife City. Muszą cię uwielbiać do szaleństwa!"
"Oczywiście! W końcu Yasmin jest niesamowicie utalentowana! O, właśnie. Słyszałam, że wykonasz dziś utwór na pianinie. Wszyscy nie mogą się doczekać, by podziwiać twoje talenty!"
Yasmin pławiła się w pochwałach wszystkich. Zadowolony z siebie uśmiech rozlał się po jej twarzy, ale przybrała pozę skromności. "Jesteście zbyt mili. Moje umiejętności gry na pianinie są przeciętne, więc nie oczekujcie ode mnie zbyt wiele później".
Wszystkie bywalczynie salonów szybko zabrały głos, gdy usłyszały jej odpowiedź.
"Nie bądź taka skromna, Yasmin! W końcu zajęłaś pierwsze miejsce w konkursie pianistycznym. Kto mógłby być lepszy od ciebie w grze na tym instrumencie?"
"Tak! Nie musisz się umniejszać".
"A tak w ogóle, Yasmin. Czy dzisiejszy bankiet nie jest na cześć twojej starszej siostry, którą twoja rodzina znalazła na wsi? Dlaczego jeszcze się nie pojawiła?"
"Rzeczywiście. Twoja siostra wciąż nie dotarła i każe ci witać gości? Jak niegrzecznie z jej strony!"
Zadowolenie w oczach Yasmin pogłębiło się, gdy słuchała narzekań wymierzonych w Yvette. Mimo to wyjaśniła ciepło: "Yvie gniła na wsi przez lata. To naturalne, że nie jest świadoma zwyczajów towarzyskich. Nic się nie stanie, jeśli powitam gości za nią".
Na pierwszy rzut oka brzmiało to tak, jakby Yasmin tłumaczyła Yvette. Jednak w rzeczywistości rzucała w jej stronę subtelne uszczypliwości.
Zgodnie z oczekiwaniami Yasmin, bywalczynie salonów natychmiast się skrzywiły.
"Wiedziałam. Nie możemy oczekiwać od wieśniaczki, która dorastała na wsi, że będzie miała jakiekolwiek maniery. Jest całkowicie nieporównywalna z tobą!"
"Nie mam pojęcia, co sobie myślą państwo Murray. Wyprawiają nawet ten wielki bankiet na jej cześć. Nie martwią się, że ta wiejska dziewczyna przyniesie im wstyd?"
"Nie mówcie takich rzeczy. Yvie błąkała się po wsi przez te wszystkie lata sama. Wujek Irwin i ciocia Yara czują się winni, więc to naturalne, że organizują tak wielkie przyjęcie" – powiedziała Yasmin.
W tych kilku słowach udało jej się sprawić, że miłość Yary i Irwina do Yvette zabrzmiała bardziej jak litość.
Kobiety natychmiast podchwyciły aluzję Yasmin i zaczęły się jej jeszcze bardziej podlizywać. W końcu wierzyły, że litość Murrayów nie potrwa długo.
Na czym mogłaby polegać taka wieśniaczka jak Yvette, gdy Murrayowie znudzą się litowaniem nad nią?
Z drugiej strony Yasmin była inna; dorastała u boku Murrayów przez lata i była wybitną postacią. To był rodzaj osoby, której względy należało zyskać.
"Jesteś zbyt miła, Yasmin! Dlatego ona cię tak traktuje!"
"Och, Yasmin. Słyszałam, że ci ludzie ze wsi się nie myją i są brudni do szpiku kości. Czy ona też taka jest?"
"Założę się, że tak. Zgaduję, że ma szorstką i zniszczoną skórę od życia w trudnych warunkach. Musi być brzydkim kacząt—"
















