"Ile ci to zajmie? Godzinę? Dostałeś zadanie już pierwszego dnia? Biedaczek. Mmm, w takim razie zjem sama", mruknęła Serafina do telefonu, po czym podeszła do lady w stołówce i wzięła sobie koktajl czekoladowy i kilka kanapek z serem.
Włożyła telefon do kieszeni i odetchnęła z ulgą, gdy dostrzegła wolny stolik.
Musiała też iść na zakupy spożywcze. Choć lubiła zakupy, nie było to jej ulubione zadanie w tygodniu. Już miała dotrzeć do swojego stolika, gdy potknęła się o czyjąś stopę i upadła, w wyniku czego całe jej jedzenie wylądowało na podłodze.
'Co do –'
Patrząc na swoje ubrudzone ręce i ubranie, ponieważ opryskał ją koktajl czekoladowy, Serafina zacisnęła zęby, po czym odwróciła się, by spojrzeć na osobę, która podstawiła jej nogę.
"Och, złapał mnie skurcz", Kyson uśmiechnął się chłodno, a Serafina wzięła głęboki oddech, wiedząc, że był alfą, z którym nie powinna zadzierać.
"Poważnie, w ten sposób mścisz się za swoją dziewczynę? Nie mogłeś wymyślić niczego nowego? Mogłeś przynajmniej poczekać, aż postawię jedzenie na stole. Cieszysz się, że marnujesz jedzenie? Masz szczęście, że nigdy nie musisz o nie walczyć", Serafina prychnęła, odpowiadając na jego bezmyślność w najbardziej pełen szacunku sposób, na jaki było ją stać, a Kyson, który czerpał przyjemność z jej upadku, zamarł w miejscu, gdy jej słowa dotarły do jego umysłu.
Czy ona właśnie nazwała go bachorem, którego nie obchodzi jedzenie i który nie zna jego wartości?
"Cóż, to też zamierzasz zrzucić na nas? To nie nasza wina, że jesteś biedna", Victoria natychmiast przybrała zadowoloną z siebie minę, a Serafina potrząsnęła głową i się uśmiechnęła.
"Racja, to nie wasza wina, że Bogini Księżyca zapomniała włożyć trochę mózgu do tej twojej malutkiej główki", Serafina wytarła ręce chusteczkami, sprawiając, że Victoria zacisnęła zęby.
Widząc, że radzi sobie z tą sytuacją tak spokojnie, wyraz twarzy Kysona stał się jeszcze chłodniejszy.
Wstając ze swojego miejsca, podszedł do niej, po czym złowieszczo przechylił dłoń.
"Nie oceniaj innych tak szybko, samotniczko. Na twoim miejscu podkuliłbym ogon pod siebie i stał się niewolnikiem wyżej postawionych, tak jak to powinno wyglądać. To tylko ostrzeżenie, żebyś nie wchodziła w drogę mnie i członkom mojego stada. Następnym razem nie będę tak pobłażliwy", powiedział Kyson, wychodząc ze stołówki, a Victoria pospieszyła za nim, na moment zatrzymując się obok Serafiny, po czym prychnęła i odeszła.
"Hej, wszystko w porządku? Proszę, nie przejmuj się nim. Nie zawsze taki jest", powiedział Silas, a jego własne słowa brzmiały niewiarygodnie dla jego uszu.
Zauważył, co się stało, gdy zamawiał jedzenie.
Co się dzisiaj działo z Kysonem? Rozumiał, że Kyson nie lubi samotników, ale nigdy wcześniej nie zachowywał się w ten sposób. Czy mogło być coś, czego nie dostrzegał? Jeśli tak było, musiał jeszcze bardziej zbliżyć się do tej całej Serafiny. Silas westchnął.
"W porządku. Profesor ostrzegał nas, że będą nas tak dyskryminować, kiedy przyjmowali nas na studia. Niestety, moja wola zdobycia tego dyplomu i dobrego życia jest silniejsza niż taktyka tego alfy, by zmusić mnie do ukłonu", Serafina spojrzała z westchnieniem na swoje ubranie, po czym ponownie zamówiła jedzenie.
Widząc jej determinację i to, że wcale nie zamierzała kłaniać się jego alfie, Silas utwierdził się w przekonaniu, że jest wspaniałą dziewczyną. Po śmierci jego przeznaczonej większość kręcących się wokół niego dziewczyn chciała tylko zbliżyć się do Alfy Kysona, i choć on sam był jego betą, zawsze go to wkurzało.
Po raz pierwszy w życiu spotkał dziewczynę, która zupełnie miała w d*pie Kysona, i nie mógł powstrzymać uśmiechu na widok jej szczerego charakteru, który był jak powiew świeżego powietrza.
"Zamierzasz jeść, tak wyglądając?" zapytał Silas, a Serafina wzruszyła ramionami.
"Jedzenie jest priorytetem. Mam dwa okienka. Zamierzam kupić jakieś tanie topy z Walmartu. Powiedzmy, że mam przeczucie, że będę potrzebowała cholernie dużo ubrań, skoro pierwszego dnia zdążyłam narobić sobie wrogów. Ciekawe, jak zareaguje Ryder", Serafina zachichotała, a Silas się uśmiechnął.
"Cóż, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, żebym do ciebie dołączył", Silas miał nadzieję rozpocząć swój plan 'poznawania jej' już od dzisiaj.
"Jasne. Poza tym, jesteś betą. Jeśli nie z Alfą, to na pewno potrafisz powalić jakiegoś Betę i Gammę, co? Oszczędzi mi to trochę walki", powiedziała Serafina, a Silas zaśmiał się, po czym się skłonił.
"Silas stawia się do twojej dyspozycji, proszę pani", udał dżentelmeński głos, wywołując u niej uśmiech.
Po zjedzeniu posiłku Serafina wyszła ze stołówki i skierowała się na parking z Silasem, ponieważ ten zaoferował, że ją podwiezie.
"Hej, zapomniałem telefonu. Możesz iść na parking. Zaraz wracam", powiedział Silas, a Serafina skinęła głową.
Zauważając kilku chłopców grających w piłkę nożną na boisku, Serafina zwiększyła dystans między sobą a boiskiem, nie chcąc oberwać.
Jednak zdołała przejść zaledwie połowę placu, gdy kątem oka dostrzegła lecącą w jej stronę piłkę.
Rozszerzając oczy, gdy zauważyła jej prędkość, szybko częściowo osłoniła twarz jednym ramieniem, a drugą rękę wyciągnęła, by zatrzymać lub złapać piłkę.
Zatrzymując piłkę, zachwiała się do tyłu, a jej plecy uderzyły o druciane ogrodzenie.
Krzywiąc się z bólu, upuściła piłkę z rąk, po czym spojrzała na swoją dłoń, na której z powodu siły uderzenia pojawiło się kilka skaleczeń i teraz krwawiła. Wyjmując chusteczkę, obwiązała nią dłoń, pomrukując z bólu, gdy zawiązała ją trochę za mocno.
"Ale dziki chwyt, dziewczyno", jeden z chłopaków podbiegł do niej i wyciągnął rękę, a ona podniosła wzrok, i jej oczy zamiast z chłopakiem, spotkały się z Alfą Kysonem.
"Dzięki", Serafina przyjęła dłoń, po czym stanęła prosto.
"Cóż, noga mi się poślizgnęła. Co ty sobie myślałaś, wychodząc na linię strzału? W ten sposób próbujesz zwrócić na siebie uwagę, dziewczyno?" zapytał Kyson, a wszyscy chłopcy spojrzeli na alfę ze zdumieniem, podczas gdy Serafina uśmiechnęła się z goryczą.
Sami byli bezwstydni, ale ich alfa pokazywał im w tym zupełnie nowe wyżyny.
Nawet początkujący gracz zauważyłby, że zamierzał kopnąć piłkę, by strzelić gola, ale gdy zobaczył dziewczynę schodzącą z placu, celowo kopnął piłkę w jej stronę, tylko po to, by ją w nią trafić.
To było czyste szczęście, że dziewczyna miała tak szybki refleks, w przeciwnym razie nie mogli sobie nawet wyobrazić, ile kości by jej złamała, gdyby trafiła ją w plecy.
"W porządku, Alfo Kysonie. Zrozumiałam już, że jak na alfę, jesteś zdecydowanie niezdarny. Najpierw złapał cię skurcz w stołówce, a teraz poślizgnęła ci się noga tutaj. Radzę ci odbyć jakiś porządny trening, inaczej stanie się to niebezpieczne dla innych. To nie w porządku, by alfa działał tak niezdrowo", Serafina uśmiechnęła się, po czym się odwróciła, szokując wszystkich. Z kolei Kyson, który był przygotowany na płacz i marudzenie, zacisnął zęby, gdy nie otrzymał reakcji, jakiej oczekiwał.
"Hej, Serafino. Chodźmy – co tu się dzieje?" Silas spojrzał na wszystkich zdezorientowany.
"Ta nowa laska jest z tobą? Stary, trafiła ci się niezła sztuka. Ma szybki refleks. Sposób, w jaki się odwróciła i zatrzymała piłkę tuż przed uderzeniem. Zupełnie jak scena z filmu", chłopak poklepał Silasa, a oczy Kysona pociemniały o ton.
"Kto w ogóle wykopał piłkę poza boisko? Gra toczyła się tam, prawda? Jesteście ślepi?" Silas posłał im mordercze spojrzenie.
Nikt nie odważył się powiedzieć, że to alfa celowo popełnił ten błąd, a Serafina nie mogła powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem.
Wyraz twarzy Kysona stał się jeszcze bardziej ponury, jeśli to w ogóle było możliwe, sprawiając, że chłopcy zaczęli się zastanawiać, czy dziewczyna nie szuka śmierci.
"To byłem ja, Silas. I mogę cię zapewnić, że nie jestem ślepy", Kyson spojrzał na swojego betę, a Silas cofnął się w szoku, sprawiając, że Serafina zacisnęła wargi w wąską linię, ledwo kontrolując uśmiech, gdy jej usta wciąż drgały i musiała ugryźć się w wewnętrzną stronę policzków, żeby się powstrzymać.
"Przepraszam za bezmyślne słowa, Alfo", Silas przeprosił, a Serafina prychnęła w myślach.
Używał swojej władzy, by zmusić swoich ludzi do uległości? Czyli plotki o tym, że alfa stada Krwawego Księżyca jest palantem, były prawdziwe?
Serafina nie była typem dziewczyny, która bezmyślnie wierzy w każdą plotkę, ponieważ wiedziała, co plotka potrafi z kimś zrobić i jak bardzo może zrujnować czyjąś reputację, ale teraz, gdy była świadkiem tego, jakim był palantem, nie mogła pomóc sobie w uwierzeniu w resztę historii na jego temat.
"Porozmawiamy w moim biurze", Kyson posłał Serafinie ostatnie zawistne spojrzenie, zanim odszedł, a Serafina wzruszyła ramionami.
Chociaż plotkowano o nim, że jest dupkiem, co właściwie zrobiła, by podpaść mu aż tak bardzo? Była pewna, że nie spotkała go do dnia rozmowy rekrutacyjnej, kiedy to na niego wpadła. Chyba nie mógł być przewrażliwiony tylko z tego powodu, prawda? Pomyślała, kierując się w stronę parkingu, by nagle zamrzeć, gdy dotarła do niej pewna świadomość.
"Czekaj. Tylko mi nie mów, że Alfa Kyson jest twoim alfą, a nie po prostu jakimś tam alfą innego stada", Serafina uniosła brwi, a Silas spojrzał na nią ze zdziwieniem.
"Czy to robi jakąś różnicę?" zapytał.
"Oczywiście, że robi to różnicę. Czy Kyson to twój alfa?"
"Tak, a dlaczego?" zapytał Silas.
"Ponieważ to oznacza, że będę musiała go prosić o pozwolenie na pobyt tutaj. Nie wiem, co zrobiłam, ale czuję, że celowo się nade mną znęcał. Nienawidzi mnie do szpiku kości. Może to przez jego dziewczynę albo przez to, że jestem samotniczką, ale mam nadzieję, że to nie wpłynie na nasze pozwolenie na pobyt, bo inaczej będziemy musieli przenieść się do innego stada. Nie sądzę, żebym dała radę dojeżdżać przez dwie godziny. Będę musiała zrezygnować", Serafina westchnęła, a Silas uniósł brwi, bo nie podobało mu się to, co usłyszał.
Był pewien, że to nie tylko z powodu Victorii, ale ponieważ nie znał prawdziwego powodu, nie mógł też nic na ten temat powiedzieć.
"Za dużo o tym myślisz. Nie martw się. Ja go udobrucham", powiedział Silas w zamyśleniu, a Serafina westchnęła.
Miała nadzieję, że po prostu za dużo myśli.
















