„Własnoręcznie strąciliście mnie do piekła, nie wiedząc, że powrócę, trzymając na smyczy jego władcę”. Przez osiemnaście lat Elara Vaughan była najdroższym skarbem swojej rodziny. Aż do chwili, gdy pojawiła się Sienna — rzekoma „prawdziwa dziedziczka”, uzbrojona w manipulacyjny system oraz zwodniczą, niewinną twarz. Aby zadowolić kruchą i budzącą litość Siennę, rodzice i bracia, którzy niegdyś uwielbiali Elarę, odwrócili się od niej. Bez cienia wahania bezlitośnie porzucili ją w Instytucie Aureliana — żywym koszmarze udającym zakład poprawczy. Minęły dwa lata bezkresnej ciemności, tortur i brutalnej walki o przetrwanie. Kiedy jej drugi brat, Kaelen, podjechał swoim luksusowym sportowym autem z protekcjonalnym uśmieszkiem na twarzy, spodziewając się zabrać do domu złamaną, płaszczącą się dziewczynę błagającą o ich miłość, zderzył się z mrożącą krew w żyłach rzeczywistością. Kobieta, która stanęła przed nim, była chłodną, niebezpieczną nieznajomą. – Proszę nie nazywać mnie swoją siostrą, panie Kaelen. Nie znamy się – oświadczyła, a w jej oczach nie było za grosz ciepła. Elara nie potrzebowała już ich żałosnych, obłudnych więzi rodzinnych. Ponieważ na samym dnie otchłani spotkała najbardziej przerażające tabu tego miasta — Rogana Vyxena, bezwzględnego i zimnokrwistego przywódcę Syndykatu Vyxen. Dla świata Rogan jest żądnym krwi tyranem, potworem, który rządzi podziemiem żelazną ręką. Ale dla Elary jest oddaną bestią, która z własnej woli chowa pazury, by wynieść ją na swój tron. Kiedy dwulicowa maska Sienny wreszcie pęka, „krewni”, którzy odrzucili Elarę, padają na kolana, szlochając i błagając ją o wybaczenie. Ale jest już za późno. Rogan leniwie ściera krew z knykci, przyciąga Elarę do siebie w zaborczym uścisku i posyła jej płaszczącej się rodzinie okrutny uśmiech. – Sprawcie, by uroniła choć jedną łzę, a obrócę cały wasz ród w popiół. Przeprosiny nic nie kosztują. Odrzucona dziedziczka przejdzie po kościach swoich zdrajców, aby zostać ukoronowaną Królową Podziemia.

Pierwszy Rozdział

„Numer Dziesięć, twoje dwa lata dobiegły końca. Rodzina przyjechała, by zabrać cię do domu”. W końcu... W ciemnym pomieszczeniu, nad głową kołysała się jedna migocząca żarówka. Elara Vaughan siedziała skulona w kącie. Na dźwięk tych słów podniosła głowę. Po raz pierwszy od dłuższego czasu na jej brudnej twarzy odmalowały się jakiekolwiek emocje. Instytut Aurelian. Tak nazywali to miejsce, choć wewnątrz nie było w nim nic świetlistego. To było piekło. Tutaj jej „nauczyciele” besztali ją i bili. Jej „koledzy z klasy” znęcali się nad nią i torturowali. Każdy dzień zdawał się trwać wiek. Nigdy ani na chwilę nie opuszczała gardy. Jeden błąd i ktoś mógłby ją wrobić. Trudno uwierzyć, że minęły dopiero dwa lata. Elarę wyciągnięto z pokoju niczym bezwładną lalkę i poprowadzono długim korytarzem. Naprawdę dotarło to do niej dopiero wtedy, gdy żelazne drzwi zatrzasnęły się za nią, a słońce zaczęło palić ją w oczy. Po dwóch latach prób ucieczki i otarcia się o śmierć więcej razy, niż była w stanie zliczyć, Elara była wreszcie wolna. — Elara? — Głos nagle przywołał ją do rzeczywistości. Zobaczyła chłopaka stojącego obok luksusowego sportowego samochodu. Miał na sobie brązową skórzaną kurtkę, bojówki i martensy. Z okularami przeciwsłonecznymi w dłoni, patrzył na nią z niedowierzaniem. Potrzebowała chwili, by go rozpoznać. Ta znajoma, choć odległa twarz należała do Kaelena Kestnera — chłopaka, który przez osiemnaście lat trwał przy jej boku jako młodszy brat. Zanim skończyła osiemnaście lat, Elara była „złotą dziewczyną” Skyreach. Wszyscy w mieście ją znali i podziwiali. Rodzice ją kochali, starszy brat rozpieszczał, a młodszy zawsze stał za nią murem. Miała nawet narzeczonego, którego znała od dziecka. Ale wszystko rozpadło się w dniu jej osiemnastych urodzin. Na jej przyjęciu pojawiła się dziewczyna imieniem Sienna z wynikiem testu DNA, twierdząc, że jest prawdziwą córką Kestnerów. Powiedziała, że pielęgniarki przez pomyłkę zamieniły je przy porodzie. I tak przyjęcie Elary zmieniło się w ich dramatyczne pojednanie. Jej rodzice, którzy kochali ją przez osiemnaście lat, płakali nad Sienną i obiecywali, że jej to wynagrodzą. Elara stała jak wryta w kącie i nikt jej nawet nie zauważył. Od dawna czekała na to przyjęcie, ale teraz nie była gwiazdą, którą miała być. Jej ojciec, Barrett Kestner, powiedział jej: „Skoro twoi prawdziwi rodzice zmarli, możesz zostać z nami. Wychowanie jeszcze jednej córki to dla nas nic wielkiego”. Jej matka, Davia Kestner, również dodała: „Od teraz ty i Sienna obie jesteście naszymi córkami. Teraz masz młodszą siostrę. Czyż to nie miło?”. Nawet jej opiekuńczy bracia wtrącili: „Nie bój się. Nawet jeśli nie łączą nas więzy krwi, wciąż jesteśmy rodziną”. Ale pewnego dnia Sienna ją wrobiła, sprawiając, że wszyscy uwierzyli, iż Elara zepchnęła ją ze schodów. Wtedy cała rodzina odwróciła się od Elary i wysłała ją do Instytutu Aurelian — miejsca przeznaczonego do dyscyplinowania trudnych dzieci z bogatych rodzin. Barrett powiedział: „Nie każdy może być częścią naszej rodziny. Od teraz będziesz nosić nazwisko swojego prawdziwego ojca — Vaughan”. Davia dodała: „Elaro, twoja siostra tak bardzo cierpiała, dorastając. Ty byłaś kochana przez osiemnaście lat. Dlaczego nie możesz jej odpuścić?”. Jej bracia również orzekli: „Nie chcemy tak złej siostry!”. Pozbyli się problemu. Nikt nawet nie dbał o to, do jakiego miejsca ją rzucają. ... — Czy to naprawdę ty, Elara? — zapytał Kaelen z powątpiewaniem w oczach. Siostra, którą pamiętał, zawsze chodziła z wysoko podniesioną głową. Zawsze nosiła markowe stroje, a jej paznokcie były zawsze czyste i polakierowane. Ale teraz miała na sobie luźną, starą białą sukienkę sprzed dwóch lat, a na niej starą szarą bluzę z kapturem. Jej dłonie były szorstkie, paznokcie nierówne. Jej twarz, niegdyś tak promienna, była teraz pusta i przygaszona. Gdyby nie rozpoznał jej rysów, prawdopodobnie wziąłby ją za obcą osobę. Kaelen zmarszczył brwi, czując, jak w jego piersi narasta nieprzyjemne uczucie. To nie była ta Elara, którą znał. Elara ocknęła się i na krótko podniosła wzrok. Gdy napotkała oczy Kaelena, natychmiast spuściła wzrok. Spięła się i odruchowo cofnęła o krok. W Instytucie Aurelian nawiązanie z kimś kontaktu wzrokowego było postrzegane jako prowokacja. Przeklinali ją wtedy najgorszymi słowami i brutalnie okładali pięściami. Zasady wyuczyły ją, by nie patrzeć nikomu w oczy. Kaelen jednak tylko się zaśmiał. — Wygląda na to, że ten instytut spełnił swoje zadanie. W końcu zrobili cię posłuszną. Powinniśmy byli wysłać cię tam wcześniej — może wtedy Sienna nie musiałaby tak cierpieć. Elara trzymała głowę nisko i nic nie mówiła. Nie odgryzła się ze złością, jak miała to w zwyczaju, jakby się do wszystkiego przyznawała. Zirytowany Kaelen założył okulary przeciwsłoneczne. — Wsiadaj szybko. Mam wyścig, na który muszę zdążyć. Nie marnuj mojego czasu. — Sienna jest zbyt dobra. Gdyby nie prosiła mnie, bym po ciebie przyjechał, nawet by mnie tu nie było. Elara po cichu otworzyła drzwi samochodu i usiadła. Zanim zdążyła zapiąć pasy, Kaelen gwałtownie wcisnął gaz. Silnik ryknał, a samochód wystrzelił do przodu jak rakieta. Kaelen wyglądał na podekscytowanego. Zerkał zza okularów, czekając, aż zacznie krzyczeć lub błagać go, by przestał. A może wyciągnie kartę starszej siostry, jak dawniej, ostrzegając go, by nie jeździł jak wariat poza torem wyścigowym. Gdyby to zrobiła, mógłby wrócić i powiedzieć rodzicom oraz starszemu bratu, że w instytucie niczego się nie nauczyła. Że wciąż jest arogancka, bezczelna i nie zna swojego miejsca. Dopóki go nie błagała, by przestał i nie obiecała, że nie będzie się wtrącać w jego sprawy, nie zamierzał odpuścić. Ale Elara nie wypowiedziała ani słowa. Z całych sił zacisnęła dłonie na uchwycie nad głową. Choć jej twarz pobladła ze strachu, milczała. Spędziła dwa lata, ucząc się ukrywać strach. Jej twarz niczego nie zdradzała. Jedynym sposobem, by trzymać dręczycieli z daleka, było udawanie, że się nie boi. Ale jej milczenie sprawiło, że twarz Kaelena spochmurniała. Jakby to było jakieś wyzwanie, docisnął pedał gazu, przyspieszając jeszcze bardziej. Bez względu na to, jak bardzo szalał, Elara tylko zaciskała zęby tak mocno, że uwydatniły się jej skronie, odmawiając wypowiedzenia choćby słowa. Gdy zadzwonił jego telefon, Kaelen w końcu gwałtownie zahamował. Opony zapiszczały na pustej górskiej drodze. Głuchy odgłos! Głowa Elary uderzyła w deskę rozdzielczą. Uderzyła w nią fala bólu i zawrotów głowy. Kaelen nawet nie mrugnął. Odblokował telefon i odebrał połączenie. Zrobił to celowo. To był jego chory sposób na odegranie się za to, że dwa lata temu zepchnęła Siennę ze schodów. Połączenie zostało odebrane. — Panie Kaelenie, wyścig został przesunięty na wcześniejszą godzinę. Kiedy pan będzie? Spojrzał na Elarę. — Już jadę. Po rozłączeniu się, powiedział chłodno: — Wysiadaj! Zanim zdążyła zareagować, otworzył drzwi i wypchnął ją na zewnątrz. — Sama wezwij taksówkę. Potem odjechał, zostawiając ją na poboczu drogi.

Odkryj więcej niesamowitych treści