Odessa
Spałyśmy zaledwie kilka godzin. Słońca wciąż świeciły przez wąskie ściany jaskini, dając więcej tego fioletowo-pomarańczowego blasku. To był zachód, a nie poranek, jak różowy odcień kolorów, który przynosi świt.
Mój smok napierał na moją klatkę piersiową, zmuszając mnie do podniesienia się. To było niespokojne uczucie w żołądku. Jęcząc, usiadłam na masywnej piersi Creeda. Jego mięśnie drgał
















