Creed
To nie mogło być prawdą. Zamrugałem kilkakrotnie.
Stała tam, we własnej osobie, w białej sukni, która w żaden sposób nie podkreślała jej figury klepsydry. Jej włosy były upięte w jeden pokaźny, luźny warkocz, opadający aż do lędźwi. Jej łagodne, żółte oczy migotały w moją stronę, a na ustach igrał cień uśmiechu.
– Tak dobrze cię widzieć, moje małe pisklę – zaśpiewała do mnie. Podbiegłem do n
















