Creed
Wybijając się z pałacowych ogrodów, pchnąłem skrzydła do przodu, sprawiając, że na okolicę spadł bezlitosny wiatr. Mniejsze drzewka przewracały się, płatki mistycznych kwiatów, którymi Odessa zachwycała się podczas naszego spaceru w ogrodzie, zostały natychmiast poszatkowane na kawałki. Smoczyce stały na ziemi, przykładając dłonie do czół, gdy mknąłem po niebie prosto w stronę źródeł światła
















