logo

beletrystyka

Podróż ze smokami

Podróż ze smokami

Autor: Alistair Finch

Płowy
Autor: Alistair Finch
29 gru 2025
Creed Oczy Łani zamknęły się delikatnie, podczas gdy ja wpatrywałem się w nią z tęsknotą. Kiedy ostatni raz byłem tak blisko innej istoty? Nie pamiętałem, kiedy ostatni raz dotknąłem innej żywej istoty poza zabijaniem dla jedzenia, walką o złoto lub obroną własną. Ta kobieta jest bezradna i nie okazuje strachu przed moim oszpeconym ciałem. To nie był jej świat; utknęła w krainie, gdzie dla niej wszystko to było niczym więcej jak bajkami. Silny, zadziorny duch musi zamieszkiwać jej ciało, by utrzymać ją przy życiu tak długo. Podróż w góry nie jest łatwa. Krążyły plotki, że ludzie zaczęli przybywać do Bergarii; partnerzy byli znajdowani przez różne gatunki. Wszyscy ludzie przybywali dobrowolnie. Jednakże ta dziewczyna nie. Została zmuszona; gniew narastał we mnie, gdy patrzyłem, jak śpi. Jej ciało było drobne, ewidentnie wygłodzone i otrzymujące tylko tyle jedzenia, by przetrwać dla jakiegokolwiek celu, dla którego została pozyskana. Modliłem się do bogów, by nie było to nic zbyt strasznego. Sądząc po tym, jak biegła, wierzę, że było to przerażające. Zbierając moje skóry, torbę i zwierzynę, wróciłem do niej; nie mogłem jej tak po prostu zostawić tutaj na otwartej przestrzeni; byłem odpowiedzialny za opiekę nad nią. Mój smok nawet się zgodził, wypuszczając dym do mojego ucha, że ta jest wyjątkowa. Wyjątkowa dla mnie, ale jak? Nawet nie byłem pewien. Mój smok znów prychnął mi do ucha; podobał mu się jej duch; nie bała się. Czy to mojej twarzy, czy fałszywej reputacji, której bały się chochliki zajmujące się naturą. To mówiło wiele, bo one potrafiły być dość tępe w wielu sprawach. Razak powąchał jej włosy, bez wątpienia dlatego, że pachniała mokrą ziemią i brudem z dni jej podróży. Jedno ramię pod jej nogami, drugie za plecami, ułożyłem jej głowę tak, by spoczywała na mojej owłosionej piersi. Miękkie sapnięcia jej oddechu łaskotały mnie, gdy jej ciepła twarz wtuliła się we mnie. Natychmiast poczułem jej ciepło, uczucie, którego nie czułem, odkąd moja własna matka została mi zabrana przez bogów. Mój nos natychmiast powędrował w jej włosy; nie powinienem tego robić, ona nie jest moja, ale mój smok tego żądał. Cichy jęk opuścił jej usta, gdy jej policzek ogrzał moją pierś. Cmokając na Razaka, ruszyliśmy z powrotem do jaskini. Nie szukając już zwierzyny, ale wracając, by zaopiekować się człowiekiem. Mijając pobliski strumień, brnąłem przez wodę zamiast przeskakiwać, upewniając się, że pozostanie sucha i się nie obudzi. Strzępy jej sukni ciągnęły się za nami niespokojnie, gdy przyspieszyłem kroku. Jaskinia była taka sama, jak ją zostawiłem; po wejściu chłodny powiew, który z niej bił, wywołał dreszcz na skórze Łani. Zaschnięte błoto i brud musiały zostać zmyte, rany opatrzone, a jedzenie znaleźć się w brzuchu, gdy się obudzi. Kładąc ją delikatnie w moim gnieździe z futer, upewniam się, że jest jej wygodnie, bym mógł zrzucić skórzane pasy, broń i zdobycz. Królik będzie świetnym materiałem na gulasz z owocami pestkowymi, które zebrałem zaledwie tydzień temu. Idąc głębiej w głąb jaskini, oświetlam drogę serią pochodni. Ta góra skrywała wiele tajemnic, jedną z nich znalazłem w dniu, w którym wyprowadziłem się z plemienia. Ta jaskinia ogrzewa mnie zimą i chłodzi latem dzięki źródłu, które ukrywa się wewnątrz. Czując, że woda jest ciepła, idealna temperatura, by pomóc ją wykąpać i oczyścić. Głowa Razaka wychyliła się zza skały, badając mnie, przekrzywiając łeb w zmieszaniu, skoro zostawiłem małą Łanię na moim łóżku. Czy naprawdę myślał, że zostawię ją, by wykąpać siebie? Prychnąłem, pogłaskałem go po głowie i wróciłem do niej. Jej ciało było w takiej samej pozycji; wycieńczenie podróżą osłabiło jej organizm. Mój smok zawarczał na to. Świeże futra zostały wyciągnięte z dużych koszy, które musiałem wypleść własnymi rękami. Coś, co robi kobieta, ale kiedy nie ma się złota, uczysz się radzić sobie samemu. Świeże futra zostaną położone na łóżku, gdy będzie w pełni czysta. Podnosząc ją raz jeszcze, zabieram ją do gorącego źródła. Para unosiła się miarowo, światło pochodni rzucało nasze cienie na ścianę. Jej ciało nieświadomie przylgnęło do mojego; w pewien sposób czułem z tego powodu rozsądną satysfakcję. Mój smok mruczał w mojej piersi; było to głębokie, rezonujące. Chcąc potrzeć klatkę piersiową, by uspokoić bestię, potrząsnąłem głową, by trzymać go w ryzach. Łania ufała mi przez sen, nawet gdy mój smok ją wołał. Wchodząc do małego basenu, pozostawiłem skórzane legginsy na ciele. Woda sięgała mi do bioder, gdy stałem. Siadając niżej, jej ciało zanurzyło się w wodzie, podczas gdy ja utrzymywałem jej głowę na powierzchni. Błoto spłynęło z jej śnieżnobiałej skóry, jednak na ciele pojawiły się blizny. Ziemia pokryła jej ciało, ukrywając wspomnienia tego, co przeszła. Kropki na ramionach, niczym łzy, pokrywały jej lewą i prawą rękę. Zerknąwszy na jej szyję, westchnąłem z ulgą. Nakłucia na jej ramieniu pochodziły od wampirów; na szczęście nikt jej nie wykorzystał seksualnie. Mogłaby przeżyć tę mękę albo i nie. Tak czy inaczej, trauma emocjonalna potem by ją złamała. Sądząc po jej stroju, uciekła w samą porę. W klatce piersiowej ścisnęło mnie na myśl, że coś mogło jej się stać; wzięcie kobiety siłą było czymś nikczemnym. Potępianym w całym królestwie. Każda rodzina królewska uznawała to za godne kary śmierci przez publiczną egzekucję. Mój chwyt się zacieśnił na myśl o kimś, kto jej dotyka. Użyłem łagodnego mydła z jednego z koszy do przechowywania. Było bezzapachowe, ale spełniało swoje zadanie. Ponieważ jej kostka była złamana, Łania będzie potrzebować czasu na wyleczenie. Moja pierś czuje ciężar; co jeśli ona uzna, że też jestem potworem? Jej niegdyś piękna suknia wisiała na strzępach. Nie mogłem tak po prostu zostawić jej na ciele. Rozdarty, uniosłem pazur i zerwałem postrzępiony materiał. Nagość była powszechna w świecie zmiennokształtnych i nie przeszkadzała mi. Widziałem wiele kobiet zmiennokształtnych i ich części. Skoro Łania jest człowiekiem, nie jestem pewien, jak zareaguje. Skupiając się na zadaniu, ustabilizowałem ją w ramionach i umyłem jej włosy, używając najlepszych olejków, jakie miałem. Jeśli zdecyduje się ze mną zostać, zdobędę dla niej lepsze. Gdy byłem zadowolony, Razak chwycił duży koc, ciągnąc go na krawędź, bym mógł ją okryć. Jej ciało lśniło jak niebieski księżyc w blasku ognia; blizny na ciele nie mogły splamić jej pięknej skóry. Dla mnie była najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Gdyby tylko mogła być moja. Razak ściągnął brudne futra z mojego gniazda jako wiecznie wdzięczny towarzysz. Rozkładając kilka warstw z Łanią w zgięciu mojego ramienia, położyłem ją delikatnie. Osuszając jej włosy i twarz, przyjrzałem się bliżej zadrapaniom. Żadne z nich nie było tak groźne jak ślady pazurów na nodze i złamana kostka. Cmokając, znajduję stare szmatki, by ciasno owinąć kostkę i pomóc zmniejszyć opuchliznę. Duże zadrapanie na nodze pochodziło od wampira, bez wątpienia. Była to prawdopodobnie próba ucieczki, i dobrze, że to zrobiła. W przeciwnym razie nigdy nie spotkałbym małej Łani. Rozsmarowując moją maść leczniczą, której używam na przypadkowe oparzenia, poruszyła lekko nogą. Cofając się powoli, chwyciłem jedną z moich za dużych białych tunik. Była na nią o wiele za duża, ale nie chciałem, by po przebudzeniu przestraszyła się swojej nagości. Przenosząc ją ostrożnie, nałożyłem na nią tunikę i podciągnąłem futra aż pod szyję. Wzdychając z zadowoleniem, doceniam pracę, którą dla niej wykonałem. Serce biło mi mocniej na myśl, że może zechce ze mną zostać. Być przyjacielem, kimś, z kim można się porozumieć. Chroniłbym ją i zapewnił bezpieczeństwo przed każdym, kto mógłby na nią polować. Kiedy poczuje się ze mną swobodnie, mógłbym użyć swojego głosu. Głosu mojego smoka. Potarłem szyję; blizna była skórzasta, twarda i szorstka. Inna niż reszta mojej skóry. *"No dalej, Creed, nie posparujesz z bratem?" Głos Adama zadźwięczał mi w uszach. Adam miał 10 lat, a ja 11 i nie byliśmy gotowi na przyjęcie naszych smoków. Nasze ciała wciąż były słabe. Wciąż staraliśmy się stać silni, by nasze smoki były zadowolone z ciała, które zamieszkują. Oczy natychmiast mi się rozjaśniły, słysząc, jak mój przyrodni brat nazywa mnie swoim prawdziwym bratem, a nie "niefortunną pomyłką". Podszedłem do niego nieśmiało, nie okazując prawdziwej siły, bo uznałby to za groźbę. On miał być pewnego dnia alfą, nie ja. Jednakże ja, będąc jego bratem od innego mężczyzny, wciąż stanowiłem dla niego zagrożenie. Przykucnąłem w pozycji obronnej, czekając, aż brat skoczy, dopóki matka mnie nie zawołała. Jej głos rozbrzmiał jak elfie harfy w Czasie Ucztowania. Zanim mój głos zdążył odpowiedzieć na jej wezwanie, ostry pazur przejechał prosto po mojej twarzy i gardle. Ciosy stały się bardziej brutalne, uderzając mocno w gardło. Krzyk był trudny; krew rozlała się po gardle. Bulgocząc "przestań" i "proszę o pomoc", biczowanie ustało. Mój "brat" stał nade mną. Z jego szponiastej dłoni kapała moja krew. Uśmieszek na jego twarzy zgasł, gdy kroki matki zadudniły o ziemię. "Mamo! Przepraszam! Moje pazury wyszły!" Fałszywe łzy spływały po jego twarzy. Moja dłoń zacisnęła się na gardle, by zatamować krwawienie. Matka krzyknęła w agonii. Jej kolana uderzyły w ziemię, próbując użyć spódnicy do starcia krwi. Starszyzna wybiegła z chat; niektórzy próbowali pocieszać Adama, podczas gdy uzdrowiciele zajmowali się mną. Adama wyprowadzono, podczas gdy ja leżałem w pyle. Unoszony z ziemi, świat wokół mnie zaczął ciemnieć. Krew bryzgała na ziemię. Dłoń matki była mocno zaciśnięta w mojej, zanim zasnąłem. "Jak to się stało?" Gniewny głos mojej matki unosił się w moich uszach. Powieki ciążyły mi, z całych sił próbowałem je otworzyć, ale byłem tylko słabością. "Twój syn, Adam. Jego smok zaczyna się pojawiać, pazury wysunęły się niespodziewanie" – jeden ze starszych mówił cicho. "To nic innego jak gówno wróżki. To nie dzieje się ot tak, pod wpływem kaprysu. Przy pierwszej przemianie jakiejkolwiek części ciała towarzyszy ból. Jak mógł po prostu 'przypadkowo' przejechać po Creedzie?" Matka oddychała ciężko; w jej oddechu czuć było siarkę. Jej smok zawsze był wobec mnie bardzo opiekuńczy, nawet jeśli uważano mnie za pomyłkę. "Jest alfą; to całkiem możliwe, że tak się stało. Adam jest silny". Gorąco wypełniło pokój; smok mojej matki wychodził na wierzch. Była silna, może silniejsza niż jej partner Alfa. Była sierotą i nikt nie znał prawdziwego pochodzenia jej rodziców. Matka trzymała tę część w tajemnicy; nie chciała wywoływać plotek ani wątpliwości w plemieniu swojego partnera. "Mówię tylko, że to był błąd" – stwierdził starszy beznamiętnie. "Co się stało, to się nie odstanie. Creed wyzdrowieje, ale to potrwa. Teraz pozwól mi się nim zająć; przyjdę po ciebie, jak tylko skończę go zszywać". Matka poklepała mnie po czole, całując delikatnie. Nieznajomy pomruk zawibrował w mojej piersi. Zatrzymując się na chwilę, szepnęła mi do ucha. "Zdrowiej szybko, mój mały smoku, byś mógł latać pośród bogów". Kolejny czuły pocałunek wylądował na moim czole. Moja ręka chciała po nią sięgnąć, ale ciało zaprotestowało. * Pocierając bliznę, odchrząknąłem. Razak uderzał o podłogę swoim smukłym ogonem, wpatrując się w Łanię. Jej twarz była tak anielska, podczas gdy moja przypominała ohydnego potwora. Nie będzie chciała tu zostać, by się ukryć. Będzie chciała odejść, wrócić do swojego ziemskiego życia. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by spełnić jej życzenie. Zabrać ją z powrotem do sfery Ziemi lub pozwolić jej zostać tutaj, nawet jeśli nie ze mną. Mój smok nie zgodziłby się na nic mniej.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 77

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

77 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Płowy – Podróż ze smokami | Czytaj powieści online na beletrystyka