— Ryker — wydyszałam między pocałunkami. — Zwolnij.
— Nie mogę — warknął. — Możemy nie dotrzeć do Suwerennej Twierdzy. Chyba że cię zaniosę.
Zachichotałam. Byliśmy w połowie drogi od ogniska. Ryker gładził moje udo, wywołując dreszcze na całym ciele. Całował moją szyję. Poprowadził mnie do drzewa i przyparł do niego.
— Ryker — jęknęłam.
Mruknął z satysfakcją. Ugryzł miękką skórę na mojej szyi. Wbi
















