W moim pokoju spało piętnaście dziewczyn. To było zupełnie nowe doświadczenie. Spałam na górnej pryczy, a Romy na dole. Chłopcy spali w tym samym budynku, ale po drugiej stronie. Ogromny salon, w którym odbywały się spotkania towarzyskie, stanowił swego rodzaju przedział między obiema częściami.
Rano Tessa powiedziała mi, żebym uważała na swoje rzeczy. Omegi nie były pilnowane i kradzieże zdarzały się często. W szafkach nie było nawet miejsca na moje klamoty, więc musiałam się zadowolić upchnięciem ich pod łóżkiem. Telefon nosiłam w kieszeni spódnicy – to była rzecz, na której utratę nie mogłam sobie pozwolić. Musiałam go trzymać przy sobie tak długo, jak się dało. To była tylko kwestia czasu, zanim zostanie skonfiskowany.
Poprzedniego wieczoru wysłałam mamie SMS-a, żeby wiedziała, że przeżyłam pierwszy dzień. Następnego ranka wciąż nie było odpowiedzi. Zbagatelizowałam to; kto wie, co zrobiła ze swoim telefonem. Poranna mgła spowijała większość pola, a ja nie miałam innego wyboru, jak wziąć prysznic w lodowatej wodzie.
Zgadliście – w tej części świata ciepła woda nie płynęła. Nie miałam też czasu na suszenie włosów, więc musiałam biegać z lokami; przynajmniej były równomierne. Wciągnęłam przez głowę za małą brązową koszulkę, a na nią założyłam długi kardigan i zwiewną spódnicę. Była o kilka centymetrów za krótka, ale musiała wystarczyć.
Nie jadłyśmy śniadania ze wszystkimi w szkolnej stołówce. Miałyśmy własną małą ruderę niedaleko wieży. Tessa już wyszła. Dobrze, że wcześniej pokazała mi drogę. Wszyscy już dawno zniknęli; byłam jedyną osobą, która wlekła się ze Skrzydła Służby. Miałam nadzieję, że zostanie dla mnie choć trochę jedzenia.
Westchnęłam, kopiąc kamienie na ścieżce. Punktualność nigdy nie była moją mocną stroną. Teraz musiała się nią stać, jeśli chciałam przetrwać.
– Postanowiłaś odpuścić śniadanie?
Głos Kierana dobiegł z naprzeciwka. Dlaczego on nie musiał nosić munduru? Miał na sobie szary dres.
– Właśnie tam szłam.
Wyciągnął nadgarstek z kieszeni bluzy i zerknął na srebrny zegarek.
– Jesteś spóźniona o trzydzieści minut. Co zjesz? Okruchy?
Jęknęłam. – Po namyśle, po prostu posiedzę sobie z przyjaciółmi.
Parsknął śmiechem. Zrównał ze mną krok i zarzucił mi ramię na ramiona.
– Chodź – powiedział.
Spojrzałam w górę. Rany, czy on zawsze był aż tak wyższy ode mnie? I potężniejszy?
– Gdzie mnie zabierasz, Kieran? – zmrużyłam oczy.
– Jeść, to oczywiste. Nie chcesz przetrwać pierwszego dnia o pustym żołądku. Przerwa jest dopiero o drugiej.
– O drugiej?! – wrzasnęłam. Jak ja miałam wyjść z tego żywa?
– Właśnie, ale ja cię pilnuję. – Uśmiechnął się.
Być może wszystko będzie jak dawniej, ale wątpiłam w to. Chociaż mogliśmy wciąż być blisko, mimo że stałam w hierarchii niżej od niego. Odgarnęłam włosy z twarzy. Nie chciałam o tym myśleć.
– Chyba powinnam powiedzieć „dziękuję”… wasza wysokość. – Odsunęłam się od niego tanecznym krokiem.
Skrzywił się. – Zapomniałaś o dygnięciu.
– O, to się nigdy nie wydarzy.
– Wiesz, że większość wilków poważnie traktuje kary.
Wywróciłam oczami. – Ale nie twoje.
– Będziesz miała poważne kłopoty, Sero.
Zaśmiałam się. Zapomniał, w jak wiele kłopotów nas wpakował, gdy byliśmy dziećmi. Dotarliśmy do stołówki. To był masywny budynek za wieżą. Z wnętrza dobiegał gwar setek wilków o rangach wyższych od mojej. Spojrzałam na swoją koszulkę, a potem na ten malutki budynek, w którym reszta Omeg dojadała rzucane im resztki.
Przed stołówką cofnęłam się o krok. Przejrzą mnie na wylot! Nie pasowałam tam.
– Wiesz co, spróbuję sprawdzić, co zostało u nas. Na pewno dam sobie radę.
Kieran złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
– Nie, idziemy.
– Nie, Kieran. Wszystko w porządku. Nagle przestałam być głodna. – Żołądku, proszę, nie burcz. Wciągnęłam brzuch na wszelki wypadek.
Skrzywił się. – Przecież widzę, że kłamiesz!
Nadąsałam się. – Wiesz, że nie mogę tam wejść. Będę zupełnie nie na miejscu.
– To nie znaczy, że nie powinnaś jeść.
Zrzedła mi mina. Był taki słodki, ale wątpiłam, by to pomogło mi w starciu z salą pełną tysiąca krwiożerczych oczu, które miały wspólny cel: wywalić Omegę.
Wyczuwając mój niepokój, zdjął szarą bluzę z kapturem i podał mi ją.
– Masz. Nie będzie widać koszulki.
Wciągnęłam wielką bluzę przez głowę. W rękawach zmieściłyby się jeszcze trzy inne ramiona! Jęknęłam, ale to faktycznie mogło zadziałać. Mogłam zjeść śniadanie w spokoju. Miejmy nadzieję.
Weszliśmy razem; tak, zostałam nieco z tyłu. Tyle jeśli chodzi o bycie niezauważoną. Wszyscy wbili we mnie wzrok. Niektórzy wręcz szczerzyli kły. Spuściłam głowę i trzymałam się blisko Kierana. Gwar przeszedł w szepty. Ręce Kierana spoczęły na moich ramionach, zatrzymując mnie przy stole i sadzając na miejscu.
– Czy nie powinnam teraz iść po śniadanie?
Usiadł naprzeciwko mnie. Ktoś głośno wciągnął powietrze. Och, jakie to dramatyczne. – Tu nas obsługują, kochanie.
– O, macie tu naprawdę luksusy, co?
Błysnął swoimi idealnie białymi zębami. – To nic takiego.
Przechyliłam głowę na bok, a moje truskawkowe włosy opadły mi na ramię.
– Dlaczego nie jestem zaskoczona?
Zanim zdążył odpowiedzieć, obok niego wyrósł chłopak w czarnej koszuli z ciemnoniebieskim pasem. Jeden z Gammów. Skłonił się. Skrzywiłam się. Czy wilki naprawdę to robiły?
– Alfo, pan Thorne prosi o rozmowę. Mówi, że to pilne.
Alfa Kieran. Mrugnęłam kilka razy. Nie mogłam uwierzyć, że faktycznie tak o nim pomyślałam. Ale brzmiało to całkiem nieźle. W każdym razie Kieran jęknął, wstając od stołu. Mały Gamma szybko odszedł. Musiał być z pierwszego roku.
– Czy ty naprawdę…
Pochylił się nad moim ramieniem i szepnął mi prosto do ucha. Ktoś znów głośno westchnął. Co dalej? Ktoś zemdleje?
– Nie reaguj. – Jego oddech był gorący na moim policzku. Musiałam powstrzymać dreszcz.
– Co? – szepnęłam, całkowicie uległa.
– Mówię poważnie, Sero. Nie reaguj na nic, dopóki nie wrócę. Nie zajmie mi to długo.
Skinęłam głową. Wciąż nie rozumiałam, o co mu chodzi. Oplotłam się ramionami i czekałam na jedzenie. Może mogłabym wziąć je na wynos i spotkać się z Kieranem później. Teraz, gdy byłam sama, stałam się główną atrakcją. Nie potrzebowałam nadprzyrodzonych zmysłów, by usłyszeć dziewczynę z innego stolika mówiącą do koleżanki:
– Za kogo ona się uważa, siedząc z Alfą Kieranem?
– Kim ona w ogóle jest? – zapytał ktoś inny.
– Nie widziałam jej wcześniej.
Śniadanie przestało być ważne, wyjście stąd stało się priorytetem. Wtedy zobaczyłam kobietę niosącą tacę z różnymi rodzajami mięs i jajkami. Mój żołądek właśnie w tym momencie postanowił głośno zaburczeć, więc musiałam ulec jego żądaniom. Starsza pani w niebieskim mundurze była już prawie przy moim stole, gdy została zatrzymana. Przez Sloane! Sloane mówiła coś przez kilka sekund, a kobieta zawróciła z tacą.
– Szlag – mruknęłam.
Potem Sloane ruszyła w stronę mojego stolika. Ale nie była sama, miała wsparcie. Powinnam była stamtąd wiać, ale nie bałam się jej. Nienawidziłam być w centrum uwagi, zwłaszcza z niewłaściwych powodów, ale nie czułam przed nią żadnego strachu.
Uniosłam podbródek. W głębi duszy wiedziałam, że to nie może skończyć się dobrze.
– Zobaczcie, co tu przywiało. Zgubiłaś się?
Jej koleżanki zachichotały. Jedna z nich była jeszcze piękniejsza niż Sloane. Kryształowo niebieskie oczy, bladoróżowe usta i śnieżnobiałe włosy opadające na plecy. Ona też nie wyglądała na zachwyconą moją obecnością.
Posłałam Sloane i jej świcie wymuszony uśmiech. – Wiecie przecież, że przyszłam z Kieranem.
Fala energii uderzyła mnie w głowę niczym trzy cegły raz po raz. Co u licha?
– Cóż, powinien wiedzieć, że Omegi takie jak ty to bezwartościowe śmieci i nie ma tu dla ciebie miejsca! – krzyknęła, a kolejny impuls mocy uderzył mnie w czaszkę.
Ała. Chwyciłam się za głowę i spojrzałam na nią wściekle. Jej wybuch sprawił, że w sali zapadła absolutna cisza. Udało jej się pozbawić mnie śniadania i zafundować ból głowy na trzy tygodnie, więc równie dobrze mogłam stąd wyjść. Wstałam niepewnie na nogi.
– I tak nie chciałabym tu jeść. Wychodzę – powiedziałam, zakładając, że dotrę do drzwi bez omdlenia.
– Czekaj, Sloane, czy ta bluza nie wygląda znajomo? – zapytała od niechcenia dziewczyna z białymi włosami.
Och, niech ją szlag.
– Nie, dlaczego miałaby… – Sloane głośno wciągnęła powietrze w teatralnym geście. – Zdejmuj to natychmiast!
Nie, dlaczego na środku stołówki? Zacisnęłam dłonie na krawędzi bluzy i zgrzytnęłam zębami.
– Chcesz, żebym się rozebrała?
Jej oczy rozbłysły kolorami piekła. Dosłownie. Potem przyszło kolejne uderzenie w głowę. Zatoczyłam się do tyłu i o mało nie upadłam na podłogę.
– Zdejmuj to, Omego – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Czy chcesz dostać więcej?
– Dobra, w porządku. – Ściągnęłam za dużą bluzę przez głowę i rzuciłam ją pod jej stopy.
Stołówkę wypełniły westchnienia, wyzwiska i warknięcia. Rany, byłam tylko Omegą. Prawie spodziewałam się, że ktoś rzuci we mnie pomidorem. Sloane podeszła do mnie, jej oczy wciąż płonęły piekielnym blaskiem. Chwyciła mnie za szczękę, wbijając palce w skórę. Straciłam czucie w nogach i osunęłam się na kolana na marmurową podłogę.
– Nieszanująca się mała dziwka. Trafisz do żelaznych dybów.
***
– Co?! Co oni dają tym facetom do jedzenia?! – jęknęłam.
Sloane zawlekła mnie do rynsztoka zwanego żelaznymi dybami. Miejsca pełnego sierści, zgniłego jedzenia, śmierdzącego stopami i bąkami. To było miejsce, w którym Betowie trenowali i robili inne głupoty. Sloane kazała mi sprawić, by to miejsce lśniło, co było fizycznie niemożliwe.
Betowie, którzy ze mnie szydzili, wcale mi nie pomagali.
– Łatwiej pójdzie, jak się schylisz ładnie i nisko – zaśmiał się ktoś.
– W twoich snach, palancie. – Ciągnęłam rozklekotaną miotłę po ziemi. Grabie byłyby lepsze.
– O, ta ma charakterek. – Wysoki, szczupły chłopak o kruczoczarnych włosach i brązowej skórze krążył wokół mnie jak jastrząb. – Skąd ty się tu wzięłaś?
Swoim zachowaniem przywołał kolegów. Było ich tam mniej niż dziesięciu na treningu, ale wszyscy chcieli się na mnie wyżyć. Mocniej zbudowany facet z brudnym blondem na głowie posłał mi obleśny uśmiech. Czego on chciał, buziaka? Obrzydlistwo.
– Słuchajcie, chłopaki, im szybciej to skończę, tym szybciej zniknę wam z oczu. Więc możemy wszyscy udawać, że mnie tu nie ma? Dzięki, byłoby super. – Wróciłam do zbierania śmieci, ale głęboki śmiech powiedział mi, że mój plan nie wypalił.
– Świeże mięso. Dawno nie tresowałem żadnej nowej.
Cofnęłam się.
– Jest cała twoja, Kellan. – Szczupły facet się wycofał. Dupek.
Kellan strzelił kostkami i wyszczerzył zęby. – Nauczę cię manier, ślicznotko.
Jego mięsista dłoń spoczęła na moim ramieniu, a ja strzepałam ją jak muchę.
– Nie dotykaj mnie, ty świnio!
– Świnio? Nie wiesz, do kogo mówisz, zdziro.
Jego kumple zachichotali. Błysnął swoimi wilczymi cechami. Jeśli czegoś nauczyłam się od mamy, to tego, jak bronić się przed czymkolwiek, a w rękach miałam broń. Dawaj.
– I co z tym zrobisz? Świnio.
Warknął. Mocniej chwyciłam kij od miotły. Zanim zdążył podnieść ręce, uderzyłam końcem miotły w oba jego uszy. Oszołomiłam go całkowicie. Nos byłby gorszy. Zawył, przycisnął dłonie do uszu i zaczął się cofać. Potknął się o śmieci i wylądował na tyłku.
Punkt dla mnie, ale teraz to już przesadziłam. Pozostałych dziewięciu Betów wbiło we mnie wzrok, jakbym była surowym mięsem. Przełknęłam ślinę.
– Mała suka – warknął ten szczupły, pokazując wilka.
Cofnęłam się, trzymając moją jedyną broń.
– Nie… nie podchodźcie bliżej.
Kellan przestał wyć. Nawet nie zauważyłam, kiedy to się stało, ale usłyszałam go w porę, by się odwrócić i zrobić unik, zanim zdołał przygwoździć mnie do ziemi. Nie udało mi się jednak uniknąć jego pazurów. Rozciął mi ramię, a rana zapiekła jak diabli. Uniosłam miotłę i walnęłam go w nos. Wtedy jego kolega złapał kij i złamał go jak zapałkę.
– O cholera. – Mam przerypane.
Ruszyli na mnie.
– Stać. Zostawcie tę omegę w spokoju.
















