Wiktor kipiał z wściekłości, chciał kogoś zabić. Najlepiej tego małego gnojka zwijającego się na podłodze w pokoju socjalnym. Dla pewności kazałby Dimitriemu dołączyć do kolegi, ale tym razem opanował żądzę krwi. Powód drżał w jego ramionach, gdy szedł w stronę tylnego wyjścia z klubu. Musiał sobie przypominać, że ona nie jest przyzwyczajona do przemocy, która w jego świecie była naturalna. Widok
















