Minęły dwa tygodnie od zasadzki, a Viktor był w podłym nastroju. Wciąż nie mieli solidnych dowodów na to, kto za tym stał. Nie żeby Viktor nie miał swoich podejrzeń – był pewien, że to ten skurwysyn O'Connell wszystko ukartował. Ale tamten był sprytny. Wszyscy napastnicy byli najemnikami, niezwiązanymi z żadnym Syndykatem. Ci, których zostawili przy życiu wystarczająco długo, by zaczęli mówić, zez
















