Viktor szedł zdecydowanym krokiem przez klub nocny. Był w swoim biurze na trzecim piętrze, kiedy zadzwonił Niko i poprosił go o zejście do pokoju liczeń. Viktor wiedział, że Niko nie prosiłby o to, gdyby nie była to sprawa, którą on sam musi się zająć. Wciąż był zirytowany przerwaniem pracy, a ktokolwiek był tego przyczyną, musiał liczyć się z konsekwencjami. Viktor uśmiechnął się, gdy dwie kobiety zawołały go, by do nich dołączył. Nie miał czasu na rozmowę, ale pozwolił swoim oczom prześlizgnąć się po ich ciałach. Odnotował w myślach, żeby wrócić tu po załatwieniu sprawy. Dotarł do drzwi prowadzących na zaplecze klubu, przyłożył kartę do skanera i wpisał kod. Westchnął, wchodząc do białego korytarza, i rozluźnił się, gdy odgłosy muzyki i ludzi stłumiły się po zamknięciu drzwi. Klub nocny był dobrą inwestycją i świetną bazą operacyjną, ale hałas mógł doprowadzić do szału nawet najzdrowszego na umyśle człowieka. Szedł korytarzem, dostrzegając przed sobą Niko. Właśnie miał zapytać swoją prawą rękę, dlaczego go wezwał, gdy w korytarzu rozległ się głośny huk. Ręce obu mężczyzn z przyzwyczajenia powędrowały do broni, ale żaden z nich jej nie wyciągnął. Rozległ się głośny kobiecy krzyk; Viktor nie potrafił rozróżnić słów, ale brzmiała na wściekłą.
— Viktor, mamy sytuację — powiedział mu Niko.
— No co ty, co się dzieje? — zapytał Viktor. Przez chwilę pomyślał, że któraś z jego byłych kochanek lub dziewczyn dostała ataku furii. To nie byłby pierwszy raz. Ale nie przypominał sobie, by ostatnio wkurzył jakąś kobietę.
— Dimitri i Tadek wrócili z obchodu — powiedział Niko.
— Odebrali dług? — zapytał Viktor, zirytowany, że wezwano go do zwykłej windykacji.
— Można tak powiedzieć — odparł poważnie Niko. Z wnętrza pokoju liczeń dobiegł kolejny wrzask i Viktor miał już dość. Podszedł, otworzył drzwi i pchnął je gwałtownie. Tylko dzięki czystemu szczęściu lecący zszywacz minął jego głowę i uderzył w futrynę. Oczy Viktora powędrowały za nim, gdy z kolejnym hukiem upadł na podłogę. Spojrzał przed siebie i ujrzał objawienie. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to nie wizja, ale przerażona i płacząca kobieta.
Nawet z posiniaczonym policzkiem i rozciętą wargą, z łzami spływającymi po twarzy, była piękna. Jej miodowe blond włosy były kiedyś spięte w kucyk, ale teraz grube pasma opadały na ramiona, a luźna gumka trzymała jedynie tylne warstwy włosów. Jej jasnoniebieskie oczy były spuchnięte od płaczu, ale nie odbierało im to urody. Obszerny sweter i dżinsy typu „mom jeans” nie potrafiły ukryć krągłości jej ciała, na widok których Viktor poczuł podniecenie. Jej bujne kształty go wzywały. Niechętnie odwrócił wzrok od kobiety, gdy ta cisnęła ołówkiem w jego ludzi. Obaj patrzyli na niego i nie widzieli nadlatującego pocisku. Ołówek uderzył Tadka w klatkę piersiową z lekkim głuchym stuknięciem, po czym upadł na ziemię. Viktor zauważył, że Dimitri nieco pobladł, spoglądając na niego. „Interesujące”, pomyślał Viktor. Niko stał za prawym ramieniem Viktora i obserwował scenę. Kobieta miała w dłoni kolejny ołówek i rzuciła nim w Dimitriego i Tadka; przeleciał w powietrzu między nimi. Viktor słyszał teraz słowa, które wykrzykiwała.
— Trzymajcie się z daleka, trzymajcie się ode mnie z daleka, z daleka! — wrzeszczała raz po raz. Krzyczała dalej, mimo że najwyraźniej skończyły się jej rzeczy do rzucania. Viktor był bardziej niż zainteresowany tym, co się dokładnie dzieje. Ale nie mógł się skupić, gdy kobieta robiła taki raban.
Obszedł stół i skierował się ku niej; cofnęła się w kąt, wyciągając ręce przed siebie i wykrzykując w kółko te same zdania. Viktor chwycił obie jej dłonie jedną ręką i stanął tuż przed nią, patrząc w te niesamowite oczy.
— Zamknij się wreszcie, do kurwy nędzy! — ryknał na nią. Zamilkła, a on zobaczył, jak jej oczy ponownie wypełniają się łzami, a usta drżą. „O szlag”, pomyślał. Jak większość mężczyzn, widok płaczącej kobiety przerażał go do szpiku kości. Prędzej wdałby się w strzelaninę ze setką najgorszych wrogów, niż użerał z jedną płaczącą kobietą. Rozwiązaniem problemu było puszczenie jej rąk – zauważył jasnoczerwone ślady wokół jej nadgarstków – i odwrócenie się do niej plecami. Co z oczu, to z serca. Nie udawało mu się tak skutecznie odciąć od cichego szlochu dobiegającego zza pleców, ale zignorował go. — Może mi ktoś powiedzieć, dlaczego moja liczarka do banknotów leży roztrzaskana na podłodze i dlaczego prawie zostałem pozbawiony głowy przez pieprzony latający zszywacz? — warknął do trzech pozostałych mężczyzn w pokoju. W pomieszczeniu panowała cisza, przerywana jedynie cichym szlochem kobiety. Viktor wbił wzrok w Dimitriego i Tadka. — Ponieważ najwyraźniej odpowiedź na to pytanie przekracza wasze możliwości, zacznijmy od podstaw. Byliście na windykacji? — zapytał Viktor, czując, jak krew w nim bieleje. Jeśli zaraz nie dostanie odpowiedzi, nie będzie ręczyć za siebie, posypią się głowy. Szanse na to, że dosłownie zostaną oddzielone od czyjegoś ciała, wynosiły pół na pół.
— Tak, szefie, byliśmy — powiedział Dimitri.
— Odebraliście dług? — westchnął Viktor.
— Tak. Kovak nie miał pieniędzy, ale zaoferował usługi swojej siostrzenicy jako sposób na spłatę długu — Tadek wyszczerzył zęby. Viktor poczuł pierwotną chęć uderzenia go w twarz. Wziął głęboki oddech i przypomniał sobie, że ten człowiek jest nowy w rodzinie, miał prawo do błędu. Jednego. Dimitri natomiast powinien wiedzieć lepiej.
— Wyjaśnij to — zażądał Viktor od mężczyzny.
— To po prostu brzmiało jak lepszy interes niż powrót z pustymi rękami — Dimitri wzruszył ramionami. Viktor posłał spojrzenie Niko, a jego prawa ręka skinęła głową. Wiedział, czego chce Viktor.
— Idź z Niko, ja posprzątam wasz pieprzony bałagan — warknął Viktor.
— Tak jest, szefie — powiedział Dimitri. Tadek posłał Viktorowi spojrzenie pełne buntu i chęci odzyskania tego, co uważał za należne mu prawem. „Kobiety”, pomyślał Viktor. Poczekał, aż trzej pozostali mężczyźni wyjdą, i dopiero wtedy odwrócił się ponownie. Nawet w nieładzie młoda kobieta wyglądała niewinnie, a wokół niej unosiła się aura dobroci. Viktor poczuł potrzebę zepsucia jej, pokazania jej ciemnej strony życia i związania jej tam ze sobą. Nigdy nie spotkał kogoś takiego jak ona, a myśl o tym, co mógłby jej zrobić i co mogliby robić razem, wywołała w nim przyjemny dreszcz. Na jego ustach wykwitł niegodziwy uśmiech.
Elena stała sparaliżowana, zapędzona w róg pokoju, z potężnym mężczyzną przed sobą. Jeśli tamten blondyn był przystojny, to ten był jak urzeczywistnienie erotycznego snu – żyjąca istota ubrana w bordowy, trzyczęściowy garnitur, który podkreślał jego wysportowane ciało. Gdyby nie była tak przerażona, Elena pewnie by się śliniła. Od momentu, gdy wszedł do pokoju, jej mózg zarejestrował jego ciemne, zaczesane do tyłu włosy, bladoszare oczy i kilkudniowy zarost. Początkowo miała nadzieję, że będzie jej wybawcą, ale on uwięził ją w kącie i nakrzyczał na nią. Wyglądało na to, że jest szefem tamtych trzech mężczyzn. Elena pomyślała przelotnie, czy to miejsce jest pełne przystojnych facetów w garniturach. Natychmiast odrzuciła tę myśl jako wysoce niestosowną w tej sytuacji. Pan Pips wspomniał coś o długu jej wuja, którego ten nie mógł spłacić, i o tym, że sprzedał jej ciało, by uregulować należność. Ale to nie mogło być prawdą. To prawda, że wuj miał kiedyś problem z hazardem i prawdą było, że często czuła, iż on o nią nie dba. Ale sprzedać ją tym ludziom? Nie, nie mogła w to uwierzyć. A teraz była uwięziona za tym potężnym, pociągającym mężczyzną. Gdy drzwi się zamknęły, zostawiając ich samych, on odwrócił się, a na jego twarzy wykwitł lodowaty uśmiech, gdy spojrzał na Elenę.
— Janko Kovak to twój wuj? — zapytał. Ciało Eleny drżało ze strachu, a ona próbowała powstrzymać drżenie dolnej wargi. „Spojrzenie jego oczu to coś, co na zawsze pozostanie w moich koszmarach, jeśli to przeżyję”, pomyślała.
















