Viktor stał u dołu schodów i zerkał na zegarek; pięć po szóstej, a Eleny wciąż nie było. Czuł narastającą irytację. Jeśli myślała, że ujdzie jej na sucho sprzeciwianie mu się, to była w błędzie. Nie zawahałby się pójść tam na górę i ściągnąć jej siłą. Rytmiczny stukot obcasów o stopnie sprawił, że uniósł wzrok. Elena schodziła w dół. A przynajmniej Viktor sądził, że to Elena. Ta istota wyglądała j
















