Dług gołębia

Dług gołębia

Autor: Aeliana Thorne

2
Autor: Aeliana Thorne
12 cze 2026
Elena próbowała powstrzymać szloch. Nie mogła powstrzymać łez ani strachu, ale płakała teraz w milczeniu. Mężczyźni otworzyli bramę garażową i wycofali się, omijając jej samochód, po czym ruszyli drogą. Elena została sam na sam ze swoim strachem i ciężarem w żołądku, zastanawiając się, dokąd ją zabierają. Jechali przez czas, który Elenie wydał się godzinami. Ponieważ jednak nie opuścili miasta, wydawało się to mało prawdopodobne. W pewnym momencie jej łzy przestały płynąć, nie dlatego, że pogodziła się z losem, ale z czystego wyczerpania. Była zmęczona już w momencie powrotu do domu, a teraz, gdy adrenalina zaczęła opadać, czuła się jak balon, z którego uciekło powietrze – pusta i sflaczała. Jej dwaj porywacze nie odezwali się słowem, odkąd opuścili dom. W myślach nazwała niskiego „Panem Pipsem”, a drugiego „Panem Gigantem”. Dzięki temu sytuacja wydawała się mniej przerażająca. Był to tylko mechanizm obronny, ale dobrze jej służył. Samochód zwolnił. Z perspektywy Eleny trudno było dostrzec cokolwiek poza dachami budynków i nocnym niebem. Słyszała jednak rytmiczne dudnienie klubowej muzyki i sporadyczne okrzyki ludzi. Elena ożywiła się; jeśli w pobliżu byli ludzie, mogła zostać uratowana. Głęboko wierzyła w naturalne dobro tkwiące w człowieku. Można by pomyśleć, że po trzech latach pracy na izbie przyjęć jej dość naiwny światopogląd wyblaknie, ale ona codziennie znajdowała przykłady dobra, jakie ludzie wyświadczają sobie nawzajem. Była więc przekonana, że jeśli tylko zdoła dać znać ludziom na zewnątrz, że potrzebuje pomocy, oni jej udzielą. Musiała tylko wymyślić, jak ich o tym powiadomić. Gdy tak myślała, samochód wjechał w coś, co wyglądało na alejkę, sądząc po tym, jak blisko po obu stronach auta znajdowały się ściany budynków. Pan Pips odwrócił się i posłał jej intensywne spojrzenie. Elena wolałaby nie myśleć o tym, co się w nim kryło. — Lepiej siedź cicho, suto, jeśli ci życie miłe. Jeśli spróbujesz krzyczeć i ktoś podejdzie sprawdzić, co się dzieje, wpakuję mu kulkę. Czy wyrażam się jasno? — zapytał. Elena poczuła, jak blednie. Jej plan legł w gruzach. Nigdy nie naraziłaby innej istoty ludzkiej na takie niebezpieczeństwo. Skinęła głową. — Wygląda na to, że suka w końcu zrozumiała, że nie powinna się odzywać — Pan Pips zaśmiał się do kolegi. Pan Gigant zachichotał, gdy obaj wysiedli z samochodu. Elena napięła się i poczuła powrót adrenaliny, gdy otworzyły się tylne drzwi. Ktoś przeciął opaski na jej kostkach i wyciągnął ją na nogi. Jej nogi były sztywne po tak długim przebywaniu w niewygodnej pozycji. Nikt się tym nie przejął, gdy Pan Gigant popchnął ją do przodu, z rękami wciąż związanymi. Elena zauważyła, że rzeczywiście byli w alejce. Była na tyle szeroka, by pomieścić samochód, ale niewiele więcej. Dalej stało kilka kontenerów na śmieci, a trzy migoczące lampy na boku jednego z budynków dawały trochę światła. Kierowali się w stronę zielonych stalowych drzwi, jedynych w zasięgu wzroku. Pan Pips zapukał, a po chwili otworzył mu blondyn w ciemnoniebieskim garniturze. Wyglądał, jakby prosto stamtąd wyszedł z posiedzenia zarządu. Nawet przez strach i panikę Elena widziała, że był to mężczyzna, na widok którego cieknie ślina. Typ faceta, dla którego kobiety tracą głowę. Spojrzał na nią, nie nawiązując jednak kontaktu wzrokowego, i uniósł jedną brew. — Myślałem, że obaj wyszliście na obchód po długi — powiedział chłodnym głosem. Elena chciała błagać go o pomoc, o to, by nie pozwolił tamtym dwóm jej zabrać. Ale on zdawał się ich znać; miała przygnębiające przeczucie, że jej nie pomoże. — Czy wyglądamy, jakbyśmy wrócili z pustymi rękami? — odparł Pan Pips blond przystojniakowi. Blondyn spojrzał w dół na Pana Pipsa, który nie sięgał mu nawet do ramion. Przystojny diabeł przyglądał się Panu Pipsowi przez dłuższą chwilę; słychać było jedynie miarowe uderzenia muzyki dobiegającej z budynku. — Zabierzcie ją do pokoju liczeń — powiedział blondyn, a w Elenie umarła resztka nadziei. Pan Pips i Pan Gigant wyszczerzyli zęby i popchnęli Elenę przez drzwi do długiego, białego korytarza z drzwiami po obu stronach. — Rozwiążcie jej ręce i czekajcie na mnie — rzucił blondyn, gdy zatrzymali się przed jednymi z drzwi. Wyjął kartę magnetyczną, przyłożył ją do czytnika przy drzwiach i wpisał sekwencję cyfr. Zamek kliknął, a Pan Pips pchnął drzwi. Elena została brutalnie wprowadzona do środka, a drzwi zamknęły się za nimi z głuchym odgłosem. Dla Eleny ten dźwięk był ostateczną pieczęcią jej losu. Nie miała już żadnych szans na ucieczkę. Pan Gigant wyciągnął nóż, a Elena podskoczyła. Zachichotał i przeciął więzy wokół jej nadgarstków. Elena wyciągnęła ręce przed siebie, rozcierając nadgarstki i czując, jak wraca do nich krążenie. Jej prawe ramię, ręka, którą Pan Gigant wykręcił jej na plecy, bolało. Nie sądziła, by uraz był poważny – może lekkie naderwanie tkanki mięśniowej lub naciągnięcie więzadeł. Rozcierając nadgarstki, zaczęła się cofać, nie spuszczając wzroku z obu mężczyzn. Obserwowali ją, gdy tyłem nóg uderzyła o stół stojący na środku pokoju. Elena ostrożnie przesuwała się wzdłuż krawędzi stołu, ani na chwilę nie odrywając wzroku od Pana Giganta i Pana Pipsa. „Złoty chłopiec” nie dołączył do nich w pokoju. Dotarła do krawędzi stołu i znów zaczęła się cofać, odgradzając się meblem od mężczyzn. — No dalej, laleczko. Nie ma potrzeby się nas bać — wyszczerzył się Pan Gigant. Gdyby Elena nie była już przerażona do granic możliwości, ten uśmiech pozbawiłby ją zmysłów. — Taa, suto, jesteśmy mili — przytaknął Pan Pips. — Trzymajcie się z daleka — powiedziała im Elena z wyraźnym drżeniem w głosie. — Mała suka odzyskała głos — zadrwił niski mężczyzna. — Trzymajcie się z daleka, nie podchodźcie do mnie — powtórzyła desperacko Elena. — Ale musimy przetestować towar — powiedział do niej z szerokim uśmiechem. — J-jaki towar? — zapytała Elena, rozglądając się za czymś, czego mogłaby użyć do obrony. Pokój był pusty, nie licząc stołu na środku. Na blacie leżało kilka ołówków, liczarka do banknotów i zszywacz. Elena nienawidziła swojego życia w tamtym momencie. — Ty, ty jesteś towarem, laleczko — poinformował ją Pan Gigant. — Czyście zwariowali? Jestem człowiekiem, a nie rzeczą! — krzyknęła na nich. — Suto, jesteś osobą, którą sprzedamy innym osobom. Sprawisz, że przez chwilę będą się dobrze bawić, a potem przyjdzie kolej na następną osobę — powiedział jej Pan Pips. — Ale najpierw muszę cię spróbować, musimy wiedzieć, jaką cenę wystawić — wyszczerzył się i zaczął iść w jej stronę. W tym punkcie Elena przekroczyła już próg zwykłej paniki. Zamierzali sprzedać jej ciało mężczyznom, żeby uprawiali z nią seks? Ta myśl sprawiła, że zrobiło jej się niedobrze i zimno z przerażenia. Nie, nie mogła do tego dopuścić. Musiała coś zrobić, cokolwiek. Elena nie mogła pozwolić, by ten podły człowiek, który zbliżał się do niej, ją zgwałcił. Był odrażający i okrutny, a ona nie po to czekała na odpowiedniego mężczyznę, by on był jej pierwszym. Zdawała sobie sprawę, że niewiele może zdziałać. Ale musiała spróbować. Coś w niej pękło; chwyciła liczarkę do banknotów ze stołu i cisnęła nią w stronę Pana Pipsa.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

2 – Dług gołębia | Czytaj powieści online na beletrystyka