Viktor patrzył na drżącą przed nim kobietę. Jego ludzie nie powinni byli jej skrzywdzić, a już na pewno nie powinni byli dobijać targu z jej wujem. Zapłacą za to. Viktor nie wierzył w trzymanie swoich ludzi na krótkiej smyczy ani w niańczenie ich, ale miał cztery zasady, których każdy w Syndykacie musiał przestrzegać. Jego słowo było prawem. Nie krzywdzili kobiet ani dzieci. Nie zajmowali się handlem ludźmi. Nikt nie mógł sprzedawać narkotyków dzieciom. Te cztery zasady były egzekwowane z bezwzględną surowością. To, co jego ludzie zrobili Elenie, było naruszeniem zasady numer dwa i wyraźną próbą złamania zasady numer trzy. Ale ten gołąbek przed nim o tym nie wiedział. Potrzeba posiadania jej tylko w nim rosła. Jej niewinność była jak światło w nocy, a on był ćmą. Musiał ją posiąść, zepsuć. Uśmiechnął się swoim niegodziwym uśmiechem i zobaczył, jak ona się spina. Mogła być niewinna, ale jej instynkt był silny.
— Musimy odzyskać nasze pieniądze, a to jest jeden ze sposobów — wzruszył ramionami.
— Ile on jest winien? — zapytała. Viktor wyjął telefon i sprawdził.
— Blisko trzy miliony dolarów — powiedział. — Dokładnie dwa miliony osiemset pięćdziesiąt pięć tysięcy dwieście dwa dolary i pięćdziesiąt centów.
— Dwa miliony osiemset pięćdziesiąt pięć tysięcy dwieście dwa dolary? — zapytała Elena niepewnym głosem, wyraźnie się trzęsąc.
— I pięćdziesiąt centów — dodał. Skinęła głową, a on widział, jak w jej głowie pracują trybiki.
— Moglibyśmy sprzedać dom, to nie pokryje całego długu, ale jako wpłata własna... Resztę moglibyśmy spłacać miesięcznie — zasugerowała.
— Nie wiedziałem, że Kovak ma dom — powiedział Viktor.
— Nie ma. Jest mój. Rodzice zostawili mi go w spadku, jest wart około ośmiuset tysięcy — powiedziała mu. Viktor wyraźnie widział ból, jaki sprawiło jej to zaproponowanie. W głębi duszy gardził jej wujem za to, że postawił ją w takiej sytuacji. Zastanawiał się, co ten człowiek zrobił, by zasłużyć na taką lojalność. Dobry człowiek chciałby chronić ją przed bólem, ale Viktor nie był dobrym człowiekiem. Widział w tym kolejny punkt nacisku, by dostać to, czego chciał: ją.
— Gołąbku, to nawet nie jest jedna trzecia długu. Z narastającymi odsetkami będziesz spłacać ten dług do końca życia. I mówiąc szczerze, nie interesuje mnie czekanie tak długo na moje pieniądze — powiedział jej. Spuściła wzrok i skinęła głową.
— Może mogłabym wziąć pożyczkę w banku — pomyślała głośno Elena, zagryzając dolną wargę. Viktor patrzył, jak jej zęby szarpią pełną wargę i poczuł chęć zastąpienia ich własnymi zębami.
— Myślisz, że jakikolwiek bank da ci dwumilionową pożyczkę bez żadnego zabezpieczenia? — zapytał.
— Nie — prawie wyszeptała. Viktor uśmiechnął się; miał ją dokładnie tam, gdzie chciał, pozbawioną innych opcji poza jego własną.
— Mam dla ciebie ofertę — powiedział spokojnym głosem. Spojrzała na niego.
— Chcesz, żebym sprzedała swoje ciało. — To nie było pytanie, ale Viktor pokręcił głową.
— Nie, mam dla ciebie inną propozycję — powiedział, wstając, by dolać sobie kolejną kolejkę whisky.
— Jesteś gotów mi pomóc? — zapytała z nadzieją w głosie. „Jak można być tak naiwnym?”, pomyślał Viktor.
— Jestem — skinął głową, odwracając się w jej stronę.
— Dziękuję, jest pan dobrym człowiekiem, panie Volkov — powiedziała Elena, posyłając mu słaby uśmiech.
— Nie, gołąbku, nie jestem — powiedział, podchodząc do niej i ponownie siadając na stole. — Zabiłem swojego pierwszego człowieka przed piętnastym rokiem życia i od tamtej pory nie przestałem. Jestem zaborczy, okrutny i mam porywczy charakter — wyznał jej szczerze. Widział, jak jej dłonie zaciskają butelkę wody. Viktor wiedział, kim jest, i nie ukrywał tego. A jeśli jego plan miał zadziałać, Elena musiała wiedzieć, z kim ma do czynienia.
— A-ale powiedział pan, że mi pan pomoże — wykrztusiła Elena.
— Mam propozycję, która uchroni cię przed domami publicznymi, ale nie łudź się, że robię to z dobroci serca. Robię to, bo masz coś, czego chcę.
— Co takiego mam? — zapytała.
— Twoje ciało. — Przeszedł prosto do sedna i usłyszał, jak gwałtownie wciągnęła powietrze.
— P-powiedział pan, że nie będę musiała... — zaczęła mówić.
— Nie mówię o sprzedawaniu twojego ciała, panno Kovak. Jestem zajętym człowiekiem, ale jestem też mężczyzną, który ma potrzeby i pewne skłonności. Z tego powodu uważam za przydatne mieć kogoś blisko, kto pomoże mi z tymi... popędami, kiedy się pojawią. Kogoś, kto nie będzie angażował uczuć ani nie stanie się roszczeniowy — wyjaśnił. — Mówiąc wprost: zabawkę dla moich seksualnych pragnień. — Wpatrywała się w niego wielkimi, przerażonymi oczami.
— Zabawkę? — zapytała. Posłał jej pewny siebie uśmiech i odstawił szklankę obok siebie na stół.
— To nie jest tak złe, jak brzmi, obiecuję. Mogę być zaborczy i szorstki, ale nigdy nie pozwalam kobiecie opuścić mojego łóżka niezaspokojonej — powiedział, pozwalając swoim oczom błądzić po jej ciele, nie czując potrzeby ukrywania tego przed nią. Poruszyła się niespokojnie w fotelu.
— Jak, jak miałoby to działać? — zapytała. Viktor wstał i pochylił się nad nią, kładąc ręce na oparciach fotela, w którym siedziała. Osaczył ją, przybliżając się do jej twarzy, chłonąc jej rysy. Czul jej zapach – czysty, prosty, bez żadnych perfum. Jak świeżo wyprana pościel, która schła na letnim słońcu.
— Nie możesz być tak niewinna, by nie wiedzieć, jak mężczyzna sprawia przyjemność kobiecie. Czy chcesz, bym ci to opisał? — szepnął jej do ucha. Usłyszał, jak jej oddech zamiera.
— W-wiem, na czym polega seks, dziękuję. Chodziło mi o tę część dotyczącą „zabawki” — wyjąkała, co wywołało u niego uśmiech.
— Oczywiście, że wiesz — powiedział, siadając na stole i biorąc drinka. — Spiszemy kontrakt stanowiący, że przez trzy lata – rok za milion – będziesz moją zabawką. Kontrakt określi twoje obowiązki i moją odpowiedzialność, a po jego zakończeniu dług twojej rodziny zostanie uznany za w pełni spłacony — powiedział jej. Viktor nie oczekiwał, że Elena przyjmie jego ofertę. Ale sprawiało mu przyjemność bawienie się nią; sposób, w jaki reagowała na jego obecność, dawał mu kopa, a on desperacko chciał wiedzieć, jak wygląda pod tymi workowatymi ubraniami, jak smakuje.
— A każdy dług, który mój wuj zaciągnie w ciągu tych trzech lat? — zapytała. Viktor posłał jej pełne uznania spojrzenie; nie była głupia.
— Mogę się zgodzić, by żadne przyszłe długi nie były z tobą wiązane. Będą obciążać wyłącznie twojego wuja i ciotkę. Jeśli to ci odpowiada? — zasugerował.
— Tak — skinęła głową. To go zaskoczyło. Nie tylko to, że traktowała to jako realną opcję, ale była gotowa pozwolić wujowi samemu ponieść konsekwencje. Wydawała się osobą na tyle nierozsądną, by pomagać bez względu na wszystko. Domyślił się, że każdy ma swoje granice. — A jeśli się pan mną znudzi?
— Znudzę się tobą? — zapytał z uniesioną brwią. Ta myśl była mu tak obca, że aż go zaniepokoiła. Przeszkadzało mu też to, jak łatwo zaakceptowała taką możliwość.
— Trzy lata to długo, panie Volkov. Znam pana reputację; trzy tygodnie z tą samą kobietą to dla pana szmat czasu — powiedziała z lekkim rumieńcem na policzkach. Viktor nie mógł powstrzymać śmiechu. Nie myliła się. Nie miał cierpliwości do poważnych związków ani stałych kochanek. Kobiety zawsze chciały od niego czegoś więcej.
— Dopóki nie zaczniesz przejawiać wobec mnie zaborczości, gołąbku, nie będzie to problemem. Ale możemy dodać klauzulę, że jeśli zdecyduję się zakończyć kontrakt przed upływem trzech lat, twoja część zostanie uznana za wypełnioną — uśmiechnął się.
— A jeśli ja będę chciała go zakończyć?
— Zmniejszymy twój dług o osiemdziesiąt cztery tysiące za każdy zakończony miesiąc — powiedział jej. Powoli skinęła głową. Viktor zaczął myśleć, że ona poważnie to rozważa. Myśl o posiadaniu tej kobiety na każde zawołanie sprawiła, że jego członek stwardniał, a w ustach zaschło. Rzeczy, które jej zrobi, gdy już ją pod sobą położy...
















