Jego zrujnowana panna młoda: Kontrakt zemsty Diabła

Jego zrujnowana panna młoda: Kontrakt zemsty Diabła

Autor: Aeliana Moreau

Propozycja
Autor: Aeliana Moreau
14 cze 2026
Perspektywa Willi Mój oddech zająknął się, uwięziony w gardle niczym ostry odłamek szkła. „Co?” — wykrztusiłam, a to słowo było zaledwie podmuchem powietrza. Spróbowałam cofnąć rękę, wiedzioł mnie instynkt samozachowawczy, ale jego chwyt na moim nadgarstku był jak żelazne okowy. To nie bolało, ale to było niepodważalne. Nie zamierzał mnie puścić, a przerażające było to, że jakaś rosnąca, mroczna część mojego umysłu wcale tego nie chciała. „Nie rób tego” — warknął. Jego głos był niskim, wibrującym pomrukiem, który zdawał się omijać moje uszy i osiadać bezpośrednio w moich kościach. „Chcę cię czuć.” Intensywność w jego oczach była dusząca. Przełknęłam ciężko ślinę, a mój wzrok powędrował do miejsca, w którym moja dłoń leżała płasko na jego nagiej klatce piersiowej. Ciepło, które od niego biło, było oszałamiające; był to piec grożący stopieniem mojej stanowczości. Pod skórą czułam, jak napinają się jego mięśnie piersiowe, a jego serce uderza ciężkim, miarowym rytmem. Z jego płuc wyrwał się ostry, rwany oddech, który owionął moje czoło, i na jedną sekundę świat poza tym salonem VIP przestał istnieć. Powoli rozluźnił palce na moim nadgarstku, wypuszczając mnie z uścisku. Każda normalna kobieta rzuciłaby się do ucieczki. Każda kobieta z odrobiną godności lub zdrowego rozsądku wyrwałaby rękę, chwyciła torebkę i uciekała tak długo, aż płuca zaczęłyby ją palić. Ale dzisiejszej nocy nie byłam normalna. Zdrada z ostatnich kilku godzin ogołociła mnie do czegoś surowego i nie do poznania. Alkohol krążący w moim organizmie rozpuścił filtry, zasady i strach. Mój mózg krzyczał, że Killian Black to drapieżnik, mężczyzna, który może mnie zniszczyć jednym słowem, ale ja nie słuchałam. W zgliszczach mojego życia poczucie niebezpieczeństwa wydawało się jedyną rzeczą, która była prawdziwa. „Dlaczego to robisz?” — wyszeptałam, a mój głos drżał z mieszanki wyczerpania i niechcianego gorąca. „Powiedziałeś, że wiesz wszystko o swoich pracownikach, ale to wykracza poza to. Żaden dyrektor nie zapamiętuje każdej twarzy, z którą kiedykolwiek rozmawiał jego personel. To niemożliwe.” Nie odpowiedział. Po prostu tam stał, górująca sylwetka potęgi i tajemnic, obserwując mnie tymi swoimi drapieżnymi oczami. Nie mogłam się powstrzymać. Kontynuowałam, wyrzucając z siebie słowa w poszukiwaniu jakiejkolwiek kotwicy. „Wiesz, że mam siostrę. Wiesz, że Sloane był z nią. Skąd? Jak mógłbyś to wiedzieć, gdybyś tego celowo nie szukał?” Cisza. Nawet nie mrugnął. Moje palce poruszały się niemal z własnej woli, zataczając małe, niepewne koła na ciepłej skórze jego klatki piersiowej. To był nierozważny ruch, bezpośrednie wyzwanie rzucone mężczyźnie, który wyglądał, jakby potrafił złamać mnie wpół, ale mnie to nie obchodziło. Gin i złamane serce stworzyły w moich żyłach śmiertelną mieszankę, zmiękczając moją powściągliwość, aż nie pozostało z niej nic poza wspomnieniem. Zauważyłam krawędź tatuażu wyglądającego spod kołnierzyka jego koszuli z lewej strony. Był to gruby, czarny tusz — ostre, agresywne linie, które zdawały się łączyć ze znakami na jego nadgarstku. Chciałam zobaczyć resztę. Chciałam prześledzić każdą linię, zrozumieć mapę tego mroku, który w sobie nosił. Z każdym muśnięciem moich palców o jego skórę, oczy Killiana ciemniały jeszcze bardziej, zamieniając się w otchłanie głodu. Miał tak mocno zaciśniętą szczękę, że myślałam, iż połamią mu się zęby. Wyglądał jak człowiek walczący ze wszystkimi swoimi instynktami, by po prostu po mnie nie sięgnąć i nie wziąć mnie w tej właśnie chwili. On mnie nie tylko pragnął. Patrzył na mnie, jakby chciał pozbawić mnie imienia i zastąpić je własnym. Patrzył na mnie jak na własność, o której posiadaniu dowiedział się dopiero w tej konkretnej sekundzie. „Czy naprawdę chcesz to wiedzieć, Willo?” Moje imię brzmiało inaczej, gdy on je wypowiadał. To nie było tak, jak mówił to Sloane — lekceważąco i beznamiętnie. Kiedy mówił to Killian, brzmiało to jak rozkaz. Brzmiało jak modlitwa i groźba w jednym. Poczułam niewidzialny ciężar na ramionach, wrażenie, że gdyby kazał mi klęknąć, zrobiłabym to, zanim w ogóle zorientowałabym się, że się poruszyłam. Moje usta były suche jak wiór. Przełknęłam ślinę, a prawda z trudem przeciskała się przez moje gardło. „Nie” — wyszeptałam, kręcąc głową. Ponieważ prawda była znacznie bardziej żałosna. W środku tego koszmaru, pośród ruin mojego pięcioletniego związku i ostatecznej zdrady ze strony mojej siostry, uświadomiłam sobie coś miażdżącego. Pragnęłam go. Nie ze względu na pieniądze, czy władzę, czy fakt, że był najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego w życiu widziałam. Pragnęłam go, ponieważ po raz pierwszy od dwudziestu czterech lat ktoś naprawdę na mnie patrzył. Nie przeze mnie. Nie na wersję mnie, którą chcieli naprawić lub wykorzystać. Nie szukał Jade. Patrzył na Willę. Cofnęłam rękę, a utrata tego kontaktu była jak cios. Wypuściłam długie, drżące westchnienie, czując, jak ciężar tej nocy w końcu miażdży mi klatkę piersiową. „Sama nie wiem, dlaczego to wszystko mówię. Przecież cię nie znam.” „Ale chcesz poznać” — odparł, a jego głos brzmiał jak aksamit przesuwany po żwirze. Nienawidziłam tego, jak łatwo przejrzał mnie na wylot. Wzruszyłam ramionami, a gorzki, ostry śmiech opuścił moje usta, gdy poczułam, że do oczu napływają mi łzy. „Nie jestem przy zdrowych zmysłach, Killian. Zostałam… Zrobili mnie w balona. Jak idiotkę.” Tama puściła. Nie zamierzałam mu o tym mówić, ale te słowa były jak rwąca rzeka, która w końcu wezbrała. „Sloane… i moja siostra, Jade. Robili to od lat. Tuż pod moim nosem. Byłam taka głupia, tak cholernie zdesperowana, by wierzyć, że on mnie kocha, że zignorowałam wszystko. Zbudowałam całe swoje życie na kłamstwie.” Próbowałam powstrzymać łzy, zdeterminowana, by nie pokazać więcej słabości mężczyźnie takiemu jak on, ale wtedy zrobił coś, czego się nie spodziewałam. Wyciągnął ręce, jego duże dłonie znalazły się na mojej talii, po czym przyciągnął mnie mocno do swojej klatki piersiowej. Zamarłam, mój oddech się zawiesił, gdy owinął mnie swoim zapachem — drogiego tytoniu, drzewa cedrowego i surowego, męskiego piżma, od którego zakręciło mi się w głowie. „Nie powstrzymuj tego” — mruknął w moje włosy głębokim i zaskakująco delikatnym głosem. „Wyrzuć to z siebie, Willo. Niech cały świat spłonie, jeśli trzeba.” I to było to. To było to pozwolenie, którego nawet nie wiedziałam, że potrzebuję. Pękłam. W jednej chwili próbowałam być silna, a w następnej szlochałam w drogi materiał jego koszuli. Moje pięści zacisnęły się na tkaninie, kurczowo trzymając się go tak, jakby był jedyną solidną rzeczą w świecie, który zmienił się w ciecz. Drżałam, a moim ciałem wstrząsała siła lat tłumionej urazy i świeży, potworny ból dzisiejszego odkrycia. Killian mnie nie odepchnął. Nie rzucał pustych frazesów. Zamiast tego jego dłoń zaczęła wykonywać powolne, uspokajające kręgi na moich plecach wzdłuż kręgosłupa. Ten kontakt przynosił ukojenie, choć posiadał intensywność, która sprawiła, że poczułam się bardziej żywa niż kiedykolwiek przy Sloane'ie. „Tylko powiedz słowo” — odezwał się nagle. Cofnęłam się lekko, ocierając wilgoć z policzków wierzchem dłoni, czując się zawstydzona i całkowicie bezbronna. „Co?” Wyciągnął rękę, wplatając palce w moje włosy, by założyć niesforny kosmyk za moje ucho. To był delikatny gest, ale kiedy spojrzałam w jego oczy, nie było w nich delikatności. Były mordercze. Tliła się w nich zimna, drapieżna wściekłość, skierowana w stronę ludzi, którzy ośmielili się mnie złamać. „Powiedz tylko słowo, a pomogę ci wziąć odwet, o który aż się prosisz.” Zamrugałam, a serce uderzyło mi w żebra. „Odwet? Kto powiedział, że chcę zemsty?” Spróbowałam się zaśmiać, ale brzmiało to jak nerwowy, łamiący się dźwięk. Killian powoli wypuścił powietrze, a w kącikach jego ust błąkał się mroczny uśmiech. „Mnie nie oszukasz, Willo. Widzę to w tobie. To ten sam ogień, który płonie we mnie. Chcesz, żeby cierpieli. Chcesz, żeby Sloane i twoja siostra poczuli każdą uncję bólu, jaki ci zafundowali. Chcesz patrzeć, jak czołgają się na kolanach.” Zrobił powolny, zaplanowany krok do przodu. Ja zrobiłam krok w tył, z pulsem wybijającym szalony rytm. Nie uciekałam; byłam zapędzana w kozi róg, a dreszcz, jaki to wywoływało, był przerażający. Kolejny jego krok, moje kolejne cofnięcie, aż wreszcie moje łopatki uderzyły o twardą, zimną powierzchnię ściany. Killian się nie zatrzymał. Przesunął się tak blisko, że dzieliły nas zaledwie centymetry, jego dłoń uderzyła w ścianę obok mojej głowy, zamykając mnie w swoim cieniu. Był tak blisko, że czułam żar jego ciała przez sukienkę, tak blisko, że mogłam dostrzec złote plamki w jego ciemnych tęczówkach. Wszystko w nim było zabójcze. Każde słowo, które wypowiadał, brzmiało jak pakt z diabłem, a ja byłam więcej niż gotowa go podpisać. Bo miał rację. Smutek został szybko zastąpiony przez zimny, twardy kawałek węgla w mojej piersi. Chciałam rewanżu. Jade spędziła całe swoje życie, odbierając mi wszystko, a dziś wzięła ostatnią rzecz, o której myślałam, że jest moja. „Dlaczego miałoby cię to obchodzić?” — zapytałam ledwie słyszalnym szeptem. „Dlaczego mężczyzna taki jak ty miałby w ogóle chcieć mi pomóc?” Jego spojrzenie powędrowało do moich ust i zobaczyłam, jak jego język wysuwa się, by je zwilżyć. Poczułam odpowiadające temu pulsowanie głęboko w moim wnętrzu. „Bo spojrzałaś na mnie tak, jakbym był jedyną rzeczą, która mogłaby cię zniszczyć” — powiedział, a jego głos obniżył się do niebezpiecznego, intymnego poziomu. „I dlatego, że dotknęłaś mnie w taki sposób, jakbyś chciała należeć do mnie.” Pochylił się, a jego usta zawisły tuż nad moimi. Powietrze w salonie było gęste, naładowane ładunkiem statycznym, który mógłby podpalić cały pokój. „Ja nie czuję, Willo” — wyszeptał, a jego ciepły oddech musnął moją skórę. „Mam schorzenie. Neurologiczne. Nie potrafię poczuć niczyjego dotyku. Świat jest dla mnie martwym, pustym miejscem.” Odetchnęłam ostro, szeroko otwierając oczy. „Ale ciebie poczułem” — wyszeptał, a jego wargi otarły się o moje tak lekko, że aż bolało. „W sekundzie, gdy twoje dłonie dotknęły mojej klatki piersiowej, świat znowu się włączył. Jesteś jedyną rzeczą, którą mogę poczuć.” Nie potrafiłam nawet przetworzyć ciężaru tych słów. Mój umysł był plątaniną pytań, ale on jeszcze nie skończył. Nie dawał mi czasu na myślenie. „Mogę dać ci wszystko, czego kiedykolwiek ci odmawiano” — mruknął prosto w moje usta. „Zemstę. Absolutną władzę. Nową tożsamość. Nazwisko tak potężne, że Sloane i twoja siostra nie będą w stanie nawet spojrzeć ci w oczy bez drżenia. Zaksztuszą się twoim sukcesem, gdy zorientują się, do kogo zależysz.” Byłam przygwożdżona między ścianą a jego potężną sylwetką, mój oddech był krótki i płytki. Chciałam tego. Chciałam tego wszystkiego. Chciałam być potworem, który będzie nawiedzał sny Jade. Kolejne słowa Killiana padły powoli, celowo, i uderzyły w pokój jak zrzucony wielki ciężar. „Wyjdź za mnie.” Świat się zatrzymał. Zamrugałam, mój umysł próbował nadać sens tym sylabom. „Ty... ty sobie żartujesz.” Nie uśmiechnął się. Nie drgnął. Jego szczęka drgnęła, napiął się mięsień na jego policzku. „Nie żartuję, jeśli chodzi o aktywa, Willo. I nie żartuję, jeśli chodzi o to, czego pragnę.” Odsunął się zaledwie o centymetr, dając mi wystarczająco dużo miejsca, bym wzięła drżący oddech. „Jak możesz w ogóle coś takiego sugerować?” — wyjąkałam. „Nie znasz mnie. My się... my się nawet nie lubimy.” „Nie muszę cię lubić” — odparł, a jego głos stał się zimny i profesjonalny, chociaż ogień w jego oczach nie przygasł. „Muszę cię tylko posiadać. Muszę odzyskać to uczucie i zrobię wszystko, co konieczne, by je sobie zapewnić.” „Killian…” „Sprawię, że zapłacą” — powtórzył, a ta obietnica brzmiała jak wyrok śmierci. „Każda osoba, która kiedykolwiek sprawiła, że czułaś się malutka. Każda osoba, która cię ignorowała. Zmiażdżę ich pod moim obcasem, a ty będziesz tuż obok mnie i będziesz patrzeć, jak płoną.” „A co ty dostajesz w zamian?” — zapytałam, choć odpowiedź już wibrowała w powietrzu między nami. „Ciebie” — warknął, a to słowo zawisło w przestrzeni. „Stajesz się moja. Całkowicie. Prawnie. Fizycznie.” Gwałtowny dreszcz przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa, by zakończyć się gorącą kałużą w samym dole mojego brzucha. Ból między nogami stawał się nie do zniesienia, puls, który idealnie zgrał się z szaleńczym biciem mojego serca. Spojrzałam na niego — na mężczyznę, który oferował mi świat w zamian za moją duszę. I uświadomiłam sobie, że nie chcę już mojej duszy. Przynosiła mi tylko ból. Przełknęłam ciężko ślinę, a mój umysł wirował, gdy przesunęłam się do przodu, zamykając tę małą przestrzeń, którą wcześniej stworzył. Wyciągnęłam ręce, a moje palce niezgrabnie bawiły się guzikami jego koszuli. Chciałam go zobaczyć. Chciałam zobaczyć człowieka, który miał mi pomóc spalić moje dawne życie do fundamentów. „Mam jedną, ostatnią prośbę” — mruknęłam, wbijając w niego wzrok. Nozdrza Killiana rozszerzyły się, gdy moje knykcie otarły się o jego skórę. „Wszystko” — wyszeptał chrypliwym głosem, przepełnionym potrzebą, która wydawała się równie poszarpana jak moja własna. Wiedziałam, że jestem pijana. Wiedziałam, że podejmuję decyzję, która na zawsze zmieni trajektorię mojego życia. Ale patrząc na Killiana Blacka, pomyślałam o Sloane'ie. Pomyślałam o tym, jak patrzył na Jade. Pomyślałam o pięciu latach, które spędziłam, czekając na mężczyznę, który tak naprawdę nigdy mnie nie dostrzegał. Chciałam nadpisać te wspomnienia. Chciałam wymazać każdy dotyk Sloane'a na mojej skórze i zastąpić go czymś mroczniejszym, czymś, co mnie pochłonie. Chciałam poczuć, jak to jest być braną przez mężczyznę, który nie tylko mnie pragnie, ale potrzebuje mnie, by przetrwać. Z sercem w gardle i palcami zaciskającymi się na materiale jego koszuli, wypowiedziałam moją prośbę. „Chcę, żebyś zabrał moje dziewictwo.”

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Propozycja – Jego zrujnowana panna młoda: Kontrakt zemsty Diabła | Czytaj powieści online na beletrystyka