Perspektywa Killiana:
Miałem ją. Wreszcie była w moich ramionach, przyciśnięta do drogiego materiału mojego garnituru, ale jej ciężar wydawał się całkowicie niewłaściwy. Czułem się, jakbym trzymał roztrzaskane szkło, jak coś tak delikatnego, że mój jeden źle obliczony oddech rozbiłby ją na milion nieodwracalnych kawałków. Willa miała krew cieknącą z nozdrza, surową, przerażającą karmazynową linię,
















