Jego zrujnowana panna młoda: Kontrakt zemsty Diabła

Jego zrujnowana panna młoda: Kontrakt zemsty Diabła

Autor: Aeliana Moreau

Spotkanie VIP
Autor: Aeliana Moreau
14 cze 2026
Perspektywa Willi Killian Thorne. To nazwisko nie tylko zadźwięczało mi w uszach; ono uruchomiło cholerny alarm w mojej głowie. Zimny, ołowiany ciężar osiadł w moim żołądku, przebijając się przez mgłę pięciu — a może sześciu? — szotów tequili, które właśnie wypiłam. Słyszałam te historie. Jeszcze w Seattle mój znajomy Sloane spędził niejedną noc, opowiadając mi przy winie o mężczyźnie, który siedział na samym szczycie korporacyjnego łańcucha pokarmowego niczym mroczny, nietykalny bóg. O człowieku, który rządził Thorne Enterprises żelazną ręką, a serce miał wyrzeźbione z lodowca. A teraz, według słów barmana, ten właśnie człowiek wypalał we mnie wzrokiem dziurę z antresoli. Poczułam kroplę potu spływającą mi po karku. Nie chciałam patrzeć. Chciałam skupić wzrok na rzędach błyszczących szklanych butelek tuż przede mną, ale magnetyczne przyciąganie było zbyt silne. Byłam pijana, zraniona i skłonna do lekkomyślności. Odwróciłam się. Klub był jedynie rozmazaną plamą neonowych stroboskopów i wijących się ciał, ale moje oczy natychmiast odnalazły balkon. Był tam. Sylwetka czystej, absolutnej władzy opierająca się o barierkę. Nie mogłam w cieniu dokładnie dostrzec jego twarzy, ale zauważyłam błysk ciężkiego zegarka — może z czarnymi diamentami — i to, jak jego duża, wytatuowana dłoń zaciskała się na krawędzi drewna. Nie patrzył na tłum. Nie patrzył na tancerzy. Patrzył na mnie. To nie było zwykłe, przelotne spojrzenie. To było spojrzenie drapieżnika, który właśnie namierzył ofiarę, którą miał zamiar zniszczyć. Skóra mnie ścierpła. Odwróciłam się z powrotem do baru, a serce uderzało mi w żebra jak ptak w klatce. Moja dłoń trzęsła się, gdy chwytałam pusty kieliszek. „Jeszcze raz” — zażądałam, a mój głos brzmiał na bardziej plączący się, niżbym tego chciała. „Kolejny. Teraz.” Barman, który przyglądał się tej wymianie zdań z mieszanką litości i fascynacji, pokręcił głową. Nawet nie sięgnął po butelkę. „Nie da rady, ślicznotko. Dostałem ostrzeżenie. Myślę, że masz już dość jak na jeden wieczór.” Zjeżyłam się, a podsycana alkoholem brawura dała o sobie znać. „Co masz na myśli mówiąc 'ostrzeżenie'? Jestem klientką. Ja tu płacę. Daj mi tego cholernego drinka.” Nie drgnął. Zamiast tego skinął głową w stronę schodów. „Ty mnie nie ostrzegłaś. On to zrobił.” Podążyłam za jego wzrokiem. Balkon był pusty. Sylwetka zniknęła. „Gówno prawda” — parsknęłam, lekceważąco machając ręką. „Nie widziałam, żeby tu schodził. Nie powiedział do ciebie ani słowa.” „Nie musiał” — odparł barman, a jego uśmiech był napięty i nerwowy. „On jest właścicielem tego lokalu, mała. Jest moim szefem. A ja całkiem cenię sobie swoje własne nogi, więc koniec drinków dla ciebie. Chyba że chcesz to z nim załatwić.” Właściciel imperium wartego miliardy dolarów i tak luksusowego klubu? To było coś więcej, niż Jay, mój żałosny były narzeczony, mógłby kiedykolwiek osiągnąć. Na samą myśl o Jayu krew znów zaczęła się we mnie gotować. Spojrzałam ponownie na schody, w połowie gotowa tam wejść i zażądać mojej tequili, ale nogi miałam jak z waty. Odwróciłam się do baru, żeby zaprotestować po raz ostatni, ale zanim jakiekolwiek słowo zdążyło opuścić moje usta, obok mnie pojawił się mężczyzna. Był wielki, ubrany od stóp do głów w czarny garnitur, który wyglądał, jakby kosztował więcej niż mój samochód, i miał na sobie ciemne okulary przeciwsłoneczne wewnątrz słabo oświetlonego klubu. Przesunął po marmurowym blacie w moją stronę zimną butelkę wody. „Pan Thorne chciałby zamienić słowo” — powiedział mężczyzna. Jego głos był płaskim, pozbawionym emocji warkotem. Spojrzałam na wodę, a potem w górę, na okulary. „Kim ty u diabła jesteś? I dlaczego nosisz okulary w nocy? Wyglądasz jak tani statysta z »Facetów w czerni«.” Nie uznał tego za zabawne. „Jestem częścią jego ochrony. Dobrze ci zrobi, jak wypijesz trochę tej wody i pójdziesz ze mną na górę. Pan Thorne nie lubi zwłoki.” „Oczywiście, że nie lubi” — zaśmiałam się, a dźwięk ten był ostry i gorzki. Próbowałam wstać, zamierzając pójść w stronę wyjścia, ale dłoń mężczyzny zacisnęła się na moim ramieniu. To nie bolało, ale chwyt był stanowczy — nieruchome okowy. „Co jest do cholery? Puść mnie!” — warknęłam, próbując wyrwać ramię. Nie ruszył się. Po prostu stał i czekał. Po minucie bezużytecznej szarpaniny dotarło do mnie, że nigdzie nie pójdę. Kręciło mi się w głowie, a pokój zaczynał wirować. Gdybym spróbowała uciec, prawdopodobnie wylądowałabym twarzą na parkiecie. „Pij” — mruknął, odkręcając zakrętkę i stawiając butelkę z powrotem przede mną. Posłałam mu wrogie spojrzenie, ale wzięłam butelkę. Wypiłam połowę duszkiem, a zimna woda zszokowała mój organizm. Nie otrzeźwiałam, ale odrobina szumu zniknęła z mojego mózgu, wystarczająco, bym uświadomiła sobie, że mam kłopoty. „Co teraz?” — zapytałam, wycierając usta wierzchem dłoni. „Idziesz za mną” — powiedział. Poprowadził mnie, a jego dłoń unosiła się tuż przy dolnej części moich pleców, kierując mnie ku krętym schodom. Wspinaliśmy się, zostawiając za sobą gorąc i dudniący bas głównego parkietu. Szliśmy przez serię długich, luksusowych korytarzy, w których dywany były tak grube, że całkowicie tłumiły odgłosy naszych kroków. W końcu zatrzymaliśmy się przed ciężkimi drzwiami z prostą, srebrną tabliczką: STREFA VIP. Ochroniarz pchnął drzwi i odsunął się na bok. „On czeka.” Mój puls bił szalonym rytmem w gardle, gdy weszłam do środka. Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam, była temperatura. Główny klub był przesiąkniętym potem piecem, ale tutaj panował chłód. Powietrze było rześkie, sterylne i pachniało drogim cedrem oraz czymś metalicznym. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Miałam na sobie biały, krótki top ze słowem 'PANNA MŁODA' wyszytym na piersi błyszczącymi literami — żałosną pozostałością po wieczorze panieńskim, który powinnam teraz świętować. Zimne powietrze natychmiast utwardziło moje sutki, które napierały na cienki materiał. Nie miałam czasu się wstydzić. Skręciłam za róg i powietrze uleciało mi z płuc. Killian Thorne siedział w skórzanym fotelu z wysokim oparciem w rogu pokoju. Był dokładnie taki, jak opisywał go Sloane — barczysty, imponujący i emanujący aurą absolutnego autorytetu. Jego nogi były szeroko rozstawione, a postawa swobodna i arogancka. I nie był sam. Dziewczyna klęczała na podłodze między jego udami. Była piękna, z długimi blond włosami, które spływały kaskadą na jej plecy, i była w tej chwili zajęta. Jej głowa poruszała się powolnym, rytmicznym ruchem, a jej usta szczelnie obejmowały kutasa Killiana. Moje serce stanęło. Powinnam była się odwrócić. Powinnam była wybiec za drzwi. Ale wrosłam w ziemię z szeroko otwartymi oczami, chłonąc tę scenę. Killian nawet nie patrzył na dziewczynę. Wydawało się, że wcale nie obchodzi go to, iż wprawiała się w szał, próbując go zadowolić. Jego głowa była lekko odchylona do tyłu i oparta o skórę fotela, ale jego ciemne, przenikliwe oczy były utkwione we mnie. Patrzył, jak ja patrzę na niego. Cisza w pokoju była absolutna, przerywana jedynie przez mokre, mlaszczące dźwięki ust dziewczyny oraz niski, ciężki łoskot basu wibrujący w podłodze z dołu. Dłonie Killiana były zanurzone we włosach dziewczyny, jego palce zaciskały się na pasmach, gdy przyciągał jej głowę bliżej, zmuszając ją, by zanurzyła się na nim głębiej. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku, ale intensywność jego spojrzenia była dusząca. Poczułam nagłą, wstydliwą falę gorąca między nogami. To było złe. To było obrzydliwe. Obserwowałam mężczyznę, któremu właśnie robiono loda w prywatnym salonie, mężczyznę, którego nigdy wcześniej nie spotkałam, a jednak moje ciało reagowało tak, jakbym to ja tam klęczała. Przeniosłam ciężar ciała, ocierając udem o udo, a mój oddech stał się płytki i rwany. „Wyjdź” — powiedział Killian. Jego głos był głębokim, żwirowatym pomrukiem, który zdawał się wibrować w samych moich kościach. Prawie podskoczyłam, myśląc, że mówi do mnie, ale nie zerwał kontaktu wzrokowego. Dziewczyna przestała natychmiast. Odciągnęła się, jej usta lśniły, i pospiesznie stanęła na nogach. Nawet na mnie nie spojrzała, poprawiając sukienkę i wybiegając za drzwi; trzask zamka odbił się echem w cichym pokoju. Teraz byliśmy tylko my dwoje. Stałam wrośnięta w podłogę, nie potrafiąc odwrócić wzroku, gdy Killian wstał z fotela. Nie wydawał się przejmować faktem, że wciąż był obnażony. Nie spieszył się, jego ruchy były wyćwiczone i spokojne, gdy schował swojego kutasa z powrotem do drogich spodni i je zapiął. W przyćmionym, wpadającym w błękit świetle salonu, dostrzegłam błysk srebra. Zanim zdążyłam się powstrzymać, moje oczy powędrowały w dół. Tam, na spodniej części jego penisa, znajdowało się kilka srebrnych kolczyków. Metal błysnął przez ułamek sekundy, po czym zniknął pod materiałem jego spodni. Szybko odwróciłam wzrok, a moja twarz zalała się głębokim, gorącym karmazynem. Killian nie odezwał się ani słowem, gdy zaczął iść w moją stronę. Był wysoki — wyższy, niż wydawał się na balkonie. Każdy jego krok był powolny, zaplanowany, niczym myśliwy zbliżający się do osaczonego zwierzęcia. Instynktownie cofnęłam się, stukając obcasami o twardą podłogę, aż moje łopatki uderzyły o zimną, twardą powierzchnię ściany. Nie zatrzymał się, dopóki nie dzieliły nas zaledwie centymetry. Górował nade mną, a jego potężna sylwetka zasłaniała mi resztę pokoju. Jego zapach — droga woda kolońska i surowe, męskie piżmo — otoczył mnie, sprawiając, że w głowie zawirowało mi bardziej, niż mogłaby to zrobić jakakolwiek tequila. Nie dotknął mnie. Jeszcze nie. Zamiast tego pozwolił, by jego wzrok wędrował po moim ciele. Robił to niezwykle wolno. Zaczął od moich zwichrowanych włosów, zjechał na zarumienioną twarz, a potem zatrzymał się na klatce piersiowej. Jego oczy spoczęły na słowie 'PANNA MŁODA' rozciągniętym na moich piersiach, obserwując, jak materiał unosi się i opada z każdym moim panicznym wdechem. Powolny, drapieżny uśmieszek zagościł w kącikach jego ust. Nie był to życzliwy wyraz twarzy. „Myślałem, że będę musiał ci się przyjrzeć z bliska, aby upewnić się, kim jesteś” — powiedział. Jego głos był jak niski, niebezpieczny jedwab, który wywołał gwałtowny dreszcz na moim kręgosłupie. „Ale wygląda na to, że mam wszystko, czego mi potrzeba.” Pochylił się bliżej, a jego cień pochłonął mnie w całości. „Witaj, Willo Sterling.”

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Spotkanie VIP – Jego zrujnowana panna młoda: Kontrakt zemsty Diabła | Czytaj powieści online na beletrystyka