Następnego ranka Emelie dołączyła do Williama, by powitać w fabryce łodzi pana Smitha, z którym spotkali się wczoraj.
Korporacja Cloudex koncentrowała się na kapitale podwyższonego ryzyka i wyrosła na jedną z czołowych firm inwestycyjnych w kraju, prowadzącą szeroko zakrojone projekty i posiadającą wpływy zarówno w kraju, jak i za granicą.
Odegrała kluczową rolę we wspieraniu projektów rządowych, w tym zwłaszcza tej fabryki łodzi należących do dziedzictwa kulturowego.
Emelie zdołała odzyskać równowagę po emocjonalnym wstrząsie zeszłej nocy.
Teraz idealnie wcielała się w rolę sekretarki prezesa u boku Williama. Odzywała się, gdy było to konieczne, a w pozostałych chwilach pozostawała milczącym obserwatorem.
Wewnątrz rozległej hali fabrycznej wystawiono różnorodną kolekcję łodzi reprezentujących dziedzictwo kulturowe; każda z nich była barwna i unikalna.
Starszy kierownik fabryki oprowadzał ich po wystawie, co chwilę słysząc wyrazy podziwu ze strony pana Smitha.
— Te łodzie mają tylko 60 stóp długości. Jesteśmy w trakcie budowy najdłuższej łodzi dziedzictwa kulturowego na świecie, której docelowa długość ma wynosić 330 stóp. Po jej ukończeniu zamierzamy ubiegać się o wpis do Księgi Rekordów Guinnessa, aby zyskać światowe uznanie dla naszych łodzi — powiedział z dumą kierownik.
— 330 stóp? To więcej niż niektóre budynki. Na wodzie musi to być spektakularny widok! Czy mógłbym dostąpić zaszczytu zobaczenia jej? — Pan Smith był wyraźnie zdumiony.
— Oczywiście, właściwie znajduje się tuż nad nami. Proszę spojrzeć — odparł kierownik z uśmiechem.
Gdy wszyscy podnieśli wzrok, ujrzeli ogromną łódź zawieszoną u sufitu, której pełna długość wykraczała poza ich pole widzenia.
— Zajmuje zbyt dużo miejsca na ziemi, więc podwieszenie jej było najlepszym rozwiązaniem, aby zaoszczędzić przestrzeń. Ukończyliśmy dopiero podstawową konstrukcję. Przed nami jeszcze długi proces. Następnym krokiem jest ukończenie struktury kadłuba — wyjaśnił kierownik.
Podczas gdy wszystkie oczy zwrócone były na łódź, Emelie poczuła, jakby ktoś celował w nią wzrokiem.
Rozejrzała się po okolicy i dostrzegła wysokiego mężczyznę w rogu.
Twarz mężczyzny była ukryta pod czapką i maską. Celował obiektywem aparatu o długiej ogniskowej w ich stronę.
Emelie zmarszczyła brwi i zapytała: — Panie kierowniku, kim jest ten człowiek?
Kierownik zerknął w tamtą stronę. — Twierdzi, że jest blogerem, kimś, kto zamieszcza rzeczy w internecie. Słysząc o naszym dziedzictwie kulturowym i łodzi o długości 330 stóp, chciał to uwiecznić. Pomyślałem, że to będzie dobra reklama, więc pozwoliłem mu na to.
Emelie uznała, że uwaga mężczyzny mogła logicznie skupiać się na wyjątkowo długiej łodzi, zwłaszcza że stali tuż pod nią.
Pomyślała, że może przesadza.
Emelie przeniosła wzrok z powrotem, akurat gdy William wyciągnął do niej rękę, co ją zaskoczyło.
Zewahała się, niepewna jego intencji.
Ręka Williama wisiała w powietrzu przez dobre 20 do 30 sekund, dopóki mężczyzna nie zmarszczył brwi, patrząc na Emelie.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że prosi o nawilżaną chusteczkę do rąk. Człowiek o jego nawykach higienicznych naturalnie chciał wytrzeć dłonie po dotknięciu czegokolwiek.
Dawniej Emelie bacznie obserwowała każdy jego ruch, zapamiętując wszystkie nawyki i rozumiejąc jego potrzeby z jednego spojrzenia czy gestu.
Ale dzisiaj jej uwaga była gdzie indziej.
Emelie podała mu chusteczkę z torebki, czując ukłucie zaskoczenia własnym brakiem uwagi. Jej myśli nie krążyły wokół niego tak, jak kiedyś.
Ten moment zaniedbania przykuł wzrok Williama, skłaniając go do przyjrzenia się jej uważniej niż zwykle. Policzek z poprzedniej nocy nie zostawił śladu; wyglądało to tak, jakby incydent nigdy się nie wydarzył.
Daphne również była obecna.
Zauważyła przedłużone spojrzenie Williama na Emelie i przez myśl przemknęło jej zdanie: „Nie awansujesz, dopóki na szczycie nie zrobi się miejsce”.
Daphne nagle zawołała: — Pani Hoven.
Gdy Emelie się odwróciła, znów przyłapała mężczyznę robiącego zdjęcia w jej kierunku. Tym razem była pewna, że to nie złudzenie, ponieważ skupiał się bezpośrednio na niej.
Pomyślała o skonfrontowaniu się z mężczyzną, ale zrezygnowała ze względu na obecność pana Smitha, by uniknąć robienia sceny.
Uznoła, że będzie czas, by zająć się tym później, jako że wycieczka prawie dobiegła końca.
— O co chodzi? — zapytała Emelie, odwracając się do Daphne.
Daphne powiedziała cicho: — Czy firma czerpie zyski z takich projektów?
— Tu nie chodzi o korzyści finansowe — wyjaśniła Emelie.
— A więc o reputację? Teraz rozumiem — odpowiedziała Daphne ze słodkim uśmiechem.
Po szybkim spojrzeniu na znak ścienny oznaczony cyfrą „4”, Emelie ruszyła za Williamem.
Gdy ich wizyta dobiegała końca i William miał właśnie zaprosić klientów na lunch, z drugiego piętra dobiegło nagłe ostrzeżenie.
— Niebezpieczeństwo! Odsuńcie się!
Instynktowną reakcją na ostrzeżenie było spojrzenie w górę.
Kiedy to zrobili, zobaczyli, jak 330-stopowa łódź dziedzictwa kulturowego zaczyna niebezpiecznie się przechylać, gdy liny puściły, wysyłając ją w dół, prosto na ziemię.
Nie mając ani chwili do stracenia, Emelie wyciągnęła rękę w stronę Williama, ale chwyciła tylko powietrze.
— Bum!
Łódź runęła w dół, chaotycznie rozpraszając tłum pod nią.
Emelie, spóźniona przez próbę dotarcia do Williama, nie zdążyła w porę uciec. Jej podudzie zostało uderzone, a z ust wyrwał się ostry krzyk bólu.
Jednak to ból emocjonalny ciął głębiej.
Spojrzała w górę i zdała sobie sprawę, że w tym krytycznym momencie William instynktownie wybrał osłonięcie Daphne, a nie jej.
Czy jego uczucie do Daphne urosło aż tak głęboko?
Patrząc w dół na swoją ranną nogę, Emelie zaśmiała się gorzko.
Trzy lata niezachwianego oddania, wszystko to najwyraźniej na próżno.
















