Odrodzona by rządzić: Mój syn haker zdobył szefa podziemia

Odrodzona by rządzić: Mój syn haker zdobył szefa podziemia

Autor: Aeliana Thorne

Wszystko na nic
Autor: Aeliana Thorne
24 lip 2026
Przytłaczający ciężar rzeczywistości zwalił się na Norę, dusząc ją, gdy jej pole widzenia zawęziło się całkowicie na potępiających wynikach testu DNA drżących w jej dłoniach. Wyraźny czarny tusz na czystej białej stronie potwierdził jej najgłębsze, najbardziej bolesne obawy. Leo, jej ukochany pięcioletni syn, nie był biologicznym dzieckiem Declana. Brutalna prawda odbijała się echem w jej umyśle, zmuszając ją do spojrzenia wstecz na początki tego żałosnego małżeństwa. Sześć lat temu wszystko zmieniło się w ciągu jednej, chaotycznej nocy. Winston, dziadek Declana, zadzwonił do niej w czystej panice, błagając, by pojechała do luksusowego hotelu i odebrała mocno nietrzeźwego Declana. Ale misja ratunkowa przerodziła się w mglisty, napędzany alkoholem koszmar. Wyraźnie pamiętała duszącą ciemność pokoju hotelowego, czysty, miażdżący ciężar mężczyzny przygważdżającego ją mocno do materaca. Nie było tam żadnego romansu, żadnych delikatnych zalotów. Rozchylił jej nogi, na oślep i brutalnie wpychając swojego twardego kutasa głęboko w jej cipkę. Pamiętała palące tarcie, tępą, nieustępliwą siłę jego fiuta wbijającego się w nią i wysuwającego, surowy dźwięk ciał uderzających o siebie w ciemności, aż w końcu doszedł w jej środku. To jedno, brutalne pieprzenie sprawiło, że w niewyjaśniony sposób zaszła w ciążę z Leo. Kiedy Winston się dowiedział, był uszczęśliwiony. Zaaranżował ich małżeństwo, prawnie wiążąc ją z Declanem i oferując jej to, co wydawało się być jej jedynym azylem. Rodzina Thorntonów była w Oakhaven niemalże korporacyjną arystokracją. Declan, dyrektor generalny Thornton Group, był niezwykle bogaty, nieustannie podróżował i był nią całkowicie niezainteresowany. Aby utrzymać jego wizerunek zawodowy w nieskazitelnej czystości, zgodziła się utrzymać małżeństwo w całkowitej tajemnicy. Przelała każdą kroplę swojej duszy w to, by być posłuszną, niewidzialną żoną i idealną matką. Znosiła pozbawioną miłości, odizolowaną egzystencję z głębokiego poczucia wdzięczności. Winston przyjął ją z powrotem do rodziny Vance'ów, kiedy nie miała nic. Dzięki niemu jej matka została pochowana z godnością. Czuła, że zawdzięcza staruszkowi swoje życie. Ale trzy miesiące temu Winston zaliczył przerażający upadek ze schodów. Był teraz uwięziony w głębokiej, niereagującej śpiączce, a jego życie ulatywało z każdym dniem. Bez jego ochrony władza Declana w rodzinie stała się absolutna, a jego rażący brak szacunku do niej tylko się nasilił. Teraz, wpatrując się w jednoznaczny test na ojcostwo, Nora wydała z siebie pusty, gorzki śmiech. Zasłona została gwałtownie zerwana. Jej niezachwiane oddanie temu bezdusznemu mężczyźnie i jego manipulującej rodzinie było całkowicie pozbawioną sensu farsą. Poświęciła sześć lat swojej młodości dla kłamstwa. Stojąc tuż obok niej, mały Leo przyglądał się skomplikowanemu raportowi medycznemu. Przechylił swoją małą główkę z niewinną, a jednak niepokojąco ostrą ciekawością. „Mamusiu, wygląda na to, że moim tatusiem jest ktoś inny!” – oznajmił Leo. Jego głos nie był przesiąknięty smutkiem; zamiast tego wypełniała go zacięta, opiekuńcza troska o nią. Wyczuwając subtelny niepokój syna, postawa Nory wyprostowała się. Drżenie jej rąk ustało, zastąpione przez zimną, stwardniałą stal. W tym samym momencie dokonała nieodwołalnego wyboru. „Zamierzam rozwieść się z Declanem” – zadeklarowała, a jej głos był opanowany i stanowczy, niosąc się echem po cichym pokoju. Miała całkowicie dość. Dość kurczenia się, by pasować do marginesów życia Declana. Dość pozwalania intryganckim, manipulującym kobietom, takim jak Vanessa, na raniene ludzi, których najbardziej ceniła. Nadszedł czas, by agresywnie odzyskać swoje życie. Słysząc to, oczy Leo rozbłysły i natychmiast wybuchnął entuzjastycznymi oklaskami. „Nareszcie, Mamusiu! Zawsze uważałem, że zasługujesz na coś lepszego.” Pięciolatek uśmiechnął się szeroko, pokazując swoje perłowe zęby. „On nie jest jedynym facetem na świecie. Nie musisz tkwić przy kimś, kto jest tak zimny. Nawet gdyby był moim tatą, powiedziałbym: rzuć go! Nie wspominając już o tym, że nawet nie jest moim tatą!” Nora nie mogła powstrzymać prawdziwego uśmiechu przed przebiciem się przez jej lodowatą determinację. Nieoczekiwana dojrzałość Leo była jej największym pocieszeniem. „Dokładnie” – odetchnęła, czując, jak ciężkie łańcuchy minionych sześciu lat w końcu pękają na jej nadgarstkach. Uśmiech Leo poszerzył się w coś figlarnie genialnego. „Więc, Mamusiu, czy powinniśmy spróbować dowiedzieć się, kto jest moim prawdziwym tatą?” „Absolutnie” – odpowiedziała Nora, a w jej oczach błysnął niebezpieczny, opiekuńczy błysk, gdy zacisnęła dłoń na zmiętym raporcie. „Musimy.” „Kiedy go znajdziemy, czy zmusimy go, by był moim tatusiem?” – zapytał Leo, a prawdziwa ciekawość zaiskrzyła w jego bystrych oczach. „Kiedy go znajdziemy” – powiedziała Nora, a jej głos zniżył się do śmiercionośnego szeptu – „najpierw się z nim policzę.” Niezależnie od tego, czy ta pamiętna noc sześć lat temu była celową, złośliwą pułapką, czy tragicznym, kolosalnym wypadkiem, miała pełny zamiar wyrównać rachunki. Kimkolwiek był ten mężczyzna w ciemnym pokoju hotelowym, zmienił on trajektorię całego jej istnienia. Zamierzała go znaleźć, a wtedy gorzko tego pożałuje. ***** Mile stąd od duszącego domowego dramatu w rezydencji Thorntonów, elegancki konwój imponujących czarnych SUV-ów bezszelestnie odjeżdżał z międzynarodowego lotniska, przecinając ruch uliczny w mieście niczym dobrze wycelowane ostrze. Wewnątrz mocno przyciemnionego, dźwiękoszczelnego luksusowego pojazdu, potężny Gideon Carmichael siedział otoczony aurą czystej, nieskażonej potęgi. Ubrany w nienagannie skrojony, ciemny garnitur, który idealnie podkreślał jego szerokie ramiona; jego platynowe spinki do mankietów odbijały przyćmione światło w kabinie. Jego ostre, drapieżne oczy były zanurzone w skomplikowanych raportach finansowych świecących na ekranie jego tabletu. Jego lojalny asystent, Conrad, siedział na przednim fotelu pasażera, odwracając się nieznacznie, by z szacunkiem przerwać ciężką ciszę. Wyciągnął grube, tajne akta. „Panie Carmichael, oto wstępne informacje o wszystkich wybitnych rodzinach w Oakhaven” – zaczął Conrad, a jego ton był ściśle profesjonalny. „Od kiedy pojawiły się wieści o planach ekspansji Zenith Group w tym regionie, wszystkie lokalne elity agresywnie rywalizują o lukratywne partnerstwo. Na podstawie naszej wstępnej oceny, Thornton Group jawi się jako najsilniejszy konkurent na szczeblu lokalnym.” Gideon nie podniósł wzroku znad ekranu. Po prostu przeszedł do następnej strony swojego cyfrowego raportu. „Jeśli musimy wybrać tutaj partnera, wydają się najbardziej opłacalni” – kontynuował Conrad, uważnie oceniając brak jakiejkolwiek reakcji u swojego szefa. „Ich dyrektor generalny, Declan Thornton, był szczególnie wytrwały w swoich staraniach o zorganizowanie spotkania. Prawdopodobnie bardzo szybko dowie się o pańskim przybyciu do miasta.” „Hmm.” Pojedyncza, głęboka sylaba wibrująca w klatce piersiowej Gideona była jego jedyną odpowiedzią, podszytą absolutną obojętnością. Conrad wiedział, że nie należy naciskać dalej. Miał właśnie odwrócić się z powrotem, gdy strategiczna odprawa została nagle zrujnowana przez ostry dzwonek pilnego, zaszyfrowanego połączenia telefonicznego. Conrad zerknął na specjalistyczny identyfikator rozmówcy, a jego profesjonalny wyraz twarzy natychmiast pociemniał. Przycisnął słuchawkę do ucha. „O co chodzi?” Słuchał przez kilka sekund, po czym zacisnął szczękę. „Zrozumiałem.” Zakończył połączenie i odwrócił się z powrotem, by spojrzeć na imponującą postać na tylnym siedzeniu. Temperatura w samochodzie zdawała się gwałtownie spadać. „Proszę pana” – stwierdził Conrad, a jego głos był napięty niezaprzeczalnym napięciem. „Baza donosi, że »Pan Szyfr« ponownie próbował włamać się do naszej wewnętrznej bazy danych.” Na samą wzmiankę tego imienia, palce Gideona zatrzymały się na szklanym ekranie. Pan Szyfr. Enigmatyczny, irytująco uzdolniony haker z podziemia, który stał się masywnym cierniem w ich boku. Trzy miesiące temu ten cyfrowy upiór zuchwale zinfiltrował prywatne konto Eclipse, wysysając oszałamiającą kwotę stu milionów dolarów. Ale złodziej nie zatrzymał ani grosza. W akcie jawnego, kpiącego upokorzenia, Pan Szyfr anonimowo przekazał każdego centa na rzecz globalnych agencji pomocy ofiarom katastrof, publicznie przypisując Eclipse zasługę za ten charytatywny gest. Był to bezpośredni policzek dla ich niepodważalnego autorytetu. Eclipse posiadało najbardziej nieprzenikniony system Dark Web w przestępczym podziemiu, a jednak ten zbuntowany haker traktował ich zapory sieciowe jak papier. Wyznaczyli masywną, globalną nagrodę za głowę hakera, ale ślad pozostawał frustrująco zimny – aż do dzisiaj. „Udało wam się namierzyć sygnał?” – zapytał Gideon, a jego wzrok w końcu uniósł się znad tabletu, zimny i ostry jak popękany lód. „Próbujemy, proszę pana” – Conrad przełknął z trudem ślinę. „Połączenie trwało zaledwie kilka sekund. Po ostatnim incydencie ulepszyliśmy system i wdrożyliśmy zaawansowane moduły przeciwdziałające śledzeniu. Ale Pan Szyfr jest wyjątkowo bystry. Wykrył namierzanie niemal natychmiast i przerwał połączenie.” Conrad zrobił pauzę, biorąc głęboki oddech przed przekazaniem najgorszych wieści. „Zdołaliśmy jednak ustalić jego cel. Tym razem Pan Szyfr próbował wedrzeć się do Bazy Danych Genomu.” Mroczny, przerażający cień przemknął przez przeszywające oczy Gideona. Powietrze w SUV-ie stało się dusząco rzadkie. Baza Danych Genomu była ich ostateczną fortecą, kryjącą wysoce wrażliwe dane genetyczne najpotężniejszych elit świata, polityków i postaci z podziemia. Udane naruszenie katastrofalnie zrujnowałoby niepodważalną pozycję Eclipse i ujawniło sekrety, które mogłyby obalić rządy. „Zintensyfikować poszukiwania” – nakazał Gideon z zabójczym, przerażającym spokojem. „Nie obchodzą mnie koszty. Nie obchodzi mnie metoda. Znajdźcie go.” ***** Z powrotem w okazałej, rozległej rezydencji Thorntonów, całkowicie nieświadomy masowej, globalnej obławy, którą właśnie wywołał, mały Leo siedział wpatrzony w świecące ekrany swojego komputera w przyćmionym świetle swojej sypialni. Jego małe, zwinne palce latały po klawiaturze mechanicznej w hipnotyzującym, błyskawicznym rozmyciu. Strumienie skomplikowanych, zaszyfrowanych danych spływały kaskadami po jego monitorach w nieskończonych zielonych liniach. Dla normalnego pięciolatka, a nawet doświadczonego eksperta ds. technologii, kod ten byłby nieczytelnym bałaganem. Ale dla tego geniusza był to całkowicie zrozumiały język. Uzbrojony w niezaprzeczalną wiedzę, że Declan nie był jego ojcem, Leo brał sprawy we własne, bardzo zdolne ręce. Jego matka cierpiała, a on odmawiał siedzenia bezczynnie. Zamierzał dowiedzieć się, do kogo dokładnie należy. Działając pod swoim legendarnym cyfrowym pseudonimem „Pan Szyfr”, Leo systematycznie demontował protokoły bezpieczeństwa systemów, które obrał za cel. Dokładnie wiedział, czego potrzebuje. Globalnej Bazy Danych Genomu. To była absolutnie najszybsza, najbardziej bezpośrednia ścieżka do odkrycia jego prawdziwego pochodzenia. Poprzez krzyżowe porównanie jego własnych markerów DNA z wysoce tajnymi danymi genetycznymi przechowywanymi na najbezpieczniejszych serwerach Dark Web, chciał matematycznie namierzyć mężczyznę, który przespał się z jego matką sześć lat temu. Jego bystre oczy zwęziły się w ekstremalnym skupieniu, gdy kolejna zapora sieciowa rozsypała się pod jego nieustępliwymi uderzeniami w klawisze. Nie obchodziło go, komu depcze po odciskach, ani jaki potężny syndykat doprowadza do furii. Zamierzał znaleźć swojego biologicznego ojca, bez względu na to, czego to wymagało.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Wszystko na nic – Odrodzona by rządzić: Mój syn haker zdobył szefa podziemia | Czytaj powieści online na beletrystyka