Gdy wspinała się po schodach na czwarte piętro domu, gdzie doskonale pamiętała jego sypialnię, zdumiała ją pustka tego ogromnego zamku. Zupełnie jak tamtego ranka, cztery dni temu, nie widziała ani jednej żywej duszy.
Dotarła do jego sypialni, ale i ta była pusta. Gdzie on był? Wiedziała, że tu jest. Musiał być, skoro jego ludzie ją wpuścili.
– Wolfarianie… – zawołała niepewnie, rozglądając się.
