LAVO NIGHTCLUB, NOWY JORK
Tydzień później Ismena weszła do klubu nocnego. Lokal wypełniały zmysłowe tancerki, piękne i skąpo ubrane. Niektórzy mężczyźni śmiali się i tańczyli z nimi, inni w barze zamawiali kolejne drinki.
W powietrzu unosiła się mgiełka dymu, tworząc oniryczny nastrój, a świetliste punkciki, niczym gwiazdy, powoli i szeroko zataczały kręgi po zaciemnionym klubie.
Kątem oka Ismena dostrzegła migoczący widok napiętych męskich pośladków, które rytmicznie poruszały się do przodu i do tyłu, ku rozkoszy rozanielonej kobiety. Ismena potrząsnęła głową. Jak te kobiety, które po prostu pochylają się i uprawiają seks w klubie, potrafią to robić z taką beztroską?
Chce dzikości, ale nie takiej.
Ostatnie dni były dla Ismeny ekscytujące. Uśmiechnęła się, podchodząc do baru i wspominając czas spędzony w wesołym miasteczku. Pokonanie lęku wysokości na rollercoasterze było triumfalnym momentem.
"Tylko margarita" – odparła Ismena młodemu blond barmanowi, który uprzejmie się uśmiechnął. "Może trochę miksu i tequili" – dodała, nie zamierzając się upić. Odrobina relaksu nie była jednak złym pomysłem.
Kiedy przypięła się pasami w rollercoasterze, na początku było ciężko. Jednak, trzymając za rękę siedzącego obok nieznajomego, zaczęła czerpać przyjemność z jazdy. Krzyczała przez większość drogi, ale robiła to z lekkim uśmiechem na ustach.
Ostatecznie pokonała swój strach i wielokrotnie jeździła rollercoasterem, czując się zwycięsko i radośnie, gdy odhaczyła punkt "Pokonać lęk, który towarzyszył mi całe życie" ze swojej listy rzeczy do zrobienia.
Do rana planowała odhaczyć kolejne dwa punkty z listy: "Pójść do klubu" i "Zaliczyć one-night stand z zupełnie obcym facetem".
Na drugim końcu klubu, w odosobnionym miejscu, siedział mężczyzna na kanapie, popijając powoli wódkę. Wilk w nim lubił ten trunek, ale pumie to nie odpowiadało. Nie żeby alkohol kiedykolwiek na niego wpływał.
Wolfariane Daminor Throne cierpliwie czekał na Alphose'a, spokojnie obserwując wszystko wokół. Zauważył ją, kobietę, która przyciągała spojrzenia wielu mężczyzn w klubie, nawet o tym nie wiedząc.
Gdy sączyła drinka, od czasu do czasu uśmiechając się do siebie, wszystkie oczy śledziły każdy jej ruch. I dlaczego miałyby nie śledzić? Ta kobieta wyglądała jak seks na dwóch nogach.
Ubrana w obcisłą, zalotną czarną sukienkę bez ramiączek, która podkreślała jej ponętne kształty, wyglądała oszałamiająco. Z jej urzekającymi rysami twarzy – parą owalnych, brązowych oczu, kuszącymi ustami w kształcie łuku i aksamitnymi, czarnymi brwiami, które rzucały cień pod oczami, gdy podnosiła kieliszek – była niezaprzeczalnie czarująca.
Dodaj do tego bladożółte włosy, które opadały na ramiona, a otrzymasz chodzące, oddychające dzieło sztuki.
Nie miało to jednak żadnego znaczenia dla Wolfariane'a. Nie zamierzał wdawać się w pogawędki z żadnymi ludźmi w klubie, a zwłaszcza nie z kobietą.
Odwrócił wzrok. Nieświadomie bawił się dużym, błyszczącym diamentowym pierścieniem na środkowym palcu, po czym zdjął go i wsunął do tylnej kieszeni. Pierścień miał znaczną wartość i nie chciał przyciągać uwagi ludzkich złodziei.
Jego oczy przeskanowały parkiet, obserwując ruchy ciał, a on z irytacją wziął kolejny łyk drinka. Co do cholery tak długo zajmuje Alphose'owi?
Odkąd przybył do Nowego Jorku kilka dni temu, był zajęty pracą w swojej firmie, opracowywaniem strategii biznesowych z Cronusem, członkami jego watahy i Alphosem. Ich ciężka praca i bezsenne noce w końcu zaczęły przynosić efekty, skutkując pozytywnymi zmianami w sprzedaży ich nowych produktów nawozowych. Ale czuł się wyczerpany.
Przyszedł do klubu nocnego, aby się zrelaksować, czekając, aż Alphose odbierze pozostałe dokumenty od Cronusa i do niego dołączy. Musieli omówić swoje plany i zdecydować, kiedy wyjechać do Oklahomy.
Silna mieszanka zapachów – seksu, alkoholu i perfum – w zamkniętej przestrzeni klubu atakowała jego nos, utrudniając wyczucie, czy Alphose jest blisko, czy nie. To go drażniło.
Czarna peruka, którą Wolfariane nosił, aby ukryć swoje niezwykłe włosy, potęgowała jego dyskomfort.
Mimowolnie jego wzrok powrócił do kobiety. Podszedł do niej dwóch mężczyzn. Po tym, jak ich uśmiechy stopniowo gasły, musiała im odmówić. I to w uprzejmy sposób, sądząc po tym uśmiechu, który pozostał nienaruszony.
Następnie wstała, lekko się zatoczyła i ruszyła w kierunku łazienki – jeśli dobrze zgadł.
Gdy zniknęła za drzwiami łazienki, mężczyźni spojrzeli na siebie z złowrogim wyrazem twarzy. Poszli za nią.
Nie jego sprawa. Odwrócił wzrok.
•••••••••••.
"Po co raczysz się trzema margaritami, skoro ewidentnie nie potrafisz ich znieść, ty idiotko?" – Ismena strofowała swoje odbicie w lustrze.
Nie czuła się wprawdzie kompletnie pijana – wciąż potrafiła pewnie chodzić na wysokich obcasach, co było plusem, prawda? – ale czuła się niezwykle odprężona w środku.
Wyprostowała się na całą swoją wysokość, która nie była zbyt imponująca, i zachwiała się na nogach. Okej, może była trochę pijana. Po umyciu rąk podniosła torebkę, odwróciła się w stronę drzwi i… ups.
Ci sami mężczyźni, którzy podeszli do niej kilka minut temu, teraz blokowali jej wyjście. Czy to nie była damska toaleta?
Była pewna, że na drzwiach wyraźnie widniał napis "damska", więc dlaczego ci ludzie z płci, która zdradziła Jezusa, tu są?
Nieważne. Ruszyła w ich stronę i w stronę drzwi, ale jeden z nich stanął jej na drodze, uniemożliwiając jej dotarcie do celu.
"Przepraszam, blokujecie wyjście" – zwróciła się do chudego, który stał przed nią. Ten mniej chudy odwrócił się i przekręcił zamek w drzwiach.
"Chcielibyśmy spędzić trochę czasu, jeśli nie masz nic przeciwko, Aniołku."
Prychnęła: "Przepraszam, panowie, jeszcze nie jestem Aniołem, ale będę nim za dwa miesiące, kiedy wstąpię do nieba". Wskazała palcem wskazującym do góry. "To znaczy, jeśli tam dotrę". Czy naprawdę trafi do nieba? "Nie postawiłabym na to pieniędzy. Zwłaszcza, że chcę wykorzystać moje ostatnie dni tutaj." Uśmiechnęła się szeroko, odsłaniając białe zęby.
Spojrzeli na siebie zdezorientowani, a następnie wrócili do niej. "Jeśli zgodzisz się z nami zabawić, sprawimy, że poczujesz się bardzo dobrze" – powiedział mniej chudy, oblizując wargi i pożądliwie wpatrując się w jej piersi.
"Czy mogę odmówić tej bardzo hojnej propozycji?" – w myślach próbowała przypomnieć sobie wszystkie sztuczki samoobrony i ruchy taekwondo, których uczyła się osiem lat temu od swojego trenera, ale jej zamroczona głowa pracowała zbyt wolno. Przeklęte margarity.
Zaczęli się do niej zbliżać, idąc w jej kierunku groźnie. "Obawiam się, że nie możesz, Aniołku" – powiedział jeden z nich.
Gdy pierwsza ręka wyciągnęła się w jej stronę, zdołała ją chwycić i… trzask!! Dźwięk łamanego kości wypełnił powietrze.
"Aaaaaa! Ona złamała mi rękę!" – krzyknął chudy z bólu, podnosząc zranioną rękę.
Mniej chudy obrzucił ją gniewnym spojrzeniem. "O tak, widzę, że jesteś waleczna, młoda damo. Zobaczymy, co z tego wyniknie."
Złapał ją za ramiona i skręcił, próbując ją obezwładnić, ale ona walczyła z całych sił. Podniosła nogi i mocno nadepnęła na jego obute stopy, powodując, że ryknął z bólu i na chwilę ją puścił.
Rzuciła się do ucieczki, ale chudy złapał ją za włosy – cholera, jej najsłabszy punkt! – i pociągnął. Musiała cofnąć się z jękiem, aby uniknąć wyrwania włosów z cebulkami. "Teraz cię mam, prawda? Dam ci lekcję, której nigdy nie zapomnisz!" Zakończył swoją złowrogą groźbę mocnym policzkiem.
W uszach Ismeny zadźwięczało, a ona przez chwilę nic nie słyszała. Czuła się też oszołomiona… w połączeniu z jej stanem nietrzeźwości straciła siły i całkowicie wpadła w jego ramiona. Mniej chudy odzyskał siły i ponownie chwycił ją za rękę, tym razem całkowicie ją obezwładniając.
"Teraz cię mam, suko!" – warknął mniej chudy, przyciskając jej ręce do swojej spoconej pachy i używając ramienia, aby uniemożliwić jej ich wycofanie. Następnie chwycił ją za piersi i ścisnął tak mocno, że z jej ust wydobył się głośny krzyk.
Zaczęła krzyczeć o pomoc tak głośno, jak tylko mogła, wyginając ciało, aby uciec od ich obrzydliwych rąk. Udało jej się jedynie kilka sekund krzyku, zanim chudy zakrył jej usta dłonią, skutecznie ją uciszając.
Wolną ręką wyjął z kieszeni chusteczkę i zawiązał ją wokół jej ust. "To na pewno cię bardziej zamknie" – powiedział, dysząc po wszystkich jej zmaganiach.
"Jak mamy postąpić?" – zapytał mniej chudy swojego przyjaciela.
"Ja pójdę pierwszy, skoro ty trzymasz jej ręce i nogi w niewoli. Połóż ją na podłodze. Za kilka minut będzie nieprzytomna i seksowna dla nas, ale do tego czasu nie mogę się doczekać" – powiedział, już rozpinając spodnie.
Na tej chusteczce przyciśniętej do jej ust zdecydowanie coś jest, pomyślała przerażona Ismena. Zaczynała czuć się jeszcze bardziej odprężona niż wcześniej.
Kontynuowała walkę, jak tylko mogła, podczas gdy mniej chudy kładł ją na podłodze w łazience, wciąż krępując istotne części jej ciała.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem.
Przez chwilę myślała, że jej się przesłyszało – w końcu słyszała, jak zamykali drzwi na klucz – ale gdy zdołała lekko odciągnąć się na bok i spojrzeć…
W drzwiach stał mężczyzna. Nie, nie "stał". Wypełniał drzwi. Czy to w ogóle był człowiek?
Był olbrzymi. Nie w sposób otyły, ale w sposób: zabijam-ludzi-i-jem-ich-kości-na-śniadanie. Miał nieuśmiechniętą, bardzo przystojną twarz – jeśli jej pijane oczy jej nie myliły – mięśnie jak u kulturysty, czarne włosy i ramiona jak pnie drzew.
O-bo-skie gówno!
Jedyną rzeczą, która krzyczała "Nie pasuję tu!" był jego czarny garnitur – po prostu do niego nie pasował. Wyglądało na to, że próbuje go oswoić, ale marnie mu to wychodziło. Ten mężczyzna uosabiał strach.
"Kim, kurwa, jesteś!?" – głos chudego zadrżał.
O tak, to nie był tylko jej stan upojenia alkoholowego. Ten mężczyzna był niezaprzeczalnie przerażający, skoro mógł w ten sposób wpłynąć na jej napastników.
Kiedy przemówił, jego głos był najgłębszy i najbardziej autorytatywny, jaki kiedykolwiek słyszała. "Odsuńcie się od tej kobiety. Nie chcę tu być, więc nie traćcie mojego czasu."
