Porwana przez Szalonego Alfa Króla

Porwana przez Szalonego Alfa Króla

Autor: Joooooe

CHAPTER 5. DRUNK FEMALE. UNWILLING MALE.
Autor: Joooooe
9 maj 2025
Wolfariane Daminor Throne wcale nie miał ochoty zwracać uwagi na tę kobietę. Nie obchodził go jej gatunek. Jednak, gdy usłyszał jej krzyk, jego wilcze i pumie instynkty obudziły się jednocześnie, zmuszając go do wyszczerzenia zębów. Od dawna zgadzali się co do tego, że gardzą nie-przemiennymi. Więc dlaczego ona była w stanie go poruszyć? Próbował to zignorować, ale jego wrażliwy słuch nagle wyczulił się na dźwięki dobiegające z łazienki bardziej niż na głośną muzykę w klubie. Słyszał jej stłumione krzyki, a nawet niemal niesłyszalne ruchy jej walki. Wilk stawał się coraz bardziej niespokojny, co z kolei czyniło go niespokojnym. Teraz przeszedł przez drzwi, bez wysiłku łamiąc ich zamek jednym pchnięciem, i zamknął je za sobą. Spojrzał na zbirów, którzy krępowali dziewczynę. – Daj nam się dobrze bawić, stary. My ją pierwsi znaleźliśmy – powiedział odważnie ten, który ją przytrzymywał. Przełknął ślinę i dodał z nadzieją: – Możesz się do nas przyłączyć, jeśli też chcesz kawałek. Jej wybawcę to nie zrobiło wrażenia. Ismena prychnęła, zauważając pogardę wypisaną na ogromnej twarzy mężczyzny na słowa Chuderlawego-inaczej. Byłoby to komiczne, gdyby nie ona była w niebezpieczeństwie. – Odsuńcie się od niej i oszczędźcie mi czasu, którego nie mam – warknął wybawca, najwyraźniej człowiek, który nie lubił się powtarzać. Złość zastąpiła pożądanie na twarzy Chuderlawego. – Kim ty w ogóle jesteś, żeby się tu wtrącać i... – Wybawca schylił się, podniósł go jedną ręką – z fiutem na wierzchu i wszystkim – i rzucił nim na bok. Nie dało się tego inaczej opisać. Podniósł go z taką łatwością, z jaką podnosi się łyżkę, i cisnął nim przez pokój, posyłając Chuderlawego wprost na deskę klozetową. Szczęka Ismeny opadła. Nie tylko jej; nawet Chuderlawemu-inaczej szczęka zwisała, a oczy wyszły z orbit. Ale następny ruch mężczyzny pokazał, jak bezsensowny był. Zamiast uciekać, puścił ją, wyciągnął nóż z kieszeni i rzucił się na jej wybawcę z okrzykiem bojowym przeszywającym powietrze. Rozpoczęła się walka. W zamieszaniu Ismenie udało się podnieść z podłogi. Gdy zaczęła odzyskiwać siły, pierścionek upadł u jej stóp. Zamroziła się na kilka sekund, wpatrując się w niego. Na pierwszy rzut oka pierścionek nie przypominał zwykłej biżuterii. Był piękny, złoty i lśniący. Cholera, jego blask ją urzekł. Świat wokół niej zniknął, dźwięki ucichły i nagle poczuła się samotna w cichym świecie, z tym kawałkiem biżuterii lśniącym i błagającym o zabranie. Więc schyliła się, podniosła go i wsunęła do wkładki biustonosza. Sprzeda go w lombardzie i wykorzysta pieniądze na pokrycie kosztów leczenia! Dobrze tak jej bezużytecznemu napastnikowi. Łup! Głośny dźwięk zniszczył jej zadumę, powodując, że spojrzała w górę w samą porę, by zobaczyć, jak jej wybawca ciska Chuderlawym-inaczej w kierunku deski klozetowej. Wylądował na Chuderlawym, dodatkowo wybijając dech z piersi już i tak powalonego mężczyzny. Obaj stracili przytomność. Zapadła cisza. Wtedy wybawca odwrócił się i spojrzał na nią gniewnie. – Ups! – Skuliła się przed nim. Mężczyzna wyraźnie nie był zadowolony z bycia jej rycerzem w lśniącej zbroi. W rzeczywistości wyglądał, jakby sam chciał ją pobić. – Nie chcę tu być – wysyczał przez zęby. – Hej, nie krępuj się – wymamrotała. Dlaczego bełkotała? – Bardzo dziękuję za uratowanie mi życia. – Trzymaj się z dala od kłopotów – rozkazał. – Z taką twarzą i ciałem powinnaś ich unikać, kobieto. – Tak jest, mój osobisty Panie i Zbawco – wymamrotała, wykonując pełen ukłon górną częścią ciała. – Na pewno zapamiętam, kiedy wrócisz do swojego raju. Podnosząc głowę, spojrzała na jego twarz i skrzywiła się. Z pewnością nie zrobiło to na nim wrażenia. Cholera, czy ten mężczyzna w ogóle miał poczucie humoru? Na jego twarzy malował się najczarniejszy grymas, jaki kiedykolwiek widziała. Zakrztusiła się. – Uhm, chyba zaraz zwymiotuję. Odwrócił się w stronę drzwi i zaczął wychodzić. Obróciła się, zamierzając pójść do umywalki i zwrócić tam swoje margarity, ale gdy zrobiła krok do przodu, jej prawa noga wykręciła się. – Ała! – Upadła ciężko na podłogę i złapała się za kostki. – Skręciłam kostkę! Boli jak diabelskie jaja! Cholera! – Jej krzyk wypełnił łazienkę. Wybawca odwrócił się i ponownie przeszył ją tym zabójczym spojrzeniem. Nic nie powiedział, nic nie zrobił, po prostu skrzyżował ramiona i obserwował ją, jak krzyczała i obejmowała zranioną nogę. Nikczemny wybawca. Zakrztusiła się kilkakrotnie, nie mogąc opanować potrzeby. I przy następnym ataku wyrzuciła głowę w lewo i zwymiotowała. Powietrze wypełniło się dźwiękami wymiotów i dławienia. Ismena szarpnęła się, gdy poczuła silną dłoń na plecach, choć nie zadała sobie trudu, by się odwrócić i zidentyfikować właściciela. – Spokojnie. Im bardziej próbujesz utrzymać drinka w sobie, tym bardziej będzie ci palić w piersiach. Uspokój się i pozwól, żeby to się stało – pouczył znajomy, głęboki głos. W tym momencie Ismena nie miała innego wyboru. Im bardziej wymiotowała, tym bardziej zaczynała ją boleć w piersiach, więc zamknęła oczy i posłuchała jego rady. Kilka minut później zaczęła się czuć lepiej i spojrzała na niego. – Bardzo dziękuję za... – Wybawca cofnął ramię, wstał i odwrócił się w stronę drzwi. Impulsywnie złapała go za marynarkę. – Proszę, nie odchodź. Myślę, że mnie odurzono. Czuję się coraz bardziej pijana z każdą minutą. – To nie ma ze mną nic wspólnego, kobieto – warknął jego spokojny, ale poirytowany głos. – Proszę, pomóż mi. Nie zostawiaj mnie samej, błagam – błagała, zaciskając uchwyt na jego marynarce. Dobrze wiedziała, że jej nienawidzi, ale był jej najlepszą szansą na wydostanie się stąd bez szwanku. – Nie możesz mnie tak zostawić. Może mi się stać coś strasznego. Mogę nawet zostać zamordowana, a wtedy twoje sumienie będzie dźwigać ciężar mojej krwi... – – Nic nie obciąży mojego sumienia. Nie przejmuję się takimi sprawami – stwierdził rzeczowo. Jednym szarpnięciem uwolnił swoją marynarkę z jej uścisku. Z każdym krokiem, jaki stawiał w kierunku drzwi, Ismena wołała o pomoc. Nie odwrócił się. •••••••••• Kilka minut później z klubu wyszła potężna postać, niosąc na rękach niemal nieprzytomną kobietę, która śpiewała bezsensowne słowa głośnym i nieprzyjemnym tonem. Machała rękami i uśmiechała się, jakby była właścicielką świata. – NiEboooo NadEEEE Mnąaaaa jesT TaaaakiE pięęęęęknEEE!!! Księżyyyyyyc w pełniiiiiiiii świEciiii na mniEeeeee!!! – zaśpiewała. – To nie jest noc pełni. Pełnia księżyca pojawi się za jakiś czas, kobieto – zgromił ją, przemierzając ciemną polanę z sokolim wzrokiem wilka. Wolfariane Daminor Throne nie widział w tym wszystkim nic zabawnego. Rzeczywiście porzucił tę kobietę i wrócił na swoje miejsce, aby poczekać na Alphose'a, ale jego pozostałe połówki były niespokojne – zwłaszcza wilk – a to z kolei wprawiało go w zakłopotanie. Nienawidził, gdy jego pozostałe połówki się z nim nie zgadzały. W końcu dawno temu wspólnie zgodzili się, że nie przepadają za nie-przemiennymi. – Rzekiiii płynąąąą proooostooo PrzeDEee mnąąą. Widzęeee dnOoo ooceanuuuuuu! Jeeeest ciEemne i okROooootneeee... – – Bądź ciszej, kobieto – jęknął zirytowany. – WIdzęeeee las proooosto POd moiiiiim noooooosem. JeesT dZiiiiikiiiii! Oooo, chcę byyYYYć dziIIIIIIIkaaaaaaa!!! Najlepiej było ją ignorować i iść dalej. Zostawi ją w najbliższym hotelu i pójdzie w swoją stronę. Kobieta wprawiała go w zakłopotanie z różnych powodów, ale głównie dlatego, że puma była przy niej niezwykle cicha, a wilk emanował poczuciem zadowolenia. Nawet przy silnym zapachu alkoholu i śmierci, który przylegał do niej jak druga skóra. Puma zawsze stawała się wzburzona w obecności alkoholu, a wilk nie był najszczęśliwszy, gdy wyczuwał zapach śmierci, chyba że była to śmierć spowodowana przez niego. Więc dlaczego nie drapali go, nakłaniając do uwolnienia kobiety i oddalenia się? Szedł dalej, podczas gdy ona śpiewała, aż dotarł do dużego hotelu i wszedł do lobby. Widok jego osoby wywoływał głównie strach u większości nie-przemiennych i niektórych dorosłych przemiennych; przywykł do tego. Dlatego nie mrugnął nawet, gdy strach stał się odczuwalny wśród dwudziestu osób w lobby. Zamiast tego podszedł do lady i poprosił o pokój. Wszyscy patrzyli z niepokojem na pijaną kobietę w jego ramionach i niemal słyszał ich myśli. Uważali, że ją porwał. Nie obchodziło go to. Ich opinie to ich sprawa. Dopóki mu nie przeszkadzali, nie zwracał na nich uwagi. Kobieta wydawała się równie niezainteresowana, kontynuując śpiewanie swoich bezdźwięcznych "piosenek" jeszcze głośniej. Gdy otrzymał klucz do pokoju, odwrócił się i skierował w stronę windy. W sypialni wszedł do środka i rzucił kobietę na łóżko. – WIdzęeeee bramy PiekieEEEl... – Zakrztusiła się głośno. – ...anioOOoły są Szzzzzzzzzzzęśliweeee!!!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Powiązane Powieści

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii