Julian
– Hej, kochanie. O mój Boże, tak strasznie cię przepraszam – kajała się Isla, biegnąc w moją stronę.
Zauważyłem, że podwiózł ją jakiś mężczyzna, ale jego tożsamość pozostała dla mnie zagadką. Odjechał natychmiast po tym, jak Isla wysiadła.
– Co to ma znaczyć, Isla? Skąd wracasz o tej porze? Czy ty masz pojęcie, ile mnie kosztował ten twój wybryk? I kto to był, do cholery, ten palant, który
















