Audrey
Stukot moich obcasów niósł się po szpitalnej podłodze, gdy kierowałam się do wyjścia. Dominic objął mnie ramieniem w talii z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
Szliśmy przez szpitalny hol. Musiał marzyć o tym dniu od dawna. Dla mnie, dla odmiany, był to największy lęk.
Ale teraz oboje jesteśmy szczęśliwi. Cieszę się z wolności, a on cieszy się, że znów jest ze mną. I że może się zemścić.
„To będzie takie dramatyczne” – wyszeptał Dominic, czując lekkie zdenerwowanie i ekscytację, gdy byliśmy coraz bliżej.
„Zawsze kochałeś dramat. Nie pamiętasz, co było sześć lat temu?!”
„Wciąż mi nie wybaczyłaś, Aud. Jesteś taka dziwna”. Dominic przewrócił oczami.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, znaleźliśmy się w głównym korytarzu. Julian stał na samym końcu, idąc w stronę mojej sali.
Minęło nas kilka pielęgniarek, ale były zbyt zajęte, by się zatrzymywać.
Niektórzy pacjenci, którzy nie byli w stanie krytycznym, nie mogli powstrzymać się od gapienia z podziwem na scenę, która miała się rozegrać.
„Co tu się, kurwa, dzieje?” – oczy Juliana niemal wyszły z orbit ze zdziwienia. Jego żona była wystrojona i elegancka, a jej były trzymał ją w talii.
„A na co to wygląda?” – zapytałam go. „Czy to jakieś kino?” – kontynuowałam, zdając sobie sprawę, jak słabo wychodzi mi przeklinanie. „Pierdol się, Julian!” – wykrztusiłam.
„Nie rozumiem, co tu się dzieje!” – zawołał Julian. Zamierzał rozegrać kartę „dobrego faceta”.
„I nie musisz rozumieć. Lata temu błagałam o twoją miłość. Próbowałam ją kupić.
Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy. Teraz daję ci spokój. Zasługujesz na kogoś lepszego, i ja też”.
„Kochanie, co ty wygadujesz?” – Julian próbował podejść do miejsca, gdzie stałam, ale Dominic zagrodził mu drogę.
„Między nami koniec, skarbie” – powiedziałam do Juliana, rzucając w niego papierami rozwodowymi. „Oto co wygaduję.
Nie chcesz być tym złym, mam rację? Cóż, teraz nie musisz się martwić o to, na kogo spadnie wina”.
Patrzył z osłupieniem na papiery wirujące ku podłodze.
„Dlaczego? Co zrobiłem źle?” – Julian szykował się do roli ofiary.
„Mam cię dość, możesz się teraz żenić z Islą”.
Przez kilka sekund Julian milczał. Zrozumiał, dlaczego to wszystko się dzieje. Przyłapałam go w mojej sali szpitalnej.
„Proszę, podpisz te papiery. Należy do mnie osiemdziesiąt procent majątku, który wspólnie zgromadziliśmy”.
„To niesprawiedliwe!” – wyrwało mu się.
Dominic uśmiechnął się do niego i powiedział: „To i tak lepsze niż gdyby zniknęła ze wszystkim, na co oboje ciężko pracowaliście, nie uważasz? Możesz ją podać do sądu, jeśli chcesz. Ale zapewniam cię, że przegrasz”.
Julian nie powiedział nic więcej. Dominic i ja byliśmy już przy drzwiach, gdy usłyszałam jego ostatnie słowa: „Audrey, pożałujesz tego”.
„Moim jedynym żalem jest to, że wyszłam za niewdzięcznego nieudacznika” – odparowałam, trzaskając za sobą drzwiami.
Niedługo potem byliśmy już na zewnątrz szpitala. Przez przezroczyste szklane drzwi wiedzieliśmy, że ich wzrok wciąż spoczywa na nas.
Dominic zatrzymał mnie, gdy zmierzaliśmy do jego samochodu i czekającej na nas świty. Stanęliśmy tam; jego ciepłe, silne dłonie trzymały moje.
„Aud” – powiedział. Jego uśmiech był łagodny i kojący, czułam się, jakby patrzył mi prosto w duszę.
„Tak? Dlaczego mnie zatrzymałeś?” – spojrzałam za siebie na te wszystkie wpatrzone w nas oczy i poczułam lekkie zakłopotanie widokiem gapiów i aparatów skierowanych w moją stronę.
Nie mogłam nie zauważyć zawistnego spojrzenia na twarzy Juliana. Wyglądał, jakby płonął z zazdrości, a jego oczy przepełniał gniew i uraza. Ale skupiłam się na Dominicu, odwzajemniając radosny uśmiech.
„Słyszałem plotki”.
„Hę?” – przełknęłam ślinę, wciąż wpatrzona w niego i zastanawiając się, którą z wielu plotek na mój temat usłyszał. Miałam szczerą nadzieję, że nie chodziło o moje dzieci.
„Wiem, że nigdy byś czegoś takiego nie zrobiła” – kontynuował, lekko ściskając moją dłoń. „Musisz odpocząć i dojść do siebie po tym wszystkim.
Wyznaczono już termin rozprawy i myślę, że najlepiej będzie, jeśli pojedziesz ze mną do mojej rezydencji. Zaopiekuję się tobą i dopilnuję, byś wyzdrowiała.
Isla się odnajdzie, a ktokolwiek stał za jej porwaniem, zostanie ukarany. Obiecuję ci to!”.
„Dlaczego to robisz?” – zapytałam.
„Cóż” – powiedział z lekkim wzruszeniem ramion. „Chcę sprawić, by Julian był zazdrosny”.
„To wszystko?”
„Tak, chcę, żeby pożałował tego, jak cię traktował”.
„Cóż, w takim razie myślę, że nam się to udało”. Wskazałam na Juliana. „Widzisz jego minę? Uznałabym misję za zakończoną”.
„To nie wystarczy. Chodź ze mną do rezydencji, Aud. Nie musimy być w prawdziwym związku. To, że będziesz wrzucać piękne zdjęcia ze mną, to najlepszy plan zemsty na Julianie, nie sądzisz?”
Zaśmiałam się cicho, ale nic nie odpowiedziałam. Miałam tyle na głowie. Nie mogłam przestać myśleć o Sloane, która pojawiła się kilka godzin temu tylko po to, by mi grozić.
Może pójście z Dominikiem to dobry pomysł. Skoro Sloane znów jest w grze, wiem, że mój ojciec mógł o mnie usłyszeć.
On również może mnie szukać. A nie chciałam wracać do domu.
„Co ty na to, Aud?” – Dominic dopytywał o odpowiedź. „Czy wolałabyś zostać z rodziną?”
Nigdy nikomu nie wspomniałam o swojej rodzinie. Ani Dominicowi, ani Julianowi, ani nawet Isli, która znała liczbę moich kochanków. „Nie mam rodziny” – odparłam. To właśnie mówiłam każdemu, kto pytał.
Przez myśl przemknął mi fakt, że jestem w ciąży. Pobyt u Dominica skomplikowałby sprawę.
„Nie wiem, Dominic…” Mój wzrok padł na kogoś w cieniu. Zamrugałam, by upewnić się, że dobrze widzę.
„Isla?” – zwróciłam się do Dominica, który również patrzył w tym samym kierunku.
„Tak się wydaje” – odpowiedział.
Oboje w milczeniu obserwowaliśmy to miejsce, aż zyskaliśmy pewność co do tego, co widzimy.
„Mówili, że zaginęła. Co ona robi przy moim samochodzie?”
















