Audrey
Sięgałam po telefon, by zadzwonić do Dominica, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Spojrzałam na otwierające się drzwi i mój wzrok napotkał przystojnego, wysokiego lekarza o blond włosach. Uśmiechnął się do mnie, trzymając w ręku wyniki badań.
Lekarz podszedł do mojego łóżka, a jego biały kitel powiewał za nim niczym peleryna. Szedł sprężystym krokiem.
Cokolwiek miał mi do powiedzenia, wydawało się pozytywne, co przyniosło mi ulgę. Czekałam całe rano na raport medyczny i nie mogłam znieść ani sekundy zwłoki więcej.
„Czy umieram?” – zapytałam, siadając na łóżku.
„Wręcz przeciwnie” – odpowiedział, stając przy moim łóżku i patrząc na mnie z góry. „Pani Audrey, droga pani, mam dobre wieści”. Uśmiechał się od ucha do ucha. Zgadłam, to były dobre wiadomości.
„Cóż, wykrztuś to i pozwól mi stąd wyjść. Miałam zostać wypisana rano, a trzymasz mnie tu do tej pory”.
Spojrzałam na zegar nade mną, po czym kontynuowałam: „Jest prawie południe, doktorze Silas. Przepraszam, jeśli brzmię na zniecierpliwioną, ale taka właśnie jestem. Muszę się stąd wydostać.
Muszę być w domu!”. Mówiąc „dom”, nie miałam nic konkretnego na myśli. Pewnie hotel musiałby na razie wystarczyć.
„Przepraszam cię. Skończyłem testy i możesz już iść. Proszę, to dla ciebie!”. Wręczył mi kawałek złożonego papieru.
Wyciągnęłam rękę i wzięła od niego raport. Czułam, jak serce mi łomocze. Drżącymi rękami otworzyłam zapieczętowaną kopertę.
Byłam pełna nadziei i optymizmu, widząc wyraz twarzy doktora Silasa, gdy wchodził do pokoju.
Ale gdy rozłożyłam papier, serce mi zamarło. Słowa, na które patrzyłam, stanowiły bezpośredni kontrast dla jego słów i miny.
Siedząc tam i wpatrując się w tekst przed sobą, czułam sprzeczne emocje. Jak nastolatka, która dowiaduje się, że jest w ciąży po przygodzie na jedną noc.
To było tak, jakby cały mój świat legł w gruzach w jednej chwili. „Jak to w ogóle możliwe?” – udało mi się wykrztusić, pozwalając łzom spłynąć po policzkach.
Planowałam podróżować, zwiedzać, bawić się i żyć swobodnie. Ale jak mam to wszystko zrobić, będąc w pierwszym miesiącu ciąży bliźniaczej?
„Wszystko w porządku, pani Aud?”.
„Wyjdź!” – huknęłam, rzucając kartkę na łóżko i wymachując rękami w powietrzu. „Kurwa!” – krzyknęłam głośno.
„Cóż, zazwyczaj taka nie jesteś. Dlaczego jesteś taka drażliwa? Trochę za wcześnie na działanie hormonów”.
Zaśmiał się nerwowo, ale zamknął usta, widząc, że mój nastrój wcale się nie poprawia.
Drzwi lekko skrzypnęły i otworzyły się szerzej. Stanął w nich wysoki mężczyzna, niezaprzeczalnie przystojny, wpatrując się w doktora Silasa i we mnie.
Widząc zbliżającą się zakłamaną postać Juliana, postanowiłam utrzymać ciążę w tajemnicy.
Nie byłam pewna, czy chcę wychowywać dzieci, które zostały poczęte w kłamstwie i których ojcem był wiarołomny oszust.
Ale nawet jeśli zdecyduję się zatrzymać dzieci, Julian nigdy się o nich nie dowie.
„Dlaczego ona płacze?” – zapytał Julian, przyspieszając kroku.
„Powiedziałem jej coś, co w moim mniemaniu powinno ją uszczęśliwić. Ale zamiast tego wybuchnęła płaczem”.
„Cóż to za dobre wieści?”.
„Dałem jej raport wskazujący, że będzie...”.
„To nie twój interes, Julian!” – wcięłam się.
Był zaskoczony, podobnie jak lekarz. „Może powinienem was zostawić samych” – powiedział doktor, odwracając się do drzwi.
„Nie, Julian powinien wyjść!”. Westchnęłam, zniżyłam głos i powiedziałam z wymuszonym uśmiechem: „Możesz nas zostawić, kochanie? Chciałabym porozmawiać z nim na osobności”.
„Dlaczego miałabyś chcieć zostać sama z lekarzem bez męża? Jeśli coś jest nie tak, powinienem wiedzieć!”.
„I będziesz wiedział” – odparłam, odprawiając go. Patrzyłam, jak Julian wychodzi, zerkając jeszcze na doktora i na mnie, zanim zamknął za sobą drzwi.
„Proszę usiąść, doktorze”.
„Dlaczego nakrzyczałaś na męża i dlaczego szlochasz?”.
„Po prostu usiądź i słuchaj!”.
Usiadł obok mnie i utonął swoim szmaragdowym spojrzeniem w moich oczach.
„Chcę, żeby to dziecko zostało tajemnicą”.
„Dzieci!” – poprawił mnie, wciąż próbując zrozumieć, dlaczego brzmię tak dziwnie. „Pani Aud, czy na pewno wszystko z panią w porządku?
Z Julianem zawsze pragnęliście dziecka. A teraz będziecie mieć dwoje. Co się z panią dzieje?”.
„Nie pani interes, doktorze Silas. Chcę, żeby moje dzieci były tajemnicą. Julian nie może się o nich dowiedzieć”.
„Obawiam się, że nie mogę tego zrobić. On jest pani mężem, nie mogę go okłamywać ani trzymać w niewiedzy. Poza tym, będzie potrzebny jego podpis pod dokumentami, gdy zacznie pani przychodzić na badania prenatalne”.
„Sama będę się martwić o dokumenty i o to, kto je podpisze. Słuchaj, Silas. Jeśli powiesz Julianowi o tych dzieciach, znienawidzisz mnie”.
„Co pani zrobi?” – nie chciał zabrzmieć wyzywająco, ale ja tak to zinterpretowałam; wróciła ta Audrey, która na studiach miała swoją mroczną stronę, i dała mu stosowną odpowiedź.
„Wyzywasz mnie, bym pokazała, na co mnie stać, doktorze Silas? Bo jeśli tak, sprawię, że pożałujesz dnia, w którym mnie poznałeś”.
„Czy pani mi grozi?”.
„Jeśli tak chcesz to widzieć, to tak”.
„Wygląda na to, że plotki są prawdziwe. To pani uprowadziła swoją najlepszą przyjaciółkę!”.
Szczęka mi opadła. Zamrugałam wielokrotnie. „Myślisz, że byłabym zdolna do czegoś takiego?”.
Zostałam oskarżona o porwanie i choć starałam się o tym nie myśleć, słowa doktora Silasa były dowodem na to, że wieści poszły w świat.
Westchnął i wstał z miejsca. „Kiedy stałaś się taka? Kiedyś byłaś skromna i pełna szacunku”.
„Nie zrozumiesz tego. I wiesz co, doktorze Silas? Nie obchodzi mnie, w co wierzysz! Dam ci trzysta tysięcy dolarów za zachowanie mojej ciąży w tajemnicy”.
„To przestępstwo, Aud” – powiedział niemal błagalnie. „Nie mogę tego zrobić”.
„Co jest przestępstwem?”. Ktoś inny nas podsłuchał. Stał w drzwiach z rękami wciśniętymi w kieszenie, patrząc na mnie z góry.
















