Przyćmione żółte światło mieszało się z zapachem palącego się kadzidła, potęgując gęste od napięcia powietrze.
Ubrana jedynie w prześwitującą koszulę nocną, Nara Vance została przyparta do drzwi, a dłoń Kaelena Kardosa zaciskała się na jej gardle.
– Naro – mruknął cicho, a jego głos brzmiał nisko i mrocznie. – Dziś w nocy jesteś moja.
Pochylił się ku niej.
Mając metr osiemdziesiąt osiem wzrostu, Kaelen górował nad nią, przez co wydawała się przy nim jeszcze mniejsza i jeszcze delikatniejsza.
Zanim zdążyła wypowiedzieć choćby słowo, jego usta wbiły się w jej wargi, kradnąc jej oddech.
Nara uniosła twarz i napotkała żar w jego oczach. Jego jabłko Adama drgnęło zaledwie centymetry od jej ust, a każdy wydech owiewający jej skórę sprawiał, że płoniła się i drżała.
To była ich piąta rocznica. Przepełniona miłością, oddała pocałunek – mocno i zachłannie.
Materiał trzasnął. Ich oddechy się splątały. Napięcie rosło, zaciskając się wokół nich niczym pętla.
Właśnie gdy mieli stać się jednością, zadzwonił telefon Kaelena.
Jego frustracja była natychmiastowa, ale mimo to odebrał.
Dysząc cicho, Nara zerknęła na identyfikator dzwoniącego: Falco – najlepszy przyjaciel Kaelena.
– Kaelen, czyś ty do reszty oszalał? Ty...
– Przechodzę na fracki. To naprawdę nie jest dobry moment.
Kaelen natychmiast płynnie przeszedł na inny język.
Zapadła chwila ciszy, po czym w słuchawce rozległ się głos Falco, płynnie mówiącego w obcym języku:
– Ty naprawdę ożeniłeś się z Shayą? O czym ty do cholery myślałeś? Pięć lat temu o mało nie zginąłeś w wyścigach ulicznych, żeby ją ratować. Wystawiła cię, pamiętasz? Uciekła za granicę z innym facetem! Od tamtej pory skakała z kwiatka na kwiatek – nigdy jej na tobie nie zależało! A ty teraz poszedłeś i wziąłeś z nią ślub?
Nara zamarła.
Nawet w innym języku, każde słowo bezbłędnie trafiało w swój sens. Jej umysł tłumaczył to automatycznie.
Otworzyła szeroko oczy.
Żar wciąż unosił się na jej skórze, ale jej serce runęło prosto w lód.
Kaelen tego nie zauważył. Jego ton pozostał doprowadzająco spokojny.
– Shaya ma raka. Niewiele jej zostało. Jej ostatnim życzeniem było wyjść za mnie – żeby właściwie zakończyć historię naszej pierwszej miłości. Powiedziała, że to mi w życiu zawdzięcza najwięcej. Nie mogę pozwolić, by umarła z żalem.
– A Nara? – odparował Falco. – Po twoim wypadku nie opuszczała cię na krok. Opiekowała się tobą każdego dnia, oddała ci wszystko, co miała. A ty teraz chcesz, żeby się dowiedziała, że jest tą drugą? Jak ona ma, do cholery, z tym żyć?
Furia w głosie Falco nie zrobiła na nim wrażenia.
– Nie dowie się – powiedział chłodno Kaelen. – Dopóki wszyscy będą milczeć, nigdy się nie dowie. Kiedy Shaya odejdzie, ożenię się z Narą.
Kolejne pytanie Falco przeszyło go na wskroś.
– I ty naprawdę wierzysz, że Shaya ma raka?
To wyprowadziło Kaelena z równowagi.
– Wystarczy. Wiem, co robię.
Rozłączył się.
Kaelen odwrócił się z powrotem do niej, gotów podjąć to, co przed chwilą przerwali, ale Nara go odepchnęła.
– Ja... nie czuję się najlepiej.
Oplotła się ramionami w pasie, jej ciało drżało, a twarz była blada jak kreda.
Kaelen, rzecz jasna, nie miał pojęcia, że przez ostatnie pół roku w tajemnicy opanowała trzy języki obce – a jednym z nich był fracki. Wcześniej nigdy nie miała powodu, by go używać.
Aż do dziś, kiedy za jego sprawą ten język roztrzaskał jej serce.
To była ich piąta rocznica.
Widząc ją w takim stanie, wyraz twarzy Kaelena złagodniał z autentyczną troską.
– Co się dzieje? Chcesz, żebym zawiózł cię do szpitala?
Niepokój w jego głosie nie brzmiał fałszywie, co sprawiło, że jej serce skręciło się z jeszcze większym bólem.
Jak mógł tak bardzo się o nią troszczyć... będąc w sekrecie mężem kogoś innego?
Miała właśnie odmówić, gdy jego telefon piknął powiadomieniem z WhatsAppa.
Spojrzał na ekran. – Coś wypadło w firmie. Muszę się tym zająć natychmiast. Spróbuj odpocząć. Jeśli nadal będziesz się źle czuć, zadzwoń do mnie – zorganizuję kogoś, kto zabierze cię do szpitala.
Nara ledwie zdążyła kiwnąć głową, gdy on zgarnął swoje ubrania i ruszył do drzwi.
Patrzyła, jak odchodzi.
Dopiero gdy zniknął w głębi korytarza, po jej policzkach wreszcie popłynęły łzy.
Widziała tę wiadomość.
Była od Shayi.
„Kaelen, tak mnie boli. Proszę, przyjedź”.
Nara zacisnęła pięści tak mocno, że paznokcie wbiły się w jej dłonie.
Czuła się tak, jakby ktoś wyżłobił w jej klatce piersiowej wielką dziurę.
Łzy rozmyły jej obraz, a wspomnienia, które wydawały się dawno pogrzebane, zaczęły boleśnie przedzierać się na powierzchnię.
Została zamieniona po narodzinach i do osiemnastego roku życia wychowywana w luksusach przez rodzinę Vance'ów – aż do momentu, gdy ci w końcu odnaleźli prawdziwą córkę, Shayę, i sprowadzili ją do domu.
Wtedy właśnie życie Nary zamieniło się w koszmar.
Shaya jej nienawidziła – obwiniała ją o „kradzież” osiemnastu lat miłości. Zażądała, by zamknięto Narę w ciemnej, pozbawionej dopływu powietrza piwnicy.
Ta wilgotna podłoga i zatęchły kąt stały się całym jej światem.
Shaya schodziła na dół z chorym uśmiechem, biczując ją z okrutną radością. Każdy cios batem był karą za „zbrodnię” bycia kochaną.
A jej przybrani rodzice – którzy powinni byli ją chronić – przymykali na to oko, tylko po to, by zadowolić swoją biologiczną córkę.
Noc po nocy Nara kuliła się w kącie, drżąc z bólu i przełykając szloch, ponieważ płacz tylko sprawiał, że Shaya uderzała mocniej.
Rok później wreszcie wyłapała drobną lukę, przemknęła obok nieuważnego strażnika i na drżących nogach uciekła z piwnicy.
Nie zaszła daleko.
Posiniaczona, zakrwawiona, na wpół przytomna, padła wprost pod stopy odwiedzającego rezydencję gościa – Kaelena.
Wyglądał jak promień światła przebijający się przez jej mrok.
Zabrał ją stamtąd. Uratował ją.
Obiecał, że będzie ją chronił, że od teraz to on będzie jej rodziną.
Wiedział, ile wycierpiała. Dlatego osłaniał ją przed rodziną Vance'ów i nigdy więcej nie pozwolił jej ich zobaczyć.
Z biegiem lat zakochała się w nim – głębiej, niż kiedykolwiek zamierzała.
Pewnego dnia Kaelen nagle uparł się, by wziąć udział w nielegalnych wyścigach ulicznych. Nikt nie był w stanie wybić mu tego z głowy.
Zanim Nara się o tym dowiedziała, Kaelen już uległ wypadkowi – był w stanie krytycznym i zapadł w śpiączkę. Lekarze mówili, że może nigdy się nie obudzić.
Rodzina Kardosów była potężna; utrata Kaelena by ich nie zniszczyła.
Ale Nara nie miała nikogo innego.
Tylko jego.
Poświęciła wszystko, co miała, by go ocalić – opiekowała się nim we dnie i w nocy, szukając lekarzy-cudotwórców.
W końcu znalazła jednego – nieuchwytnego lekarza, o którym krążyły plotki, że potrafi dokonywać prawdziwych cudów.
Ale jego cena była wygórowana.
Brutalnie wygórowana.
Nara zrezygnowała z czegoś niewyobrażalnie cennego, by ocalić życie Kaelena.
Przeżył.
Niecały rok później Kaelen przejął pełną kontrolę nad Kardos Global i został prezesem zarządu.
I powiedział jej, że ożeni się z nią w ich piątą rocznicę.
A jednak w dniu, w którym obiecał jej się oświadczyć...
...ożenił się z Shayą.
Nara nigdy nawet nie wyobrażała sobie, że mogłaby go zostawić.
Ale teraz, gdy poznała prawdę, wiedziała, że nigdy nie będzie tą drugą.
Zwłaszcza dla Shayi.
Ocierając łzy, Nara wyciągnęła telefon i wykręciła numer.
– Przyjmuję ofertę szkoleniową Vindex International w Murice. Odchodzę od Kaelena. Na dobre.
















