Z popiołów: Zawłaszczona przez mafijnego Dona

Z popiołów: Zawłaszczona przez mafijnego Dona

Autor: Ella Murphy

Rozdział 6 Nawet jego pogarda zapiera dech w piersiach
Autor: Ella Murphy
16 cze 2026
Nagranie ruszyło. Na gigantycznym ekranie Shaya – ubrana w czerwony strój do jazdy konnej – zacisnęła pięść na włosach Nary i uderzyła jej głową o rdzawą rurę. Krew spływała po rzęsach Nary, kapiąc niczym czerwona kurtyna. – Ty brudna suko. Przez osiemnaście lat żyłaś moim luksusowym życiem. Powinnaś była zdechnąć, Nara! Uderzyła jej głową raz jeszcze. I kolejny. Nara osunęła się jak szmaciana lalka. Jej plecy były już w strasznym stanie – skóra rozcięta, wszędzie krew, ledwo przypominająca ludzkie ciało. Mimo to Shaya znów uniosła bat z krokodylej skóry i świsnęła nim w powietrzu. – Do piekła z tobą! – Ah—! Ból rozdzierał ciało Nary. Jej krzyk wibrował w głośnikach, surowy i zachrypnięty, gdy zwijała się w kłębek. Doczołgała się do przodu, ciągnąc swoje strzaskane ciało w stronę haftowanego rąbka sukni Quinn. – Mamo… proszę… proszę, ratuj mnie. Wychowywałaś mnie przez osiemnaście lat. Przez osiemnaście lat byłyśmy matką i córką. To musi coś znaczyć. Będę grzeczna. Będę najlepszą córką na świecie, przysięgam. Krew i łzy zmazały jej twarz. Quinn nawet nie mrugnęła. Zmarszczyła nos, cofnęła się o krok i pozwoliła palcom Nary ześlizgnąć się z jej jedwabnej spódnicy. Poprawiając bransoletkę z chłodną obojętnością – niemal zirytowana zapachem krwi – Quinn powiedziała: – Nara, gdyby nie ty, nasza prawdziwa córka nie cierpiałaby przez osiemnaście lat na zewnątrz. Gdybyś naprawdę dbała o tę rodzinę, pozwoliłabyś Shayi się wyładować. – Ale ja tak umrę! Mamo – ona mnie zabije! Głos Nary załamał się z rozpaczy. – To umieraj – odparła Quinn lodowatym tonem. – Jeśli moja córka jest szczęśliwa, tylko to się dla mnie liczy. Zwróciła się do Shayi z łagodnym uśmiechem: – Shayo, nie ma pośpiechu. Możesz ją dobić później. Nie męcz się za bardzo przed naszym portretem rodzinnym. Shaya parsknęła i odrzuciła bat. – Dobrze. Skończę z nią po zdjęciach. Zrobiła dwa kroki, po czym gwałtownie się odwróciła. – Czekaj… czy nie słyszałam, że słona woda odkaża rany? Przynieście całe wiadro soli morskiej i wylejcie na nią. Od tego nie umrze. Chcę, żeby żyła. A blizny zostaną. Chcę, żeby do końca swojego nędznego życia pamiętała, że urodziła się po to, by być moim workiem treningowym. – Nie! Proszę – nie! Mamo, nie pozwól jej—! Nara próbowała się odpełznąć, ale nie miała już sił. Kamerdyner z łatwością ją przytrzymał. Wiadro słonej wody chlusnęło na jej poszarpane plecy. Jej krzyk wyrwał się z głośników tak gwałtownie, że cała publiczność wzdrygnęła się z przerażenia. Nawet patrząc przez ekran, było to nie do zniesienia. Pięści Kaelena zacisnęły się mocno. Jego oczy były szeroko otwarte z horroru i poczucia winy. Pamiętał ją dokładnie taką – półżywą, ociekającą krwią – kiedy ją znalazł. Ale osobą, która to zrobiła… była Shaya? Jak? Wyrwał ramię z uścisku Shayi, a wyraz jego twarzy stał się ostry jak brzytwa. – To byłaś ty? – Nie! Nie, to nie byłam ja! To nagranie jest sfingowane! – Głos Shayi podskoczył, drżąc. Niemożliwe. Absolutnie niemożliwe. W tamtej piwnicy nie było kamer. Skąd ta suka wzięła nagranie? Jeśli Kaelen jej nienawidził… jeśli rodzina Kardosów wycofa finansowanie… Vance’owie byli skończeni. Nie mogła pozwolić, by Kaelen poczuł cokolwiek do Nary. Shaya wycelowała drżący palec w stronę Nary. – Ona to podrobiła! Nigdy nie mieliśmy tam monitoringu! Zrobiła ten film, żeby wrobić mnie i mamę! – Tak – tak! Shaya ma rację! Quinn wystąpiła do przodu, a jej oczy lśniły jadem i fałszywą sprawiedliwością. – Nara, traktowałam cię jak księżniczkę przez osiemnaście lat! Nawet gdy dowiedzieliśmy się, że nie jesteś naszą córką, nie wyrzuciliśmy cię. Ale ty wciąż sypiałaś z kim popadnie! Nie mieliśmy wyboru. A teraz fabrykujesz takie kłamstwa? Powiedz mi – czym zasłużyłam na taką niewdzięczność? Jej oczy lśniły od krokodylich łez. Ludzie w sali zwrócili się ku Narze. Ale Nara nie była zaskoczona. Zrozumiała to już pięć lat temu – Quinn nigdy o nią nie dbała. Ani razu. Teraz, patrząc, jak Quinn rzuca ją na pożarcie, by chronić swoją ukochaną, prawdziwą córkę, Nara tylko się zaśmiała. Chłodno. Ostro. – Pani Vance, ma pani rację. W piwnicy nie było kamery. Przynajmniej na początku. Przerwała, pozwalając słowom wybrzmieć. – Ale czy pamięta pani noc, kiedy zeszła tam pani sama, żeby coś odzyskać, i poślizgnęła się? Nikt nie zauważył, dopóki ja nie poszłam pani szukać. Sama panią stamtąd wyciągnęłam. Po tamtym zdarzeniu zainstalowałam ukrytą kamerę. Po cichu. Na wypadek, gdyby to się powtórzyło. Twarz Quinn pobladła. Pamiętała to… mgliście. Poszła po coś wartościowego, potajemnie, nie chcąc, by służący widzieli. Upadła. Naprawdę myślała, że zostanie tam do rana. I Nara ją znalazła. Nara ją uratowała. A Nara zawsze – zawsze – była dla nich dobra. Shaya dostrzegła błysk poczucia winy w oczach matki i natychmiast chwyciła ją za rękę. – Mamo, ona kłamie, prawda? Taka dama jak ty nigdy nie zeszłaby na dół. Ona po prostu zmyśla te historie, prawda? Quinn napotkała spanikowane spojrzenie Shayi – i pękła. – Tak. Nara kłamie. Nigdy nie weszłabym do tej brudnej piwnicy. To nie jest miejsce, w którym ktoś taki jak ja postawiłby stopę. Paznokcie Nary wbiły się w jej dłonie. Ostry ból był jedyną rzeczą, która powstrzymywała ją przed całkowitym załamaniem. Co teraz? Te dwie kobiety były tak bezczelne, że nawet nagranie prawdy nic dla nich nie znaczyło. Jeśli nie chcą się przyznać – jak ma udowodnić to, co przeżyła? Wtedy… Męski głos przeciął napięcie. – Czyżby? W takim razie może zapytajmy waszego kamerdynera, co się naprawdę wydarzyło? Wszystko zdawało się zamrzeć w blasku żyrandoli. Tłum rozstąpił się automatycznie, niczym rozstępujące się morze. On przeszedł przez środek. Wysoki – mierzący ponad metr osiemdziesiąt – z aurą przypominającą ostrze wysuwające się z pochwy. Jego czoło rzucało cień na oczy ciemne niczym nocna rzeka. Pojedynczy, uroczy pieprzyk pod okiem przełamywał chłód bijący od jego twarzy niepokojącym czarem. Kiedy jego wzrok spoczął na bliznach pręgujących nagie ramiona Nary, jego grdyka poruszyła się w gwałtownym przełknięciu, które sprawiło, że jej własna pierś się zacisnęła. Władza lgnęła do niego niczym dym. A pod mankietem garnituru blady tatuaż wił się na skórze – niebezpieczeństwo spowite w elegancję. Zabłąkana nitka musnęła jego klapę. Strzepnął ją z nonszalancką pogardą. Sam ten gest sprawił, że połowa aparatów straciła ostrość. Był typem mężczyzny, którego pogarda była bardziej druzgocąca niż afekt większości innych.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6 Nawet jego pogarda zapiera dech w piersiach – Z popiołów: Zawłaszczona przez mafijnego Dona | Czytaj powieści online na beletrystyka