Nara skamieniała, gdy spojrzała na ekran. Zrobiło jej się słabo.
Ten numer...
to był Doktor Widmo.
Po jakiego diabła do niej dzwonił? Ich umowa wygasła pięć lat temu.
Bez namysłu jej dłoń powędrowała wzdłuż boku, dokładnie w miejsce, w którym pod skórą wciąż pulsował fantomowy ból po skradzionym żebrze.
Natychmiast odrzuciła połączenie i zmusiła się do opanowanego tonu. – Spam. Pewnie jakiś naciągacz.
Kaelen rzucił w jej stronę okiem i skinął głową, łykając tę wymówkę bez cienia podejrzeń. Ostatnio w wiadomościach wciąż trąbiono o oszustach z zagranicy.
– Naciągaczom udaje się teraz do ciebie dodzwonić? To znaczy, że twój numer wyciekł. Jutro polecę asystentowi załatwić ci nowy.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, rozdzwonił się jego telefon – tym charakterystycznym dzwonkiem.
Od razu wiedziała.
Shaya.
Kaelen posłał jej winne spojrzenie, po czym w panice odrzucił połączenie i zamamrotał: – To mój asystent w sprawach służbowych. Ja... uh... odbiorę w salonie.
Nie czekał na jej odpowiedź. Wypadł z pokoju jak z procy.
Wzrok Nary powędrował ku jej telefonowi.
Wciąż był połączony z inteligentnym głośnikiem w salonie – Alexą. Kaelen myślał, że to tylko zwykły głośnik Bluetooth. Nie miał pojęcia, że urządzenie ma wbudowaną kamerę.
Nara nigdy nie używała go, by go szpiegować.
Ale dzisiaj, kiedy zadzwoniła Shaya... coś w niej ostatecznie pękło. Musiała wiedzieć, jaki on jest dla Shayi, kiedy jej nie ma w pobliżu.
Ściszyła dźwięk i otworzyła aplikację Alexa.
Ekran rozbłysnął.
Ukazał się Kaelen, siedzący przy barze z telefonem w dłoni i wpatrujący się przez okno – całkowicie nieświadomy, że dzwonki wietrzne, będące symbolem ich miłości, już tam nie wiszą.
Jego głos był cichy. Łagodny. – Niedługo będę z powrotem.
Słodki głos Shayi dobiegł z głośnika głośno i wyraźnie.
– Kaelen, jesteś taki kochany. Słuchaj, jutro odbywa się premiera nowej linii biżuterii Kardos Global. Mogę przyjść? Słyszałam, że to kolekcja Devotion autorstwa Aury – idealnie pasuje do klimatu naszego miesiąca miodowego! Ty to zaprojektowałeś, prawda? Ty jesteś Aurą?
Kaelen zamrugał, całkowicie zaskoczony.
– Nie jestem...
– Och, przestań. Nie kłam mi tu. Wtedy wyróżniałeś się na tle innych dziedziców Kardosów właśnie dzięki projektowi Serce Oceanu. Nikt nie wie, kim naprawdę jest Aura, ale za każdym razem, gdy Kardos Global dokonuje jakiegoś przełomu, Aura wypuszcza coś, co idealnie do tego pasuje. Komu innemu tak bardzo by zależało na firmie?
Nara wydała z siebie chłodny, gorzki śmiech.
Każdy zaprojektowany przez nią element – każda zarwana noc, każdy skaleczony palec, każdy szkic – był hołdem dla Kaelena i jego osiągnięć.
Kaelen milczał.
Shaya kontynuowała miękkim i żałosnym tonem: – Kaelen... moim marzeniem zawsze było zostanie projektantką biżuterii. Ale los po prostu nie dał mi na to czasu. Skoro teraz jesteśmy małżeństwem... czy mógłbyś pozwolić mi pożyczyć tożsamość Aury? Choć ten jeden raz? Chcę poczuć, jak to jest być tak podziwianą.
Dłoń Nary zacisnęła się na telefonie.
Czy Shaya w ogóle zdawała sobie sprawę, o co prosi?
Kaelen zawahał się, zerknął w stronę pokoju Nary... a potem szepnął: – W porządku. Jutro na konferencji prasowej powiem mediom, że to ty jesteś Aurą.
– Piszczę! Kaelen, kocham cię!
Chichot Shayi dobiegł z głośnika.
A Narę zmroziło na kość.
Wie, że jestem Aurą.
Dobrze wie.
A jednak wystarczyło kilka słodkich słów od Shayi, by był gotów oddać wszystko – jej lata znoju i geniuszu – nawet jej o to nie pytając.
A więc tak właśnie wyglądało bezwzględne faworyzowanie.
Nara nie mogła znieść tego ani sekundy dłużej. Wyłączyła połączenie Bluetooth; jej klatka piersiowa gwałtownie unosiła się i opadała.
Skoro Kaelen zamierzał oddać jej tożsamość Shayi...
Świetnie.
Sama ją sobie odbierze.
Wykręciła międzynarodowy numer.
Trzy sygnały.
Wtedy Doktor Widmo odebrał. Jego głos był płaski i upiorny.
– Proszę, proszę. Patrzcie, kto w końcu odzyskał kręgosłup. Rozłączyłaś się wcześniej, prawda? A może wolałabyś, żebym dziś w nocy zabrał żebro Kaelena?
Nara przygryzła wargę. – Nie obchodzi mnie, czego chcesz w zamian. Pomóż mi tylko z jedną rzeczą, a zgodzę się na wszystko.
Chwila ciszy. Po niej niski, drwiący śmiech.
– Czy pięć lat temu nie przysięgałaś, że zginęłabyś za miłość? Co się zmieniło?
– Oszczędź mi tych bzdur. Umowa stoi czy nie?
Jej palce niemal wbiły się w obudowę telefonu.
Przez pięć lat Kaelen był jej rodziną. Jej ostoją. Jej jedyną miłością.
Teraz nie miała już nikogo...
...poza Doktorem Widmo.
Nawet jeśli ceną miało być piekło.
– Stoi.
Szybko przedstawiła mu swoją prośbę i się rozłączyła.
Dokładnie w tym momencie Kaelen wrócił do pokoju.
– Naro. Nie masz prawa pojawić się na jutrzejszej premierze.
– Dlaczego?
Spojrzała na mężczyznę, którego kochała przez pięć lat, czując, jak coś w niej pęka.
Kaelen unikał jej wzroku. – Tożsamość Aury musi pozostać tajemnicą. Po prostu zostań w domu. Po jutrzejszym dniu dam ci wszystko, czego zapragniesz.
Po czym odszedł.
Oczy Nary zapiekły. Zacisnęła pięści tak mocno, że paznokcie przebiły skórę, ale nawet tego nie poczuła.
Pięć lat...
Co za chory żart.
Jej telefon znowu zadźwięczał.
Wiadomość od Doktora Widmo.
To było oficjalne zaproszenie na jutrzejszą premierę w Kardos Global.
Shaya pragnęła chwały Aury?
Zobaczymy, czy zdoła temu sprostać.
Nara nie zmrużyła tamtej nocy oka.
Następnego ranka założyła perłowobiałą suknię, ułożyła włosy w miękkie fale i udała się na miejsce.
Pierwszym, co zobaczyła, była Shaya – przyklejona do ramienia Kaelena i ubrana w promienny uśmiech.
I Kaelen... patrzący na Shayę z ciepłem, z czułością – z oczami, które ani na moment od niej nie uciekały.
Nie da się udawać miłości.
Nie w oczach.
Była taka ślepa.
Nara uśmiechnęła się cicho, z wyraźną kpiną. Potem uniosła podbródek i weszła do środka.
Jej uroda – chłodna, elegancka, zapierająca dech w piersiach – natychmiast przyciągnęła uwagę.
Kaelen odwrócił się instynktownie.
W chwili, w której ją zobaczył...
Wyraz jego twarzy całkowicie się rozsypał.
Wyrwał ramię z uścisku Shayi, ruszył wściekle w stronę Nary z przekrwionymi oczami i brutalnie chwycił ją za nadgarstek.
– Kto ci kazał tu przyjść?
















