Z popiołów: Zawłaszczona przez mafijnego Dona

Z popiołów: Zawłaszczona przez mafijnego Dona

Autor: Ella Murphy

Rozdział 4 To jest moje
Autor: Ella Murphy
16 cze 2026
Nara miała wrażenie, że pod uściskiem Kaelena jej nadgarstek może zaraz pęknąć. Nigdy wcześniej nie traktował jej tak brutalnie. A teraz… po raz pierwszy to dostrzegła – panikę i gniew błyskające w jego oczach. Wszystko dlatego, że się zjawiła? Na jej ustach wykwitł powolny, chłodny uśmiech. Nagle nachyliła się, owiewając gardło Kaelena ciepłym oddechem. Drgnął, a przez jego ciało przeszedł niemal niedostrzegalny dreszcz. Wtedy szepnęła głosem przeznaczonym tylko dla niego: – To moja premiera, panie Kardos. Czy po tych wszystkich latach… nie uważa pan, że najwyższy czas, bym się w końcu pojawiła? Jej jasne, świetliste oczy wytrąciły go z równowagi w sposób, którego nie potrafił wyjaśnić. Jego ton stwardniał. – To jeszcze nie jest twój czas. Zaaranżuję to później. Na razie wracaj do domu. Jego brwi ściągnęły się gwałtownie, ledwo panował nad gniewem. Nara poczuła ucisk w piersi. Nawet teraz – nawet po usłyszeniu tego wszystkiego – jakaś naiwna część niej wciąż miała nadzieję, że on się przyzna. Że da jej cokolwiek, jakikolwiek punkt zaczepienia. Gdyby teraz wyznał prawdę, gdyby błagał ją, by niczego nie ujawniała, może… może by przestała. Ale on tego nie zrobił. Nie dał jej nic. Znowu. Przełknęła gorycz i uśmiechnęła się. – Naprawdę planuje pan ujawnić moją tożsamość? – Nara, co ty wyprawiasz? Nigdy nie byłaś tak nierozsądna. – Wziął głęboki wdech. – Po prostu wracaj do domu. Porozmawiamy później. Każę kierowcy cię odwieźć. Zaczął szukać telefonu, a jakiś wewnętrzny instynkt krzyczał mu, że coś jest bardzo nie tak. Nara zacisnęła dłonie w pięści, a jej oczy lśniły. To był mężczyzna, którego kochała przez pięć długich lat. – Nigdzie nie idę. Jej głos nie drżał – tknął jak ostrze. Spojrzenie Kaelena pociemniało. – Nie masz wyboru. Znów po nią sięgnął. Nara zręcznie mu się wymknęła. Przesunęła wzrokiem w stronę Shayi… i celowo uniosła nadgarstek, pozwalając, by diamentowa bransoletka złapała światło i rozbłysła. Nara uśmiechnęła się – powoli i prowokująco. Tylko tyle wystarczyło. Twarz Shayi wykrzywiła się z wściekłości. Nara afiszowała się ze swoją bliskością z Kaelenem publicznie, na oczach reporterów i zarządu – upokarzając ją w jej wielkim dniu. To ona była prawną żoną Kaelena. To ona powinna błyszczeć. To ona powinna być uwielbiana. I ta bransoletka – dlaczego wyglądała tak znajomo? Shaya ruszyła do przodu i gwałtownie ją pchnęła. – Nara! Dzisiaj odbywa się premiera serii Devotion firmy Kardos Global. Skąd masz tę bransoletkę? Ukradłaś ją?! Ach. Więc tak Shaya chciała w to grać. Publiczne upokorzenie. Niszczenie reputacji. Idealnie wyczute w czasie. Jej głos rozległ się w całej sali, na tyle głośno, by usłyszał go każdy gość i każda kamera. Wszystkie głowy zwróciły się w ich stronę. Nara w swojej perłowobiałej sukni, z księżycowym diamentem lśniącym na nadgarstku – wyglądała olśniewająco. Ale gdy oskarżenie Shayi zawisło w powietrzu, atmosfera natychmiast uległa zmianie. – Taka piękna… i złodziejka? – Nigdy nic nie wiadomo. A to, jak lgnęła do pana Kardosa… na pewno nie jest bez skazy. Twarz Nary pobladła, gdy przytłoczył ją ciężar ich osądu. Przygryzła wargę, zmuszając się, by jej głos brzmiał pewnie. – To należy do mnie. Shaya wybuchnęła kpiącym śmiechem. – Do ciebie? Ciebie? Spłukana oszustka może sobie pozwolić na diamenty? Gwałtownie odwróciła się do tłumu, grając pod publiczkę. – Pozwólcie, że powiem wam wszystkim, kim ona naprawdę jest. Ma na imię Nara. Była fałszywą córką, którą nasza rodzina wychowała przez pomyłkę. Wyrzuciliśmy ją pięć lat temu. Nie byłoby jej stać nawet na zapięcie tej bransoletki. Ręce Nary zaczęły drżeć. Wyrzucona? Co za żart. Ona w tamtym domu niemal umarła. Blizny po batach na jej plecach wciąż pulsowały niczym fantomowy ogień. A Kaelen – on o tym wiedział. Sam opatrywał te rany drżącymi palcami, przerażony, że sprawi jej ból. Teraz, gdy na niego spojrzała… Odwrócił wzrok. Nie bronił jej. Nie sprostował słów Shayi. Nie odezwał się. Nie odważył się sprzeciwić Shayi. Wiedziała o tym. Ale to i tak boleśnie raniło. Pięć lat miłości – każdy dotyk, każda szeptana obietnica, każdy poranek spędzony w jego ramionach – teraz wydawały się ostrzami tnącymi jej wnętrze. Zmusiła się do oddechu i wykrztusiła: – Panno Vance, oskarżanie mnie o kradzież tylko z powodu mojej przeszłości… nie uważa pani, że to przesada? Ma pani jakieś dowody? Skąd pani wie, że przez ostatnie pięć lat niczego nie osiągnęłam? Shaya przewróciła oczami. – Ty? Coś osiągnęłaś? – parsknęła. – Chcesz dowodów? Proszę bardzo, dam ci dowód. Odrzuciła włosy i zwróciła się z dumą do zgromadzonych. – Wszyscy wiedzą, że dzisiejsza premiera prezentuje serię Devotion, zaprojektowaną przez tajemniczą Aurę. Otóż… – położyła dłoń na piersi – to ja jestem Aurą. Ta bransoletka to mój projekt. Pan Kardos może to potwierdzić. Przez salę przetoczył się szmer zdumienia. – Co? Panna Vance to Aura? – Panie Kardos, czy to prawda? Aura pracuje wyłącznie dla Kardos Global i nikt nigdy nie widział jej twarzy – czy to naprawdę ona? Reporterzy ruszyli do przodu, błyskały flesze. Nara na nich nie patrzyła. Patrzyła tylko na Kaelena – na mężczyznę, który kiedyś przysięgał, że jest jedyną osobą, której kiedykolwiek zaufa. Musiała usłyszeć, jak to mówi. Kaelen poczuł na sobie jej wzrok. Jego szczęka zacisnęła się boleśnie. Wtedy Shaya chwyciła go za ramię i wymruczała cicho: – Kaelen… Tylko to jedno słowo. Błagalna prośba. Przypomniał sobie, że nie zostało jej wiele życia. I uległ. – Tak – powiedział cicho. – Shaya to Aura. Przez ostatnie pięć lat była główną projektantką Kardos Global. W chwili, gdy te słowa opuściły jego usta, Nara poczuła, jak jej serce pęka na kawałki. Nikt – ani jedna osoba w tej sali – nie wiedział lepiej niż Kaelen, ile krwi przelała za te projekty. A on oddał je Shay i bez wahania. Dobrze. Niech tak będzie. Zacisnęła zęby tak mocno, że poczuła w ustach metaliczny posmak krwi, który tylko podsycił płomienie buzujące w jej piersi. Shaya, upojona zwycięstwem, zwróciła się z wyższością do tłumu. – Słyszeliście go. Ta bransoletka to moje dzieło. Co oznacza, że Nara ją ukradła. Pewnie ukradła też inne projekty. Ochrona! Rozebrać ją i sprawdzić wszystko, co ma przy sobie! Dwóch strażników natychmiast wkroczyło do akcji. Chwycili Narę za ramiona i rzucili ją na zimną posadzkę. Ramiączko jej sukni pękło z głośnym trzaskiem. W sali rozległy się okrzyki przerażenia. Na jej odsłoniętych plecach widniały blizny po batach – głębokie, brutalne i makabryczne. A w tłumie pewien mężczyzna zacisnął dłoń na kieliszku tak mocno, że szkło rozprysło się w jego dłoni. Krew kapała z dłoni na odłamki, zbierając się u jego stóp, a jego oczy płonęły morderczą furią, która mogłaby zrównać z ziemią całe królestwa. Ktoś właśnie wypowiedział wojnę. I jeszcze nawet o tym nie wiedział.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 To jest moje – Z popiołów: Zawłaszczona przez mafijnego Dona | Czytaj powieści online na beletrystyka