Zatrzymując się kilka metrów od domu, Julian oniemiał na widok kogoś siedzącego na jednym z krzeseł na jego werandzie. To był pierwszy raz, odkąd kupił ten dom, by zastał w nim gościa. Prawie nigdy nikogo nie przyjmował, z wyjątkiem Camilli, gdy ta akurat miała ochotę zakłócić jego spokojny weekend.
Julian przeklął w duchu system oświetlenia werandy, który nie został jeszcze zmodernizowany tak, by
















