Trzy lata temu~
Doktor Sterling odetchnął z ulgą, gdy zadanie zszycia klatki piersiowej pacjenta dobiegło końca i mógł odłożyć nożyczki chirurgiczne na tacy. Wyszedł z sali operacyjnej, przekazując obowiązki uprzątnięcia lekarzowi rezydentowi i pielęgniarkom. Był niewiarygodnie zmęczony po dwóch dniach niemal bez snu. Potrzebował herbaty z rumianku i wygodnej sofy w swoim gabinecie, by ukoić stargane nerwy.
— Proszę, zdejmij ze mnie to wszystko, Nancy. Strasznie tu gorąco.
Pielęgniarka zachichotała cicho. Kobieta w średnim wieku zręcznie pomogła doktorowi Sterlingowi zdjąć fartuch operacyjny i wszystkie atrybuty, od stóp do głów, pozostawiając go w formalnym, jasnoniebieskim garniturze, który opinał jego umięśnione ciało.
— Dzięki. Jestem wykończony i chcę natychmiast iść do domu.
— Przepraszam, ale myślę, że ktoś czeka na pana w gabinecie.
— Kto? Z tego co wiem, nie umawiałem się z nikim na to popołudnie.
Doktor Sterling poluzował krawat, który wydawał mu się zaciskać na szyi.
— Przyszedł około pół godziny temu i upierał się, by na pana zaczekać, mimo że mówiłam mu, iż operuje pan pacjenta.
— Czy to jeden z moich pacjentów?
— Pan Kensington. I jest bardzo upartym pacjentem.
Doktor Sterling wyszedł z bloku operacyjnego z marsową miną. Zastanawiał się, po co Charles Kensington przyszedł do niego do szpitala. Początkowo sądził, że chodzi o stan pooperacyjny, ale gdy zobaczył dziarską postać Charlesa Kensingtona siedzącego prosto w jednym z jego krzeseł, zaczął wierzyć, że ta wizyta nie ma nic wspólnego ze zdrowiem.
— Co mogę dla pana zrobić, panie Kensington?
Charles Kensington wstał z miejsca. Biła od niego aura szczęścia. Jego postać, która jeszcze tydzień temu wydawała się wątła, w jednej chwili zmieniła się w krzepkiego staruszka.
— Jutro rano, w Urzędzie Stanu Cywilnego, poślubisz moją wnuczkę.
— Co? Mówiłem już panu, że ja—
— Pokochasz ją. To słodka i piękna dziewczyna. Powierzam ci moją wnuczkę z pełnym zaufaniem. Nie zawiedź mnie, Julianie — Charles lekko poklepał Juliana po ramieniu.
Julian odetchnął powoli. — Czy ona się zgodziła?
— Na pewno się zgodzi. Spotkasz ją jutro rano. Dopilnuję, by przyszła do urzędu, by cię poślubić.
Julian wiedział, że postępuje szaleńczo, bo skinął głową i zgodził się na prośbę pacjenta, by poślubić kobietę, której nigdy nie widział. Ale było już za późno, by się wycofać. Naprawdę musiał jutro rano poślubić tę kobietę i zaakceptować swój los.
— Dobrze. Poślubię ją jutro rano.
-00-
Serena pospiesznie wysiadła z taksówki z telefonem przy uchu. Poprosiła kierowcę, by na nią zaczekał, podczas gdy sama wbiegła pędem do Urzędu Stanu Cywilnego.
— Serena, gdzie ty jesteś? Musimy natychmiast iść do bramki. Wchodzimy na pokład za niecałą godzinę.
— Wiem, ale mam ważne rzeczy do załatwienia. Możesz zostawić mój bilet i paszport przy stanowisku odprawy. Spotkamy się przy bramce.
— Gdzie ty teraz jesteś? Nie igraj z karierą. Jesteś o krok od Apex Gala w Mediolanie. Zamierzasz tak po prostu zniszczyć marzenie swojego życia?
— Zamknij się, Thorne. Nie potrzebuję dzisiaj twoich kazań. Mam niezły bałagan, okej? Nie potrzebuję kolejnego.
— Powiedz mi, gdzie teraz jesteś?
— Powiem ci później. Teraz naprawdę nie mam na to czasu. Pa.
Serena prawie potknęła się na ostatnich schodach przed urzędem, gdy chowała telefon do czarnej torebki. Weszła pośpiesznie do lobby i skierowała się do jedynej recepcjonistki po prawej stronie.
— Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
— Tak — wydyszała Serena. Zdjęła okulary przeciwsłoneczne i położyła torebkę na blacie.
— Wychodzę za mąż... — Jej mózg pracował intensywnie, by przypomnieć sobie nazwisko mężczyzny, którego miała poślubić. Ale zapomniała! Ani jedno nazwisko nie przychodziło jej do głowy, mimo prób przypomnienia go sobie. Zamiast tego przypomniała sobie imię swojego byłego chłopaka, który rzucił ją dwa lata temu.
— Wychodzę za mąż za mojego przyszłego męża. Gdzie jest sala na nasz ślub?
— Dobrze. Nazwisko?
— Serena Kensington. Mój dziadek, Charles Kensington, zarejestrował nas wczoraj na dzisiejszy ślub.
— Dobrze. Sala numer trzy. Proszę iść prosto, potem w prawo. Trzecie drzwi po lewej.
— Dziękuję.
Serena pospiesznie ruszyła w stronę sali ślubów. Naprawdę nie miała pojęcia, co tam zrobi. Do ślubu została jeszcze godzina. Wczoraj myślała, że wszystko będzie dobrze i nie zrujnuje to jej planów wyjazdu do Mediolanu. Ale wczoraj wieczorem dostała nagłe powiadomienie od asystentki, że ich lot został przesunięty na wcześniejszą godzinę. Serena naprawdę nie mogła poświęcić swojego największego marzenia o zostaniu supermodelką, a jednocześnie nie mogła rozczarować dziadka. Jedynym wyjściem było pojawienie się w urzędzie wcześniej i poproszenie urzędnika o rozpoczęcie ceremonii przed czasem.
— Proszę, muszę natychmiast jechać na lotnisko, by zdążyć na lot do Mediolanu.
— Nie może pani zawrzeć małżeństwa bez przyszłego męża, proszę pani.
— Wiem. Ale on jest zajęty. Jest kardiologiem i miał dziś rano ważną operację. Pozwolił mi zacząć bez niego.
Serena wiedziała, że jej kłamstwo brzmi niedorzecznie. Choć nie znała nazwiska mężczyzny, przynajmniej pamiętała jego zawód i mogła stworzyć kłamstwo na podstawie tych skąpych informacji. To była jedyna rzecz, jaką mogła zrobić, by ślub nie został odwołany, ponieważ obiecała dziadkowi, że wyjdzie za mąż właśnie tego dnia za człowieka, którego nazwiska nawet nie znała.
— Proszę, ten ślub jest dla nas bardzo ważny. Co więcej, mój dziadek jest chory. Chce tylko zobaczyć szczęście swojej wnuczki, zanim umrze.
Lekcje aktorstwa, które brała w wieku dziesięciu lat, naprawdę pomogły jej wywołać fałszywe łzy i smutek na twarzy. Urzędnik zaczął mięknąć. Mężczyzna nie mógł znieść widoku jej smutku i podał jej chusteczkę.
— Mój dziadek chciał tylko zobaczyć mój ślub. Dlatego nie mieliśmy czasu na przygotowanie prawdziwego wesela i bierzemy ślub tylko w urzędzie. Proszę, pozwólcie mi podpisać moją część teraz, a mój przyszły mąż zrobi swoją część później, gdy skończy operację.
— Ale przynajmniej pani przyszły mąż musi potwierdzić to ustnie.
— Był na sali operacyjnej i na pewno nie mógł trzymać telefonu.
Serena nerwowo przeszukała torebkę, po czym położyła na stole srebrną wizytówkę.
— Tutaj, moja wizytówka. Może pan do mnie zadzwonić, gdyby był problem. Ale jestem pewna, że problemów nie będzie, bo mój przyszły mąż mi na to pozwolił.
Urzędnik przez kilka sekund wpatrywał się w wizytówkę, po czym skinął głową i zaczął przygotowywać dokumenty małżeńskie.
— Oh, dziękuję bardzo — Serena westchnęła z ulgą.
— Mój przyszły mąż musi wysłać kopię dokumentu mojemu dziadkowi, gdy już go podpisze, jako dowód, że jesteśmy małżeństwem. Mój dziadek naprawdę umiera.
— Przykro mi z powodu stanu dziadka.
Serena skinęła głową i uśmiechnęła się sztywno. W duchu przepraszała dziadka za wciągnięcie go w kłamstwo, które stworzyła. Wiedziała, że to podstępne. Była wręcz zniesmaczona sobą za to, że mówiła o dziadku, jakby miał wkrótce umrzeć.
— Oto dokumenty, które musi pani podpisać. Gdy pani i przyszły mąż—
— Wiem. Podpiszę je teraz. Mam bardzo mało czasu. Mój samolot wkrótce odlatuje.
Serena natychmiast podpisała dokumenty, nie czytając ich treści. Gdyby była z nią Thorne, na pewno zganiłaby ją za nieostrożne podpisywanie ważnych pism. Do tej pory to zawsze Thorne pilnie nadzorowała każde podpisywanie kontraktów na modeling. Thorne była bardzo skrupulatna i wybredna w kwestii umów, które dostawała Serena. Ale znowu — nie było na to czasu. Serena nie sądziła, by dokumenty małżeńskie mogły jej zaszkodzić, poza tym, że małżeństwo mogłoby zostać unieważnione, a ona rozczarowałaby dziadka.
Jej oczy utkwione były tylko w kolumnach z jej nazwiskiem. Jej ręka zwinnie kreśliła atrament na papierze i skończyła wszystko w mniej niż trzydzieści sekund.
— Gotowe. Muszę iść.
— Dziękuję. Pani i pani przyszły mąż zostaniecie zarejestrowani jako mąż i żona w rejestrze cywilnym, gdy tylko on podpisze swoją część.
— Wiem. On zajmie się resztą. Dziękuję za wyrozumiałość, panie urzędniku.
Serena wpadła w panikę, gdy zerknęła na zegarek i zorientowała się, że czas ją goni. Powinna być na lotnisku za piętnaście minut lub mniej. Pobiegła pośpiesznie w swoich dwunastocentymetrowych szpilkach, wywołując zamieszanie w lobby głośnym stukotem obcasów.
Jej telefon zadzwonił ponownie, gdy schodziła po schodach przed urzędem. Serena pospiesznie odebrała połączenie od Thorne, nie zwracając uwagi na to, gdzie stawia kroki.
— Tak, będę za piętnaście minut. Nie martw się, Thorne. Na pewno zobaczysz mnie, zanim wejdziemy do samolotu.
Dugh
Szlag!
Serena zachwiała się do tyłu. Przeklęła w duchu, bo prawie upadła po zderzeniu z kimś, kto szedł z naprzeciwka. Na szczęście mężczyzna był wystarczająco czujny i chwycił ją za łokieć, zanim w kompromitujący sposób wylądowała na kamiennych stopniach.
— Wszystko w porządku?
— Tak, w porządku. Przepraszam, bardzo się śpieszę.
Serena doceniła troskę mężczyzny, który zapytał o jej stan, ale była w pośpiechu. Pognała w stronę czekającej taksówki, nie wdając się w konwersację ze swoim wybawcą, po czym ruszyła w stronę lotniska z pełną prędkością.
















