W poprzednim życiu Rowan oddała wszystko swojemu manipulatorskiemu ojcu i dwulicowej macosze, tylko po to, by w chwili końca świata zostać rzuconą hordzie zombie na pożarcie jako przynęta. Budząc się dokładnie dwa tygodnie przed wybuchem apokalipsy, zdaje sobie sprawę, że otrzymała drugą szansę — oraz potężny „System Absolutnego Lidera”. Zasada systemu jest uroczo prosta: każdy przedmiot, który zdeponuje w swoim wymiarze kieszonkowym, powiększa jej terytorium proporcjonalnie do jego pierwotnej wartości rynkowej. Jej pierwszy krok? Sprzedaje dom swojej zmarłej matki chciwej przybranej rodzinie za bezcen, jednocześnie potajemnie zaciągając gigantyczne, wysoko oprocentowane pożyczki. Następnie ogałaca dom do czysta. Meble, deski podłogowe, żarówki, a nawet toaletę — wszystko to gromadzi w systemie, zostawiając „rodzinę” z pustą betonową skorupą zaledwie kilka dni przed upadkiem społeczeństwa. Uzbrojona w miliony w gotówce i nieskończenie rozszerzającą się przestrzeń w pustce, Rowan wyrusza na gigantyczne łowy. Wykwintne jedzenie, broń klasy wojskowej, generatory i potężne systemy obronne — kupuje wszystko, by zbudować niezdobytą podziemną fortecę. Gdy wirus zombie w końcu opanowuje glob, jej toksyczni krewni przymierają głodem i drżą z zimna w pozbawionym nawet drzwi mieszkaniu. Tymczasem Rowan odpoczywa bezpiecznie za potężnymi stalowymi murami, zajadając się daniami godnymi gwiazdek Michelin w towarzystwie swojego lojalnego, ulepszonego przez system owczarka niemieckiego. W tym życiu nie będzie niczyim podnóżkiem. Ci, którzy wejdą jej w drogę, staną się karmą dla zombie, a ona sama powstanie jako absolutna królowa apokalipsy.

Pierwszy Rozdział

„W ostatnim czasie często dochodzi do wybuchów epidemii grypy. Apelujemy do wszystkich o zachowanie środków ostrożności — ograniczcie wizyty w zatłoczonych miejscach, zrezygnujcie ze zbędnych spotkań i ubierajcie się ciepło...” — Rowan! Czy ty mnie w ogóle słuchasz? — Rowan wyrwała się z transu i wzdrygnęła. Jej wzrok błądził dookoła z niedowierzaniem, jakby scena przed nią była wyjęta ze snu. Znajdowała się w ciasnym salonie o powierzchni około 30 metrów kwadratowych, z przestarzałym wystrojem. Pomieszczenie wypełniali mężczyźni i kobiety w średnim wieku, siedzący na starej kanapie. W samym centrum siedziała staruszka po sześćdziesiątce lub siedemdziesiątce. Jej siwe włosy były w nieładzie, a okrągła twarz nosiła piętno upływających lat. Rzucała w stronę Rowan mordercze spojrzenia, a jej pulchne, obwisłe policzki drżały z widocznej irytacji. Rowan zamarła, chłonąc chaotyczną scenę rozgrywającą się na jej oczach. Czy to nie był dokładnie ten moment, dwa tygodnie przed apokalipsą, kiedy moja tak zwana „kochająca babunia”, „troskliwy ojciec” i „oddana macocha” zapędzili mnie w kozi róg, próbując zmusić mnie siłą do oddania domu? Przecież przed chwilą walczyłam z morzem zombie w Posterunku Tytan. Jak mogłam znowu tu wrócić? — Rowan! Odkąd zmarła twoja matka, macocha traktowała cię jak własną krew. Wszyscy chwalą jej dobroć! A teraz twój brat się żeni i potrzebuje twojego domu — o co tyle hałasu? Przestań być taką sknerą! Jesteś tylko niewdzięcznym, bezczelnym bachorem! — wypluła stara kobieta. — Mamo, Rowan nie jest niewdzięczna — wtrąciła siedząca obok niej otyła kobieta, odgrywając przesadną scenę dyplomacji. — Ona zrozumie i doceni wszystko, co dla niej zrobiliśmy. Staruszka prychnęła pogardliwie. — Dość tego! Wynoś się już z tego domu! Twój brat mówi, że był wynajmowany zbyt długo i meble się rozpadają. Jak on ma się żenić w takim miejscu? Pokryjesz też koszty nowych mebli — w końcu to twój starszy brat! Czyż pomaganie w weselu nie jest twoim obowiązkiem jako siostry? Stojąc pośród tłumu, Rowan nagle wybuchnęła śmiechem, a jej głos brzmiał ostro i gorzko. Chcieli mojego domu — a na dodatek oczekiwali, że zapłacę za nowiutkie meble? Czysty absurd tej sytuacji był niemal niewiarygodny. Jednak jeszcze bardziej śmieszne było wspomnienie, które przemknęło jej przez myśl — bo w poprzednim życiu naprawdę uległa temu szaleństwu! Wtedy jej matka zginęła w wypadku samochodowym, gdy Rowan miała zaledwie czternaście lat. Niedługo potem ojciec ożenił się ponownie, wprowadzając do rodziny pasierba. Jej macocha, Brenda Vance, do perfekcji opanowała sztukę pozorów, traktując ją z fasadową troską i uwagą, która wydawała się niemal nieskazitelna. W tamtym czasie Rowan znajdowała się w fazie nastoletniego buntu, rzucając się na wszystkich niczym zapędzone w róg zwierzę. Jednak pod tą kolczastą skorupą łaknęła ciepła i więzi rodzinnych, nawet jeśli nie chciała się do tego przyznać. Brenda genialnie odegrała swoją rolę. Jej łagodne usposobienie i udawane zrozumienie całkowicie rozbroiły Rowan. Udawała, że wspiera ją bezwarunkowo, nigdy nie karciła jej za zachowanie — i to zadziałało. Rowan dała się nabrać. Przez pewien czas szczerze wierzyła, że Brendzie na niej zależy, a nawet widziała w niej postać matczyną. Dawała im wszystko, czego chcieli, bez pytań, myśląc, że w ten sposób zasłuży na miłość. Nawet dom, który zostawiła jej zmarła matka — jedyna rzecz łącząca ją z przeszłością — oddała niemal bez namysłu. Jednak gdy uderzyła apokalipsa, ich prawdziwe oblicza wyszły na jaw. Raz po raz odrzucali ją bez wahania. A kiedy pojawiła się szansa na wejście do pojazdu ratunkowego, nie wahali się wypchnąć jej z drogi, używając jej jako stopnia do własnego przetrwania. Wtedy Rowan w końcu pojęła znaczenie fałszywych uczuć. Więc to właśnie nazywali rodziną? Od samego początku była dla nich tylko narzędziem — kawałkiem mięsa na stole, źródłem utrzymania, które należy wyssać do sucha. Gdy tylko przestała być użyteczna, porzucili ją bez mrugnięcia okiem. Nikt z nich nigdy nie widział we mnie rodziny. Nie w żaden istotny sposób! Płonęła żalem, czując pokusę, by cofnąć się w czasie i spoliczkować tamtą naiwną, głupią wersję siebie — jej zaufanie i miłość zostały zmarnowane na ludzi, których to nigdy nie obchodziło! Z głośnym hukiem zmiotła kilka toreb tanich owoców ze starego stolika kawowego prosto do kosza na śmieci i stanęła twardo przed nimi. — Co ty wyprawiasz, Rowan? Te jabłka były importowane, specjalnie wybrane przez moją mamę, bo wie, że je uwielbiasz. Jak mogłaś je tak wyrzucić? — Młody mężczyzna, który wcześniej był pochłonięty telefonem na małej kanapie, natychmiast go odłożył i rzucił jej wściekłe spojrzenie. Zakpiła. „Uwielbiam jabłka?”. To była dla niej nowość. Bez cienia ciepła utknęła wzrok w swoim tak zwanym bracie. — I ty myślisz, że masz jakiekolwiek prawo rozmawiać ze mną o domu? — Jej oczy, zimne i pełne jadu, spotkały się z jego wzrokiem i z jakiegoś powodu Killian poczuł dreszcz przebiegający po plecach. Nie potrafił zmusić się do odwzajemnienia spojrzenia. Te oczy nie były tylko zimne — to były oczy kogoś, kto walczył zębami i pazurami o przetrwanie w apokalipsie, kto został zdradzony i musiał walczyć o życie przez dziesięć długich lat. To były oczy niosące ciężar morderczej determinacji! Killian natychmiast się wycofał, a jego brawura legła w gruzach. W tym momencie Brenda, macocha, szybko wkroczyła, by załagodzić sytuację. — Rowan, co się z tobą dzieje? Źle się czujesz? Możemy przyjść innym razem. Wiem, że jesteś zdenerwowana, ale pamiętaj, Killian to twój brat, a nie ktoś obcy! Rodzina jego żony domaga się mieszkania w centrum miasta, a w dzisiejszych czasach nawet z pieniędzmi prawie niemożliwe jest tam coś kupić — trzeba brać udział w losowaniu! — Z dramatycznym westchnieniem dodała: — Proszę cię jako matka. Pomóż swojemu jedynemu bratu. Kiedy ty będziesz wychodzić za mąż, też znajdziemy sposób, żeby załatwić ci dom! Zajmiemy się tym dla ciebie... — Zajmiecie się tym?! — Zanim Rowan zdążyła odpowiedzieć, jej ojciec, który do tej pory milczał, odezwał się grzmiącym głosem. Jego spojrzenie przepełnione było gniewem. — Czy ty naprawdę wierzysz, że ten dom jest twój? Po co młodej dziewczynie taki dom? On jest przeznaczony dla twojego brata! Kiedy wyjdziesz za mąż, to twój mąż kupi ci lokum. Dlaczego w ogóle kłócisz się o to z bratem? Słysząc jego słowa, Rowan nie czuła już złości, a jedynie chłodną obojętność. W poprzednim życiu zastanawiała się, dlaczego ojciec traktuje ją tak chłodno, jednocześnie obsypując pasierba uczuciami. Teraz odpowiedź była bolesna i jasna — Killian był jego biologicznym synem, jego prawdziwym dziedzicem! Przed ślubem z jej matką był żonaty z Brendą w swoim rodzinnym mieście, gdzie doczekali się syna. Dla niego Rowan była jedynie niedogodnością. A po wybuchu apokalipsy jego prawdziwa natura stała się jeszcze bardziej odrażająca! Rowan uniosła dwa palce z lodowatym wyrazem twarzy. — Dwa miliony. W pokoju zapadła cisza, wszyscy byli zaskoczeni i zdezorientowani. — Rowan, o czym ty mówisz? Odpowiedziała chłodno: — Ten dom był własnością mojej matki przed ślubem, a później został prawnie przekazany mnie. Akt własności jest na moje nazwisko. Jeśli go chcecie, musicie zapłacić. Oferuję nawet zniżkę — dwa miliony. Byli w szoku. — Sprzedajesz nam dom? Mówisz poważnie? Nie mamy takich pieniędzy! Bez chwili wahania uniosła nadgarstek, pokazując cyfrowy zegarek. — Macie pięć sekund na decyzję. Jeśli odmówicie, znajdę innego kupca. Pięć. — Rowan, jesteśmy twoimi starszymi! Jak możesz rozmawiać z nami o pieniądzach? — warknęła babka, wściekła. — Cztery — rozległ się nieugięty głos Rowan. — Ty niewdzięczny bachorze! Dam ci nauczkę! — Rowan spojrzała chłodno na staruszkę, po czym kontynuowała odliczanie. — Trzy, dwa... Ojciec podskoczył, a jego furia wykipiała, gdy próbował ją uderzyć. — Jak śmiesz! — Jednym szybkim ruchem Rowan wyprowadziła kopnięcie, posyłając jego krzesło w powietrze i patrząc, jak on sam zwala się na podłogę w bezładną masę. Jej spojrzenie pozostało lodowate, gdy wypowiedziała ostatnie słowo: — Jeden. — Rowan, postradałaś zmysły! Jak śmiesz podnosić rękę na ojca! — Niewzruszona ich oburzeniem, sięgnęła do kieszeni, wyciągnęła telefon i wybrała numer bez chwili namysłu, ignorując chaos. — Panie Angus, wystawiam dom na sprzedaż. Dwa miliony. — Nieruchomość znajdowała się pod zarządem agencji wynajmu, dopóki Rowan nie skończyła osiemnastu lat i nie mogła w końcu przejąć kluczy. To był jedyny powód, dla którego dom przez cały ten czas pozostawał na jej nazwisko. — Chce pan go ode mnie odkupić? — Posłała chytry uśmiech w stronę swojej rodziny. — Dobrze, w takim razie ja... — Dość, zgadzamy się! — Brenda, widząc, że sytuacja wymyka jej się z rąk, pospiesznie krzyknęła. — Rowan, po prostu sprzedaj go nam! — To nie były żarty! Dom był wyceniany na rynku na trzy miliony! Dostać go za jedyne dwa miliony? To prawdziwa okazja! Przy wszystkich ograniczeniach dotyczących nowych mieszkań w mieście — wymogu meldunku i losowaniu — ta nieruchomość była towarem deficytowym! Nawet jeśli sprawy nie toczyły się dokładnie tak, jak planowali, kluczowe było upewnienie się, że nikt inny nie sprzątnie im tej okazji sprzed nosa! Za taką cenę mogliby go łatwo odsprzedać i zgarnąć spory zysk! Musimy dobić targu natychmiast! Wargi Rowan wygięły się lekko, gdy obserwowała panikę Brendy. Niedbałym ruchem palca zakończyła połączenie. Idealnie. Pozwolę im go mieć. Oczywiście, dwa miliony nie były idealną ceną — stracę na tym trochę — ale szybka sprzedaż liczyła się bardziej niż wyciskanie każdego grosza. Czas był luksusem, na który nie mogła sobie pozwolić, a teraz potrzebowała zarówno czasu, jak i gotówki. Jednak prawdziwa korzyść miała nadejść później — gdy tylko kupią dom, zostaną spłukani do zera. Ta transakcja całkowicie ich wydrenuje. Obliczyła wszystko. Cały ich majątek wynosił dwa miliony, nic więcej. A skoro apokalipsa była coraz bliżej — i rząd wyda ostrzeżenia o gromadzeniu zapasów na trzy dni przed uderzeniem — zastanawiała się, jak niby przygotują się na nadchodzącą burzę z pustymi kieszeniami. Niech sami to rozgryzą. Ona już wykonała swój ruch. ... Bip! „Twoje konto zostało zasilone kwotą dwóch milionów”. Trzydzieści minut później Rowan stała przy okienku bankowym, obserwując, jak saldo jej konta odzwierciedla świeżo wpłacone dwa miliony. Brenda i jej świta, choć wyraźnie niezadowoleni, nie mieli wyboru i musieli przekazać pieniądze. Ich niechęć była niemal namacalna, ale mieli związane ręce. Nieustanne telefony od pana Angusa bombardowały telefon Rowan przez cały ten czas. Choć wyraźnie sfrustrowana, Brenda nie odważyła się wyrazić swojej irytacji, przerażona, że Rowan mogłaby się rozmyślić i sfinalizować umowę z innym kupcem. — Wydział Gospodarki Nieruchomościami jest zamknięty z powodu świąt. Gdy tylko go otworzą, pójdę z wami dopełnić formalności związanych z przeniesieniem własności — powiedziała Rowan od niechcenia, z twarzą spokojną, lecz nieprzeniknioną. Lisie oczy Brendy natychmiast zwęziły się w przesłodzonym uśmiechu, a jej ton ociekał fałszywym ciepłem. — Och, nie ma pośpiechu, Rowan! Ufamy ci bezgranicznie! Kiedy tylko będzie ci wygodnie. Damy ci znać, gdy będziemy gotowi sfinalizować wszystko. Jej zachowanie emanowało aurą wspaniałomyślności, ale Rowan przejrzała tę fasadę. To nie było zaufanie — to była czujność. Brenda nie martwiła się o uczciwość Rowan — chciała po prostu powstrzymać swoją przyszłą synową przed wpisaniem się do aktu własności! Na razie, dopóki nieruchomość wciąż figurowała na nazwisko Rowan, Brenda mogła jej używać jako karty przetargowej, opóźniając przeniesienie własności i udając, że wszystko jest pod kontrolą! Uśmiech Rowan stał się ostrzejszy, a w jej oczach zatańczył błysk rozbawienia. Czy mogło być jeszcze lepiej? Właśnie wtedy Killian, nadęty własną ważnością, wykorzystał okazję, by zaznaczyć swoją dominację. — Rowan! Skoro zapłaciliśmy za dom, pakuj manatki i wypad! Nie chcę widzieć ani jednej sztuki twoich śmieci zagracających to miejsce. Nic z tego nie jest warte zatrzymania! Przyprowadzę tu później żonę, żeby urządziła wszystko na nowo i wybrała porządne meble! — Jego ton uległ zmianie, ociekał roszczeniowością, jakby przekazanie pieniędzy uczyniło go królem. — Killianie — wtrąciła Brenda, udając troskę — nie bądź taki okrutny dla siostry. Będzie potrzebowała trochę czasu, żeby się ogarnąć. Wiesz, jaka ona jest pomocna — może nawet dorzuci ci coś ekstra za przechowanie rzeczy i pomoże wymienić meble. Jako jej starszy brat powinieneś wykazać się zrozumieniem. Warknął, a jego twarz wykrzywiła się w pogardzie. — Mamo, przestań jej nadskakiwać! Ta chciwa pijawka nie zasługuje na krztę dobroci! Ma się wynosić natychmiast! I ten brudny kundel, którego trzyma w pokoju? Dopilnuj, żeby zabrała go ze sobą. Jeśli wciąż tu będzie, kiedy wrócę, sam przerobię go na gulasz! Brudny kundel... Obelga uderzyła w Rowan jak grom z jasnego nieba. Jej umysł zamarł na ułamek sekundy, zanim dotarła do niej pewna myśl. Oddech jej zamarł. Czy to możliwe? Czy mój Cinder wciąż żyje? Porzucając wszelkie pozory układności z tymi podłymi ludźmi, odwróciła się na pięcie i pobiegła w stronę swojego domu, czując puls dudniący w uszach. Otwierając gwałtownie drzwi do sypialni, znieruchomiała. Tam, przechadzając się cicho w ciasnej przestrzeni, był smukły owczarek niemiecki. Gdy ją zobaczył, wskoczył jej w ramiona z niepohamowaną radością. Hau! Hau! — Cinder! — Łzy napłynęły jej do oczu, gdy padła na kolana i mocno przytuliła psa, a jej głos załamał się ze wzruszenia. Jej Cinder żył! To nie był zwykły pies — był jej najcenniejszym towarzyszem. Emerytowany pies wojskowy, Cinder był prezentem urodzinowym od jej matki, gdy Rowan miała dziesięć lat. Inteligentny, lojalny i głęboko zestrojony z jej emocjami, pies stał się jej opoką po przedwczesnej śmierci matki, trwając przy niej w każdej burzy. A teraz, wbrew wszystkiemu, wciąż tu był — jej wierny obrońca w świecie, który oszalał. Rodzina jej macochy zawsze żywiła niechęć do Cindera. Wielokrotnie próbowali porzucić psa, ale nieważne jak daleko go wywieźli, Cinder zawsze znajdował drogę do domu. W końcu próbowali go całkowicie oddać. Rowan jednak nie ustąpiła. Walczyła zaciekle o swojego lojalnego towarzysza, nawet kosztem pogorszenia i tak już napiętych relacji. Ostatecznie Brenda, dbając o swój wizerunek macochy, z niechęcią pozwoliła Cinderowi zostać. Ale życie psa ograniczało się do pokoju Rowan — był więźniem we własnym domu. Dopiero gdy przeprowadziła się do domu zostawionego przez matkę, Cinder zaznał odrobiny wolności. Jednak ta wolność trwała krótko. Za każdym razem, gdy pojawiał się Killian z rodziną, Cinder był natychmiast zamykany, ukrywany przed ich okrutnymi oczami. W poprzednim życiu wspomnienie tego, co stało się z Cinderem, prześladowało ją. Niedługo po rozpoczęciu apokalipsy, gdy zasoby zaczęły się kurczyć, a wiek Cindera dawał o sobie znać, rodzina Killiana wykorzystała okazję, by dokonać niewyobrażalnego czynu. Gdy Rowan wyszła szukać jedzenia, zabili i zjedli psa! Poczucie winy, że nie zdołała ochronić swojego najwierniejszego towarzysza, stało się ciężarem, który niosła każdego dnia. To była rana, która nigdy się nie zagoiła — przypomnienie o zdradzie, której nigdy nie mogła wybaczyć. — Cinder. Hau hau! Cinder delikatnie potrącił nosem dłoń Rowan, machając miękko ogonem. — Nie martw się, Cinder. Obiecuję ci, że w tym życiu nikt cię już nigdy nie skrzywdzi! Hau hau hau! Cinder szczeknął, jakby rozumiał każde słowo. Gdy upewniła się, że Cinder czuje się komfortowo, zabrała się za pakowanie. Dom był wynajmowany przez lata, a jego stan pogarszał się z czasem. Mimo to meble — każda sztuka starannie wybrana przez jej matkę — wciąż tam były. Zostały kupione za wysoką cenę, a za życia jej matki to był ich prawdziwy dom. Choć teraz te rzeczy miały niewielką wartość praktyczną, stanowiły skarbnicę wspomnień. Stojąc tam, przygotowując się do odejścia, poczuła głęboką falę nostalgii. Myśl o rozstaniu z tym miejscem napełniła ją cichym smutkiem. W tym momencie w jej umyśle odezwał się głos: „Ding! System Najwyższego Lidera aktywowany! Za każdy przedmiot o wartości powyżej tysiąca, który zabierzesz w ciągu najbliższej godziny, otrzymasz nagrodę w postaci 100 stóp sześciennych Przestrzeni Próżniowej!” Rowan zamarła z niedowierzaniem. Ten moment nadszedł — moja umiejętność! „Odliczanie — pozostało 59 minut i 59 sekund!”. Z zachwytem patrzyła, jak słowa układają się w jej głowie. Pod wpływem impulsu chwyciła telefon ze stołu, by go przetestować. „Ding! Wykryto telefon, wartość 4999! Nagroda! 400 stóp sześciennych!”. W jednej chwili ujrzała w umyśle rozległą, pustą przestrzeń o wielkości dokładnie 400 stóp sześciennych. Telefon w jej dłoni zniknął, pojawiając się wewnątrz tej właśnie przestrzeni. To się dzieje. Przestrzeń Próżniowa... jest prawdziwa!

Odkryj więcej niesamowitych treści