Białe larwy wiły się w ścierwie, a z gnilizny sączyła się ropa, roznosząc lepki, cuchnący śluz na wszystko dookoła.
Najgorsze były małe zwierzęta wciąż pokryte futrem. Ich skóry rozkładały się znacznie wolniej niż ciała, pozostawiając kępy spleśniałych, owłosionych szczątków, które wyrastały z ziemi niczym grzybiasty mech. To nie przypominało już rzeźni — to wyglądało jak piekło.
Jeden rzut oka wy
















