Po wyjściu z willi rodziny Seetów, Nicole wstąpiła do cukierni i kupiła trochę jogurtu oraz tort czekoladowy, po czym ruszyła z powrotem do Parkland Garden.
Dzieci odetchnęły z ulgą, widząc, że ich mama wróciła cała i zdrowa.
– Rozpoznali cię, mamo?
– Nie!
– A nie mówiłam, że mam niesamowite zdolności do makijażu. Jestem w tym tak dobra, że nie było mowy, żeby cię nakryli.
Nina z dumą uniosła wzrok.
Nicole pogłaskała dziewczynkę po głowie i pokazała jej kciuk w górę. – Jesteś najlepsza, Nino!
– Czy to dla mnie, mamo? – Maya wpatrywała się w pudełko z deserami w dłoni Nicole, a jej oczy błyszczały z ekscytacji.
– Zgadza się. To twoje ulubione, Mayo.
– Dziękuję, mamo!
Maya z radością wzięła pudełko, postawiła je na stole i otworzyła.
– Ty byś tylko jadła!
– Tak, bo uwielbiam jeść! – Maya przewróciła oczami na Ninę. – A ty byś tylko całymi dniami bawiła się makijażem.
– B-bo uwielbiam być ładna! I zawsze będę, a ty za to skończysz, wyglądając jak świnia!
– Ty...
– Dobrze, Nino! Chodź tutaj i pomóż mamie zmyć makijaż.
Widząc, że dwie dziewczynki zaczynają się sprzeczać, Nicole pospiesznie zaciągnęła wściekłą Ninę do łazienki.
Juan zmarszczył brwi i westchnął. Zawsze mówiono, że troje to już tłum, ale w ich domu już sama obecność tych dwóch dziewczynek oznaczała aż nadto kłopotów.
Ech...
...
Tymczasem w Hillside Villa.
Spojrzenie Evana pociemniało, gdy wpatrywał się w lokalizację wyświetlaną na telefonie.
– To dokładna lokalizacja hakera, który zniszczył system firmy, panie Seet. Mieszkanie 108, blok 4, Parkland Garden.
Gdy tylko padły słowa Johna, do środka wszedł ochroniarz, który śledził Nicole.
– Osoba, którą kazał nam pan śledzić, weszła do Parkland Garden, panie Seet. Mówiąc dokładnie, to mieszkanie 108, blok 4.
Dokładnie ten sam adres?
Twarz Evana natychmiast posępniała, gdy zacisnął pięści.
Haker, który zniszczył system firmy, i ta cała „doktor Tussaud”...
Evan emanował tak mroźną aurą, że w pomieszczeniu natychmiast zrobiło się zimno.
Z kolei John i ochroniarz wymienili spojrzenia. Wiedząc, że Evan jest na krawędzi wybuchu, instynktownie wstrzymali oddech, obawiając się, że szef wyładuje na nich swój gniew.
Nagle Evan wstał. – Ruszamy do Parkland Garden!
– Tak jest!
Obaj szybko ruszyli za nim.
Dwadzieścia minut później czarny maybach wjechał z dużą prędkością na teren Parkland Garden.
Z głośnym piskiem opon samochód zatrzymał się tuż przed jednym z bloków.
Następnie wysiadł z niego wysoki i chłodny z wyglądu Evan.
Zamaszystym krokiem ruszył w stronę wskazanego miejsca. Każdy jego krok mógł sprawić, że ktoś spiąłby się ze strachu.
Jednocześnie John i ochroniarze ruszyli tuż za swoim szefem. Doskonale zdawali sobie sprawę, że ktokolwiek tu mieszkał, wkrótce będzie miał ogromne kłopoty.
Wkrótce potem dotarli przed mieszkanie 108 w bloku 4.
Evan zerknął na Johna, co sprawiło, że ten natychmiast zaczął walić w drzwi.
Łup! Łup! Łup!
Natarczywe pukanie po drugiej stronie drzwi zaskoczyło Nicole, przyprawiając ją o nerwy.
– Kto tam?
Jednak nikt jej nie odpowiedział, a głośne walenie trwało dalej.
Mój Boże. Dlaczego mam wrażenie, jakby do moich drzwi dobijał się lichwiarz?
Wróciłam dopiero kilka dni temu i nikomu nie jestem dłużna pieniędzy.
Wyraźnie niezadowolona z nagłego zamieszania, Nicole gwałtownie otworzyła drzwi i nie mogła powstrzymać się od zrzędzenia: – Co u licha? Czy wy jesteście...
Natychmiast dostrzegła zimną, groźną twarz Evana.
W głowie Nicole zapadła ciemność, jakby właśnie poraził ją piorun.
– A więc to naprawdę ty, kobieto!
















