Luna zgromiła Andriusa wzrokiem. Powiedziała zirytowanym tonem: „Andrius, jesteś tylko nikim z prowincji. Czy możesz przestać pleść bzdury?”.
Andrius przez chwilę miał pustkę w głowie, zanim odparł bezradnie: „Mówię prawdę”.
„Heh!” prychnęła Luna, po czym udała się na górę.
Po tym, jak wcześniej była świadkiem tchórzostwa Andriusa, zniknęła resztka sympatii, jaką jeszcze do niego żywiła. Z jej perspektywy zamienienie z nim choćby słowa było stratą czasu.
Po południu Luna, zamiast iść do biura, zaprosiła na spotkanie Halle.
Halle miała rozległe znajomości w wielu różnych branżach, więc Luna postanowiła poprosić ją o pomoc.
Andrius również wyszedł. Udał się do Posiadłości Crestfallów, by odszukać Seniora Crestfalla i poprosić go o Pamiątkowy Medal Rewolucji.
Senior Crestfall był weteranem, posiadał więc medal symbolizujący rewolucję, o którą walczył. Medal ten miał być kluczem, który pomoże Crestfallom zdobyć projekt Instytutu Valiant!
Po otrzymaniu medalu od Seniora Crestfalla, Andrius opuścił Posiadłość Crestfallów. Następnie zadzwonił do Marcusa, burmistrza, i poprosił go o spotkanie.
„Marcus, możesz teraz rozmawiać?”.
„Wilczy Królu, dla ciebie wszystko”.
„Spotkaj się ze mną w klinice doktora Artemisa za trzy godziny”.
„Tak jest”.
Andrius odłożył słuchawkę i zatrzymał taksówkę, którą pojechał do kliniki doktora Artemisa.
Lyra pracowała w recepcji, gdy dostrzegła Andriusa w wejściu. Zeskoczyła z krzesła i ruszyła w jego stronę.
„Panie Doktorze!” przywitała się uroczo.
Andrius nigdzie nie widział doktora Artemisa. Zapytał: „Panno Artemis, gdzie jest pani dziadek?”.
„Mój dziadek jest w Obozie Rekonwalescencyjnym. Dlaczego pan go szuka? Jeśli potrzebuje pan pomocy, może pan powiedzieć także mnie! Lyra jest do pańskich usług!”.
„Potrzebuję pewnych medykamentów, by coś przygotować”.
Następnie Andrius wymienił kilka fachowych nazw lekarstw.
„W porządku. Zostaw to mnie!”.
Lyra poszła przynieść leki, podczas gdy Andrius przygotowywał się do ich przetworzenia.
Trzy godziny później Andrius wytworzył kilka kapsułek. Były one czarne i wydzielały dziwny zapach.
Lyra powąchała je i zapytała: „Panie Doktorze, na co są te kapsułki?”.
„To suplement, przeznaczony specjalnie do leczenia ran postrzałowych i po wybuchach”. Andrius wziął jedną do ręki i uśmiechnął się do swojego dzieła.
„Panie Doktorze, jest pan ranny?” zapytała nerwowo Lyra.
„Nie ja. Mój podwładny został kiedyś postrzelony i odniósł ciężkie rany. To dla niego”.
„Panie Doktorze, był pan żołnierzem?”.
„Jestem”.
„W takim razie pański podwładny...”. Lyra spojrzała na Andriusa z ciekawością swoimi wielkimi oczami.
Andrius dobiegał co najwyżej trzydziestki, ale sądząc po jego tonie, zdawał się zajmować wysokie stanowisko w wojsku.
Następnie rozległy się zbliżające kroki, po których nastąpiło pukanie do drzwi. Lyra odwróciła się i zamarła w zdumieniu, gdy ujrzała osobę stojącą w progu.
Był to Marcus, burmistrz Sumerii!
Marcus uśmiechnął się. „Zgadza się, jestem jego podwładnym”.
Jego słowa zabrzmiały jak uderzenie pioruna, rażąc uszy Lyry szokiem. Burmistrz Sumerii, najpotężniejsza osoba w mieście, podwładnym Andriusa?
Lyra spojrzała na Andriusa z niedowierzaniem. Była zaintrygowana.
Jakie niezwykłe życie wiódł ten młody Pan Doktor?
Widząc oszołomioną Lyrę, Andrius rzekł: „Panno Artemis, może przyniesie pani burmistrzowi trochę herbaty?”.
„Ach! Tak, przepraszam! Proszę chwilę poczekać, burmistrzu Freely, pójdę zaparzyć panu herbatę!”.
Gdy Lyra wyszła, Marcus wszedł do pokoju i zapytał z szacunkiem: „Wilczy Królu, w czym mogę ci pomóc?”.
„Widzę, że twoje dawne rany jeszcze się nie zagoiły, więc przygotowałem dla ciebie lekarstwo”.
„Dziękuję, Wilczy Królu”. Marcus z ekscytacją wziął lek oburącz. Umiejętności medyczne Wilczego Króla nie miały sobie równych. Dzięki kapsułkom przygotowanym przez Wilczego Króla rany, przez które cierpiał od lat, miały wkrótce zostać uleczone.
Przekazawszy Marcusowi kapsułki, Andrius zmienił temat i zapytał: „Marcus, słyszałem, że od jakiegoś czasu toczy się sprawa projektu Instytutu Valiant”.
„Owszem, to prawda”.
Po krótkiej przerwie Marcus kontynuował: „O projekt ubiegają się Crestfallowie i Stormbrewowie, a wy wciąż nie zdecydowaliście, kto jest do niego najlepszym kandydatem”.
„Marcus, mam dla ciebie prezent. Jest od rodziny Crestfallów”.
Andrius wręczył Marcusowi Pamiątkowy Medal Rewolucji. „Ten medal należy do Seniora Crestfalla. Był ongiś znakomitym żołnierzem”.
Spojrzawszy na spoczywający w jego dłoni medal, Marcus natychmiast pojął, o co chodzi w tym spotkaniu. „Tak jest. Rozumiem. Powiem moim ludziom, by powierzyli projekt Instytutu Valiant Crestfallom”.
Andrius mruknął w odpowiedzi. Następnie dodał: „Jest jeszcze jedna rzecz. Słyszałem, że jutro wieczorem wydajesz przyjęcie urodzinowe. Crestfallowie chcieliby w nim uczestniczyć. Czy mógłbyś poczynić odpowiednie przygotowania?”.
„Żaden problem! Powiem strażnikom, żeby wpuścili ich bez zaproszenia”.
Po chwili namysłu Marcus ostrożnie zapytał: „Wilczy Królu, wiem, że jesteś zajęty, ale jeśli to możliwe, proszę, zaszczyć to wydarzenie swoją obecnością”.
„W takim razie przyślij jutro po mnie samochód” – odrzekł Andrius.
Jako że i tak właściwie nie miał nic do roboty, udział w przyjęciu w niczym mu nie przeszkadzał.
Marcus był w siódmym niebie. Gścić Wilczego Króla na swoim przyjęciu urodzinowym było dla niego zaszczytem, a jednocześnie osiągnięciem, którym mógłby się chwalić przed znajomymi do końca życia.
Wypiwszy herbatę przyniesioną przez Lyrę, Andrius wyszedł razem z Marcusem.
Marcus z szacunkiem zaprosił go do samochodu, co zszokowało wielu przechodniów. Burmistrz miasta zapraszał do swojego auta młodego człowieka z taką rewerencją! Zastanawiali się, kim u licha był ów młodzieniec.
Halle również widziała tę scenę, gdy po spotkaniu z Luną przechodziła obok kliniki.
„J-jak to możliwe? Czy on nie jest jakimś nikim, dorastającym w górach? Dlaczego burmistrz Freely miałby traktować go z takim szacunkiem?”. Halle była głęboko wstrząśnięta. Wpatrywała się z niedowierzaniem w samochód Marcusa, dopóki ten nie zniknął jej z oczu.
Dopiero po dłuższej chwili odzyskała panowanie nad sobą.
Weszła do kliniki doktora Artemisa i zapytała głośno: „Witam, kim był przed chwilą ten mężczyzna?”.
Lyra, która właśnie wróciła na stanowisko recepcjonistki, usłyszała dobiegające od wejścia pytanie. Spojrzała na Halle, zmierzyła ją wzrokiem z góry na dół i odpowiedziała: „Ma pani na myśli Pana Doktora? Jest żołnierzem, a burmistrz Freely był kiedyś jego podwładnym”.
„B-był jego podwładnym?”.
Halle zachwiała się i omal nie straciła równowagi. Myślała, że Luna prześwietliła przeszłość Andriusa i ustaliła, że to tylko biedak z prowincji.
Jak to możliwe, że nagle okazał się przełożonym burmistrza Freely'ego?
Nie. To było niemożliwe.
Halle odmawiała przyjęcia tego faktu do wiadomości. Drżącymi dłońmi wyciągnęła telefon i wykręciła numer Luny.
















