Paralizator Luny odesłał Andriusa z powrotem na parter.
Spoglądając na swój biustonosz leżący na podłodze i wyobrażając sobie zboczone spojrzenie Andriusa, Luna natychmiast poczuła obrzydzenie. Podniosła stanik i wyrzuciła go do kosza na śmieci, po czym wróciła do swojego pokoju, zatrzaskując i zamykając drzwi na klucz.
Przewracając się z boku na bok, Luna nie mogła zmrużyć oka przez całą noc.
Andrius z kolei spał jak kamień.
Gdy rano wyszedł ze swojego pokoju, zobaczył mężczyznę siedzącego w salonie.
To był ojciec Luny, Harry!
Luna stała obok niego, wyglądając na całkowicie obojętną. Chłód, jaki z siebie emanowała, mógłby zniechęcić każdego.
Zaledwie Andrius wyszedł z pokoju, Harry ryknął: „Chodź no tu!”
Andrius podszedł i usiadł naprzeciwko mężczyzny.
Brzdęk!
Harry uderzył pięścią w stojący przed nim stolik do herbaty i warknął: „Ty mały gnojku, jak śmiesz!”
„Wuju Harry, posłuchaj mnie. To, co wydarzyło się zeszłej nocy, to nieporozumienie…”
Zanim Andrius zdążył dokończyć, Luna mu przerwała: „Widziałam to na własne oczy! Co jeszcze masz na swoją obronę?!”
Trzask!
Harry ponownie uderzył w stolik. „Moja córka to nie jest ktoś, na kogo biedak wychowany w górach może podnieść rękę! Jest księżniczką spoza twojej ligi! Zapamiętaj to sobie! Zeszła noc była pierwszym i ostatnim razem! Jeśli jeszcze raz przekroczysz granicę, zniszczę cię!”
Kolejna zuchwała groźba rzucona prosto w twarz Andriusa!
Harry otworzył swoją teczkę i wyciągnął plik dokumentów, rzucając je na stolik. „Ty i Luna tylko udajecie! Te 5% udziałów w firmie do ciebie nie należy! Podpisz się tutaj!”
Andrius zupełnie się tym nie przejął. Nie byłby zainteresowany, nawet gdyby oddano mu całą Korporację New Moon, a co dopiero marne 5% udziałów. Przecież był tu tylko po to, by spłacić dług wdzięczności.
Z tą myślą złożył podpis na dokumentach.
Harry zabrał podpisane papiery i zebrał się do wyjścia. „Luno, wracam do biura, żeby uregulować kwestię udziałów. Uważaj, gdy jesteś z tym gnojkiem. Za kilka dni załatwię ci kobietę-ochroniarza”.
Celowo podniósł głos, przekazując córce te przestrogi, jakby chciał, żeby Andrius wszystko dokładnie usłyszał.
„Rozumiem, tato”.
Widząc, jak samochód Harry'ego znika jej z oczu, Luna wróciła do salonu. Jej delikatną twarz wykrzywiło obrzydzenie, gdy zobaczyła Andriusa siedzącego na kanapie. Przeszła szybkim krokiem na piętro i wróciła do swojego pokoju.
Zadzwoniła na wideo do swojej przyjaciółki, Halle Fullberry, i opowiedziała jej, co zaszło zeszłej nocy.
Po drugiej stronie ekranu ukazała się piękna kobieta o owalnej twarzy. Miała na sobie seksowną piżamę, która podkreślała jej długie, jasne nogi.
Dowiadując się, że Andrius próbował ukraść stanik Luny zeszłej nocy, Halle wpadła w gniew. „Prychnięcie! Jak on śmiał! Co za bezwstydny zboczeniec!
„Luno, dzisiaj wieczorem mamy ten wyścig, prawda? Dlaczego nie weźmiesz go ze sobą i nie pokażesz mu, jak bawi się elita? Spróbujemy zrujnować jego pewność siebie i sprawimy, by pojął, jaka przepaść was dzieli”.
Luna uznała propozycję Halle za rozsądną.
Po zakończeniu rozmowy podeszła do schodów i zerknęła do salonu. Andrius oglądał w telewizji wiadomości o najnowszych działaniach wojskowych.
Co za prostak! Kto normalny ogląda wiadomości wojskowe w telewizji?
Luna przewróciła oczami z niesmakiem, po czym powiedziała: „Andrius, dzisiaj wieczorem wychodzisz ze mną”.
Zaciekawiony Andrius spojrzał na Lunę i zapytał: „Dokąd?”
„Znajomi zaprosili mnie na pewne wydarzenie. Myślę, że to świetna okazja, żebyś zobaczył miasto” – odparła Luna, zanim zniknęła z powrotem w swoim pokoju.
Zobaczyć miasto?
Andrius prychnął cicho. Miał przeczucie, że to nie będzie zwykła wycieczka krajoznawcza.
O zmierzchu Luna zamieniła swoje Ferrari na świetnie wyglądającego Mercedesa i zabrała Andriusa na miasto.
Niedługo potem dotarli do podnóża Wzgórza Wilczego Kła. Wzgórze to znajdowało się w zachodniej części Sumerii i mieściło najsłynniejszy górski tor wyścigowy.
Na przestrzeni lat zorganizowano tu mnóstwo wyścigów.
U podnóża znajdował się wielki hotel. Miejsce to roiło się od luksusowych samochodów, przystojnych mężczyzn i pięknych kobiet.
Oboje zatrzymali się na hotelowym parkingu.
Gdy Luna i Andrius wysiedli z samochodu, podeszła do nich piękna, długonoga kobieta – była to przyjaciółka Luny, Halle.
Halle miała na sobie białą koszulę z głębokim dekoltem, połączoną z bardzo krótkimi szortami. Jej zmysłowa figura była idealnie podkreślona przez ten dopasowany strój. Jasna skóra i seksowne, długie nogi przyciągały wzrok wielu mężczyzn.
Jednak gdy mężczyźni dostrzegali mroźne spojrzenie Halle i Lamborghini, którym przyjechała, od razu tracili zapał i trzymali się na dystans.
Halle podeszła do Luny ze słodkim uśmiechem. „Luno, wyglądasz przepięknie”.
„Halle, przestań mi słodzić”.
„Wcale nie słodzę. Wyglądasz naprawdę zjawiskowo, dziewczyno!” Halle oplotła ramię wokół smukłej talii Luny, po czym zmierzyła Andriusa wzrokiem.
Z pogardliwym wyrazem twarzy zapytała: „Więc to ty jesteś Andrius?”
Andrius wyciągnął rękę na powitanie. „Cześć”.
„Prychnięcie”. Halle zignorowała jego gest i spojrzała na niego z arogancją. „Andrius, to jest miejsce, gdzie spotykają się wyższe sfery. Nigdy nie będziesz jednym z nas, choćbyś starał się przez resztę życia! Mam nadzieję, że znasz swoje miejsce i porzucisz te urojone myśli o Lunie, bo inaczej zapłacisz za to wysoką cenę!”
Po tych słowach Halle ruszyła do hotelu razem z Luną.
Andrius wreszcie zrozumiał, o co w tym wszystkim chodzi.
Luna wcale nie zaprosiła go na zwiedzanie. Zamiast tego przyprowadziła go tutaj, by pokazać mu różnicę, jaka ich dzieli.
Po zeszłej nocy ojciec Luny, Harry, próbował mu grozić, a teraz jej przyjaciółka, Halle, zaprosiła go na spotkanie tylko po to, by go upokorzyć. Kobiety w mieście bywały trudniejsze do zniesienia niż wrogowie za linią frontu!
Niemniej jednak, Andrius z otwartymi ramionami przyjął to wyzwanie. Nie miał się czego wstydzić.
Z tą myślą ruszył w ślad za Luną.
Wkrótce we troje dotarli na drugie piętro. Weszli do sali VIP i ujrzeli grupę przystojnych młodych mężczyzn oraz młodych kobiet. Wszyscy mieli na sobie drogą biżuterię i ubrania, które krzyczały o ich bogactwie i statusie społecznym.
„Luna, Halle, wreszcie jesteście!”
Młody mężczyzna wstał i powitał panie w pomieszczeniu. Był to jeden z wielbicieli Luny, Axel Cloverfield.
Na widok Axela Luna zmarszczyła brwi. Szepnęła do Halle: „Dlaczego go zaprosiłaś?”
„Luno, Axel zajął trzecie miejsce w ostatnim Grand Prix. Jestem pewna, że z łatwością pokona Andriusa w wyścigu!” – powiedziała Halle z zachwytem.
Lunie zabrakło słów. Nie przepadała zbytnio za playboyami pokroju Axela.
Oczy Axela przybrały lodowaty wyraz, gdy dostrzegł Andriusa stojącego za Luną.
„A to jest…”
Halle zerknęła na Andriusa i z niechęcią go przedstawiła: „To Andrius, ten facet, o którym ci mówiłam”.
Lodowaty wyraz twarzy Axela nieco zelżał. Dla niego Andrius był tylko mrówką, którą mógł bez trudu zmiażdżyć, więc nie było się czym przejmować.
„Mimo wszystko, nowy znajomy. Chodźcie, zrobimy mu trochę miejsca”.
Gdy już usiedli, Axel powiedział z entuzjazmem: „Luno, wiedziałaś, że ten hotel został kupiony przez jakichś Francuzów i przekształcony we francuską restaurację? Słyszałem, że szef kuchni serwuje tu najlepsze dania francuskie! Musisz tego spróbować!”
Axel pstryknął palcami. „Kelnerka!”
Do pokoju weszła wysoka, zmysłowa Francuzka. Miała blond włosy, niebieskie oczy i była bardzo profesjonalnie ubrana.
Pozostali faceci w pokoju byli zafascynowani jej uwodzicielskim wyglądem i nie mogli oderwać od niej wzroku. Ci playboye spali już z niezliczoną ilością kobiet, ale żaden z nich nigdy nie spał z Francuzką.
Francuska kelnerka oburącz podała Axelowi menu.
Axel oparł się wygodnie na krześle i zamówił to, co polecał szef kuchni. Próbował składać zamówienie łamaną francuszczyzną, aby zaimponować znajomym i seksownej kelnerce. Może i brzmiał płynnie w uszach swoich przyjaciół, ale dla francuskiej kelnerki brzmiało to co najmniej zabawnie.
Niemniej jednak, Axel był gościem, więc kelnerka po prostu się uśmiechnęła, starając się ze wszystkich sił zrozumieć jego łamany francuski.
Następnie Axel rzucił menu w stronę Andriusa i powiedział z lekceważeniem: „Mamy tu taką zasadę, że każdy zamawia dla siebie. Musisz złożyć zamówienie sam, w przeciwnym razie nie dostaniesz nic do jedzenia”.
















