Luna zdążyła już wrócić do domu, gdy odebrała telefon od Halle.
„Halle? O co chodzi?”.
„Luna, czy ty naprawdę prześwietliłaś przeszłość Andriusa?” zapytała.
„Oczywiście!”.
Wzmianka o Andriusie wywołała u Luny odrazę. „To tylko jakiś biedak, który wychował się na wsi”.
„Ale dzisiaj go widziałam...”
„Zaczekaj!” Zanim Halle zdążyła skończyć, Luna przerwała jej i oznajmiła: „Axel zgodził się nam pomóc. Mam teraz dobry nastrój, więc proszę, nie mów mi o nim. To zepsuje mi cały dzień”.
„Luna...”
„Halle, idę właśnie wybrać suknię wieczorową na to przyjęcie. Porozmawiamy później”.
Po czym Luna rozłączyła się.
Kiedy Andrius wrócił, Luna miała już wybraną suknię i właśnie robiła sobie zabieg kosmetyczny na twarz w salonie. Ledwie dostrzegła go w drzwiach, zmarszczyła brwi. Wstała i bez słowa udała się na górę.
...
Następnego dnia Luna obudziła się wcześnie rano, aby przygotować prezent dla burmistrza Freely'ego.
Andrius chciał jej powiedzieć, że wręczył już Marcusowi prezent w imieniu Crestfallów, ale widząc jej lodowate spojrzenie, po prostu trzymał język za zębami.
Luna i tak dowie się, co zaszło, na dzisiejszym wieczornym przyjęciu.
Po upalnym dniu wreszcie zapadł zmrok.
W Dream’s Waterfront pojawił się nieproszony gość — Axel.
Po wypadku samochodowym na zboczach, Axel złamał jedną z nóg i przez jakiś czas musiał poruszać się o kulach. Przekuśtykał przez wejście i zapytał: „Luna, jestem. Gotowa?”.
„Jestem gotowa”.
Luna przebrała się już w suknię wieczorową i włożyła piękne szpilki. Schodziła właśnie po schodach z piętra.
Na jej widok oczy Axela zabłysły.
Luna zapytała z troską: „Axel, jesteś pewien, że jedno zaproszenie wystarczy, byśmy weszli wszyscy?”.
„Luna, moja rodzina ma bliskie relacje z burmistrzem. Jedno zaproszenie w zupełności wystarczy” – powiedział pewnie Axel, klepiąc się w pierś.
„Dziękuję ci, Axel”.
Następnie Luna ruszyła do swojego garażu i powiedziała: „Najpierw pojedźmy odebrać mojego ojca i dziadka”.
Zanim wyszli, Axel zwrócił się do Andriusa z prowokacyjnym spojrzeniem. „Nawet jeśli potrafisz płynnie mówić po francusku i znasz się na wyścigach, nadal jesteś tylko biedakiem z prowincji. Tylko ja jestem godzien Luny. Mam środki i wpływy, by pomóc jej w trudnej sytuacji. Lepiej znaj swoje miejsce i trzymaj się od niej z daleka, w przeciwnym razie sprawię, że słono za to zapłacisz”.
Po czym Axel wykuśtykał z pokoju.
Andrius nawet nie mrugnął okiem na słowa Axela. Ten kaleka był niczym więcej jak irytującym robakiem. Gdyby znowu znalazł się na Froncie Zachodnim, już dawno by go zmiażdżył.
Po wyjściu Luny i Axela, przed dom zajechała kolumna samochodów.
Co więcej, wszystkie auta miały czarne tablice rejestracyjne, co było wizytówką wojska. Marcus z pełnym szacunkiem zaprosił Andriusa do wozu, a sam zasiadł za kierownicą.
Andrius wsiadł na tylne siedzenie i zapytał: „Marcus, czy na twoim przyjęciu będzie niejaki Axel Cloverfield?”.
„Axel Cloverfield?”.
Marcus zamyślił się przez chwilę i odparł: „Podejrzewam, że tak”.
Andrius rzekł spokojnie: „Nie chcę go tam widzieć”.
„Mówisz i masz!”.
Marcus wykonał telefon.
„Poinformować strażników, by zatrzymali kogoś o nazwisku Axel Cloverfield. Ma zakaz wstępu na teren wydarzenia!”.
Podczas gdy Marcus wydawał rozkazy swoim ludziom, Luna odebrała już ojca i dziadka z Posiadłości Crestfallów i zmierzała do Posiadłości Białego Łabędzia.
To właśnie w Posiadłości Białego Łabędzia Marcus organizował swoje urodziny.
Harry dzierżył w dłoniach torby pełne prezentów, najwyraźniej pragnąc wkupić się w łaski burmistrza.
Tymczasem wokół Posiadłości Białego Łabędzia zgromadził się już spory tłum. Wszyscy ci ludzie, nie mając zaproszeń, mogli jedynie stać na zewnątrz i zerkać, co dzieje się w środku. Pod obiektem koczowały niezliczone media i dziennikarze, którzy na żywo relacjonowali to wydarzenie.
Każdy gość przekraczający bramy posiadłości wzbudzał poruszenie w tłumie. Na przyjęcie urodzinowe zaproszono bowiem jedynie najpotężniejsze i najbardziej wpływowe osobistości.
Harry ze swoimi prezentami kroczył dumnie po czerwonym dywanie, napawając się zawistnymi spojrzeniami otoczenia.
Przyjęcie urodzinowe było niezwykle istotnym wydarzeniem, gdyż gościło na nim wiele wpływowych osób, w związku z czym przy wielu wejściach i punktach kontrolnych stacjonowali uzbrojeni żołnierze, pełniąc tego wieczoru rolę strażników.
Axel wręczył zaproszenie żołnierzowi stojącemu przy wejściu. Kiedy już miał wprowadzić Crestfallów do środka, żołnierz go powstrzymał.
„Zaraz. Jedno zaproszenie na waszą czwórkę?” zapytał żołnierz.
Scena ta natychmiast przyciągnęła uwagę wszystkich.
Axel spokojnie podszedł do żołnierza i oznajmił donośnym głosem: „Nazywam się Axel Cloverfield, a to są Crestfallowie. To moi goście. Poinformowałem już waszego przełożonego, że zabieram ich ze sobą na przyjęcie”.
Marcus faktycznie wydał rozkaz, by traktować Crestfallów z szacunkiem i wpuścić ich nawet bez zaproszenia.
Kiedy żołnierz dowiedział się, że to rodzina Crestfallów, zasalutował i zawołał głośno: „Baczność!”.
Wszyscy obecni przeżyli niemały szok.
„Cholera!”
„Żołnierski salut?”
„Jak potężni muszą być Cloverfieldowie? Jedno zaproszenie na ich czwórkę z żołnierskim salutem?”
Wywołało to wrzawę w tłumie, co mocno zaskoczyło samego Axela.
Aby wprowadzić Crestfallów na teren Posiadłości Białego Łabędzia, Axel wydał okrągły milion na łapówkę dla kapitana ochrony, by zapewnić sobie bezproblemowe wejście. Nie przypuszczał, że ów kapitan rozkaże swoim ludziom powitać go z takim szacunkiem. Milion naprawdę dobrze wydany. Planował nawet dołożyć kapitanowi kolejny po zakończeniu przyjęcia.
Ta myśl dodała Axelowi pewności siebie. Wyprostował się i powiedział dumnie: „Seniorze Crestfall, wujku Harry, Luno, wejdźmy do środka”.
„Dobrze”.
Opinia Luny o Axelu uległa drastycznej zmianie. Zdawało się, że Axel się zmienił i nie był już tym samym playboyem co kiedyś.
Jednak żołnierz zagrodził drogę Axelowi.
„Zaraz. Pan nie ma prawa wstępu”.
















