Wtedy właśnie Andrius rzucił Alfredowi spojrzenie, które wprawiło go w osłupienie.
Jako weteran świata biznesu z wieloletnim stażem, wiedział, co oznaczało to spojrzenie.
Andrius ocalił go, lecz zdecydował się odejść w ciszy i nie zdradził nawet swojego imienia. Musiał być człowiekiem, który nie dbał o próżność.
Było to zrozumiałe, ponieważ niezwykle utalentowani ludzie zazwyczaj woleli trzymać
















