Odrzucenie mojego przeznaczonego Bety

Odrzucenie mojego przeznaczonego Bety

Autor: undefined

Uśpiona iskra
Autor: undefined
10 sie 2026
Perspektywa Thalii Z trudem wchodzę po ciemnych, skrzypiących schodach, a gorzkie wspomnienie spojrzenia Ronana pali mnie w piersi. Popycham drzwi na moje poddasze. Przestrzeń jest rozległa i dusząco ciemna, oświetlona jedynie światłem księżyca wpadającym przez pojedyncze, małe okno. Kiedyś miałam prawdziwą sypialnię, jasną przestrzeń odpowiednią dla córki Alfy. Darla odebrała mi ją w sekundzie, w której moja matka została złożona do grobu, oddając ją komuś bardziej na to zasługującemu. Teraz moje sanktuarium składa się z cienkiego, grudkowatego materaca na podłodze i chybotliwego, drewnianego biurka zawalonego zniszczonymi powieściami i podręcznikami. W kącie stoją popękane, niechciane drzwi od szafy z przymocowanym do nich dużym lustrem. Zazwyczaj unikam patrzenia na siebie. Dziesięć lat nazywania mnie brzydkim dziwadłem przez Vessę i resztę watahy sprawia, że zaczynasz nienawidzić własnego odbicia. Ale dziś w nocy, adrenalina po spoliczkowaniu Cleo wciąż płynie w moich żyłach. Staję przed lustrem i biorę głęboki, drżący oddech. Dziewczyna odwzajemniająca spojrzenie jest chuda i żałosna. Moja naturalnie złociście opalona skóra wygląda w półmroku blado. Długie, srebrnobiałe włosy opadają mi na ramiona, otaczając twarz i cienką srebrną bliznę ciągnącą się od brwi aż do górnej części policzka. Przesuwam opuszkiem palca po poszarpanej linii. Dostałam ją w noc śmierci matki, chociaż pamięć o tym, jak to się stało, została wymazana z mojego mózgu. Do tego dochodzą moje oczy. Są przezroczyste i niedopasowane – jedno jest głęboko, wirująco fioletowe, a drugie uderzająco, jasno srebrne. Dziwadło. Tak właśnie mówią. Może zasługuję na te drwiny. Moja matka próbowała uciec z watahy, by mnie chronić. Chronić przed czym? Przed kim? Łzy palą mnie z tyłu gardła. Kilka gorących kropel przelewa się przez rzęsy, spływając po pokrytym blizną policzku. Agresywnie je wycieram. Płacz niczego nie naprawi. Wkrótce będę potrzebować sposobu na ucieczkę z tej dziury. Odsilam się od lustra i padam na cienki materac, podciągając koc pod sam podbródek. Niesie ze sobą pocieszający zapach. Znalazłam go tu na górze w moje zeszłoroczne urodziny, wciśnięty obok egzemplarza "Zabić drozda" i kilku batoników czekoladowych. Ktoś prawdopodobnie po prostu potraktował mój pokój jako schowek, ale ja udaję, że to był prezent. Zamykając oczy, pozwalam, by wyczerpanie pociągnęło mnie w dół. Szafirowo-niebieskie oczy. Kruczoczarne włosy. Najbardziej zapierający dech w piersiach uśmiech, jakiego kiedykolwiek byłam świadkiem. Góruje nade mną, czysta perfekcja, choć dokładne linie jego twarzy pozostają rozmyte w cieniach mojego umysłu. Jestem przyciśnięta do pleców, moja pierś ciężko faluje. Moje ciało drży, gdy jego długie, smukłe palce wyznaczają ognistą ścieżkę w dół mojego brzucha, wślizgując się między moje uda, by drażnić moje ociekające wilgocią centrum. "Jesteś taka idealna, Thalio" – szepcze nieznajomy, a jego gorący oddech owiewa moje ucho. "Chcę naznaczyć twoją szyję i sprawić, byś naprawdę była moja". Jego usta wbijają się w moje. To pożerający, sprośny pocałunek. Wpycha język głęboko do moich ust, smakując mnie, eksplorując. Jego palce delikatnie głaszczą moją nagą skórę, posyłając dzikie, piekące uczucie pędzące w moich żyłach. Moja cipka pulsuje, jest dla niego śliska i ociekająca wilgocią. "Jesteś moja, mała" – mruczy przy mojej szczęce, a jego szafirowe oczy są ciemne od surowej żądzy. Znaczy moją szyję i obojczyki mokrymi pocałunkami otwartych ust, poddając mnie oślepiającej przyjemności. Mój oddech staje się urywany. "Powiedz to." "Mmm" – głęboki jęk wyrywa się z mojego gardła, gdy kołyszę biodrami w górę, ocierając moje mokre centrum o masywną twardość jego kutasa napierającego przez spodnie. "Powiedz to" – rozkazuje, a jego głos to chrapliwy pomruk. Drżę. Ciężkie, pyszne ciepło rozlewa się po mojej skórze, gdy jego odurzający zapach mnie otula. "Jestem... twoja". Jego biodra kołyszą się o moje w wolnym, bolesnym rytmie, który sprawia, że mój umysł zachodzi mgłą. Wyciągam ręce, wbijając paznokcie w jego szerokie, muskularne ramiona. Wyginam plecy, przyciskając nagie ciało prosto do niego, zdesperowana, by poczuć tarcie. Seksowne, pierwotne warczenia wyrywają się z jego gardła, gdy pochyla głowę i mocno ssie moje stwardniałe sutki. Moja skóra płonie. Pragnę go. Potrzebuję go. "Proszę" – błagam, a mój głos jest cichy i ocieka desperacją. "Potrzebuję cię w sobie". "Kurwa, doprowadzasz mnie do szału, mała" – chrypi. Diabelski uśmieszek gra na jego pełnych wargach. Oplatam mocno nogi wokół jego talii, blokując kostki, by nie mógł się wycofać. Moje serce uderza o żebra, pochłonięte przez dzikie gorąco płonące między nami. Jego przenikliwe spojrzenie przygważdża mnie, szukając mojej aprobaty. Kiwam gorączkowo głową, w ciszy błagając go, by mnie wziął. Uśmiecha się niegodziwym wykrzywieniem ust. "Kocham cię, Thalio". "Kocham cię" – szepczę w odpowiedzi, przyciągając jego twarz, by wznowić nasz namiętny, niechlujny pocałunek. Ustawia żołądź swojego masywnego kutasa prosto w moim zapraszającym, mokrym wejściu. Mój oddech urywa się, moje ciało rozwiera się, gotowe przyjąć każdy jego centymetr. "Szkarado, wstawaj!" – krzyczy piskliwy głos. Zamarzam. Moje oczy otwierają się gwałtownie, rzucając dzikie spojrzenia po ciemnym poddaszu. Łup! Łup! Łup! Pięści uderzają w moje drzwi, aż trzęsą się zawiasy. Zrywam się do siadu, ściskając dłonią galopującą pierś. "Ja pierdolę, to był intensywny sen" – szepczę w ciemność. Biorę głębokie oddechy, by uspokoić nieregularne bicie serca. Zsuwam palce do swojego centrum. Jest przemoczone. Sen wydawał się zbyt prawdziwy. Widmowe mrowienia od jego ust i dłoni wciąż przesuwają się po mojej skórze. Opadam z powrotem na materac na minutę, rzucając ramię na twarz. W myślach przygotowuję się na potwory czekające po drugiej stronie tych drzwi. "Wychodź, do kurwy nędzy!" – przytłumiony głos znów skrzeczy. "Już idę" – jęczę, zrzucając z siebie koc. Wyskakuję z łóżka i potykam się. Dopada mnie nagły zawrót głowy, ale mija tak szybko, jak się pojawił. Coś wewnątrz mojej klatki piersiowej budzi się do życia. Rozkwita, gorące i wibrujące. Rozciągam ramiona, spodziewając się zwykłej, bolesnej tkliwości po wczorajszym całodniowym szorowaniu podłóg. Nic z tego. Moje mięśnie są uleczone. To dziwne. Drobny uśmiech wykrzywia moje wargi. Stoję nieruchomo i skupiam się. Świat wokół mnie jest głośny i wyraźny. Mój wzrok przebija się przez ponure cienie poddasza z krystaliczną ostrością. Robię wdech i dziesiątki zapachów uderzają w mój nos. Czuję zapach świeżo upieczonych bułek unoszący się z kuchni. Słyszę wyraźne chrzęszczenie butów na żwirze na zewnątrz, niosące się echem z dalekich pól treningowych. Czuję się, jakby w mojej głowie pękła tama. Przebudziłam kolejny zmysł. Szybko związuję moje długie włosy w ciasny kucyk, pozwalając grzywce opaść do przodu, by ukryć bliznę. Chowam bezpiecznie mój srebrny naszyjnik pod koszulkę i przygotowuję się na nadchodzący dzień. Kolejne dwanaście godzin spędzam na szorowaniu domu watahy z góry na dół. Kiedy podłogi lśnią, a moje obowiązki są skończone, wymykam się do pralni. To jedyne miejsce w tym ogromnym domu, w którym ludzie rzadko stawiają stopę. Zajmuję miejsce w kącie i wyciągam książkę, licząc na spokój. Spokój pryska, gdy ciężkie drzwi się otwierają. Cleo Kaelen wparowuje swobodnym krokiem do ciasnej przestrzeni. Jej pięści są zaciśnięte po bokach. Czuję smak płonącego gniewu emanującego z jej skóry. Przyszła po krew. Chce zemsty za poniżenie w jadalni zeszłej nocy. Trzymam język za zębami. Nie zamierzam dać jej satysfakcji ze swojej reakcji. "Nie słyszałaś mnie?!" warczy Cleo. Rzuca się naprzód i uderza mnie w tył głowy. Moja szczęka się zaciska. Powoli podnoszę oczy, by spotkać się z jej wściekłym spojrzeniem. "W czym mogę pomóc?" pytam, a mój ton ocieka przesadną, sarkastyczną uprzejmością. Rozszerzam moje niedopasowane oczy, patrząc głęboko w jej brązowe. Widzi przez tę fałszywą niewinność na wylot, a to wkurza ją jeszcze bardziej. "Okażesz mi szacunek. Wkrótce będę Luną tej watahy!" wrzeszczy. "Kiedy mój brat zlituje się nad tobą na tyle, by wybrać cię na swoją Lunę, postaram się być pełna szacunku" – mówię obojętnym głosem. "Ale do tego czasu, jesteś dla mnie nikim. Nikim". Wkładam dodatkowy jad w to ostatnie słowo. Dziki warkot wyrywa się z gardła Cleo. Kątem oka widzę, jak rzuca się na moją twarz z wyciągniętymi pazurami. Moje ciało reaguje, zanim mój mózg w ogóle przetwarza zagrożenie. Odskakuję w bok, jako rozmyta plama ruchu. Nie wiem, jak poruszyłam się tak szybko. Cleo potyka się o mnie, a jej oczy błyskają morderczą furią. "Jesteś kurwa martwa, dziwko!" ryczy, obracając się, by znów na mnie zaszarżować. Instynkt przejmuje kontrolę. Łapię ciężkie, drewniane krzesło, na którym siedziałam, biorę zamach i uderzam nim prosto w jej klatkę piersiową. Rozbija się o jej żebra z obrzydliwym chrupnięciem. Cleo zgina się wpół, łapiąc z trudem powietrze. Zanim udaje jej się odzyskać równowagę, chwytam drugie krzesło z kąta. Z całej siły uderzam nim o jej plecy. Mam wrażenie, jakby ktoś inny sterował moim ciałem. Surowa, brutalna energia przejmuje moje kończyny. Rozbijam krzesło o nią raz za razem. Cleo krzyczy, osuwając się na linoleum. Stoję nad nią, moja pierś faluje, a odłamana noga od krzesła jest mocno ściśnięta w mojej pięści. Jest poobijana, posiniaczona i niezdolna do ruchu. Panika przecina czerwoną mgłę w moim umyśle. Rzucam połamane drewno. Obracam się, wybiegam z pralni i z trzaskiem zamykam ciężkie drzwi, w panice zamykając je na klucz od zewnątrz. Mój oddech jest rwany. Kurwa, co mnie opętało, by to zrobić. 'Ja. Cześć, Thalio' – rozbrzmiewa głos w mojej głowie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Uśpiona iskra – Odrzucenie mojego przeznaczonego Bety | Czytaj powieści online na beletrystyka