Gwen, widząc mnie, wyglądała, jakby zobaczyła ducha. Zaczęła histerycznie krzyczeć i rozbijać przedmioty. Dixon, widząc to, objął ją.
Jego klatka piersiowa zawsze była ciepła i kojąca.
Gwen stopniowo się uspokoiła, wciąż mamrocząc imię Dixona. A ten mężczyzna, mój mąż, pocieszał ją: „Nic ci nie będzie. Jestem tutaj. Ona nic ci nie zrobi”.
Chwilowa łagodność Dixona należała do niej. Odwrócił się do mnie i zapytał chłodno: „Co ty robisz w szpitalu? Szybko, wracaj do domu”.
Zawsze kazał mi wracać do domu w obecności Gwen.
Odwróciłam wzrok od czułości, jaką Dixon okazywał Gwen. W tej chwili Gwen, korzystając z jego wpływu, rzuciła mi w twarz filiżanką wrzącej wody. Krzyknęłam z bólu i w panice odskoczyłam. Uderzyłam w coś i gdy miałam już upaść, ktoś chwycił mnie za ramię.
Spojrzałam na niego bezradnie. „Dixon”.
Jego spojrzenie było pełne sprzecznych uczuć, gdy na mnie patrzył. Potem złościł się na Gwen i zabrał mnie na pogotowie. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam, że mój wyrafinowany makijaż został rozpuszczony przez gorącą wodę.
Pozostała po niej czerwona blizna, która zdobiła jedną stronę mojej twarzy.
To było od mojego upadku po południu, a także od tego, kiedy paznokciami ją zadrapałam.
Dixon znalazł bandaże i alkohol. Milcząc, zaczął dezynfekować moją ranę. Mimo że bolało, zmusiłam się, by milczeć i cieszyć się chwilą ciepła, które mi dawał.
Moje czarne włosy były przemoczone. Spojrzałam na jego długie, smukłe i blade palce. Potem cicho zawołałam jego imię: „Dixon”.
Odpowiedział równie cicho: „Hmm?”
Zapytałam delikatnie, niemal chciwie: „Mogę oddać ci Shaw Corporations i zgodzić się na rozwód. Naprawdę nie chcesz się ze mną umawiać?”
Palce Dixona zastygły. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem w oczach i zapytał to samo: „Zachowujesz się dziwnie od powrotu Gwen. Co dokładnie planujesz?”
Dixon powiedział kiedyś, że nie ma dla mnie zbyt wiele cierpliwości. Zmarszczka na jego czole pokazała, że cała jego cierpliwość wyczerpała się. Drżąco wyciągnęłam rękę, by dotknąć jego brwi, a nawet zmarszczki między nimi. Zapytałam: „Naprawdę nie chcesz?”
Mój głos był bardzo, bardzo cichy, a ton bardzo pokorny.
Głos Dixona był cichy, ale wypełniony męskością i ostrością, gdy powiedział: „Mogę umawiać się z kimkolwiek, nawet z idiotką, ale z tobą nie. Po prostu daj sobie spokój”.
Poczułam się, jakbym została poparzona. Smutek i żal w moim sercu nagle się powiększyły. Nie chciałam już się powstrzymywać.
Dixon kontynuował nakładanie leku na moją ranę. Był bardzo skupiony.
Uśmiechnęłam się i zapytałam: „Dixon, myślisz, że ja nie czuję bólu?”
Zamruczał podświadomie: „Hmm?”
Zaśmiałam się cicho i powiedziałam: „Myślisz, że nie będę czuła bólu, nie będę płakać i nie będę urządzać scen? Dlatego ciągle mnie dręczysz? Ale Dixon, miałam zaledwie 20 lat, kiedy za ciebie wyszłam. Byłam w wieku, w którym nie mogłam zaakceptować czyjegoś chłodu, nienawiści i zaniedbania. A osobą, która to wszystko mi robiła, był mój mąż, osoba, na której najbardziej potrzebowałam się opierać. W rzeczywistości nie jestem tak silna, jak ci się wydaje”.
Dixon spojrzał na mnie w szoku. Nagle zapytał: „Dlaczego tak bardzo chcesz… umawiać się?”
Oceniłam, że Dyrektor wkrótce przyjedzie. Mrugnęłam i zakończyłam rozmowę, mówiąc swobodnie: „Dixon, rozwiedźmy się. Oddam ci Shaw Corporations”.
Dixon Gregg nagle mocno nacisnął. Wzdrygnęłam się z bólu. Jednak uśmiechnęłam się beztrosko i powiedziałam: „Jestem zmęczona. Czyż nie zawsze chciałeś ożenić się z Gwen?”
Nic nie powiedział.
Jego przystojna twarz była ponura. Wyjęłam z torebki umowę rozwodową i z lekkim uśmiechem na twarzy powiedziałam: „Dixon, będziesz wolny, gdy to podpiszesz”.
Nie mogłam tego znieść, ale co mogłam zrobić, nawet gdybym go zatrzymała?
Poza tym… nie chciałam zmuszać się do wybaczenia mu, że mnie zranił.
Dixon wziął umowę rozwodową i przeczytał ją uważnie. Na koniec powiedział lekko: „Nie chcesz już nawet Shaw Corporations?”
„Chcę tylko pięć milionów. Resztę możesz mieć ty”.
Znowu milczał.
Długo i nieruchomo trzymał umowę rozwodową. Wyjęłam z torebki długopis i podałam mu. Wahał się przez dłuższą chwilę, zanim uroczyście złożył swój podpis na dokumencie.
Poczułam smutek. Podpisał to…
Chciał rozwodu.
Umowa kończyła teraz nasze małżeństwo.
Wzięłam od niego umowę rozwodową i wymusiłam uśmiech na twarzy. „Zajmę się tym z prawnikiem. Świadectwo rozwodu dostaniesz za kilka dni. Akcje Shaw Corporations przeniosę na ciebie w ciągu najbliższych kilku miesięcy”.
„Pozwól mi tylko być samej w pozostałym czasie”.
Było to tak, jakbym doznała olśnienia. Poczułam się bardzo zrelaksowana. Rana na twarzy nie bolała już tak bardzo. W końcu mogłam… znieść to, że go puszczam. W końcu mogłam znieść to, że oddaję mu wolność.
Wiedziałam, że Dyrektor Gregg powinien już tu być. Dixon i ja wstaliśmy i poszliśmy do pokoju Gwen. Usłyszeliśmy, jak Dyrektor Gregg chłodno ją pyta: „No? Czy to nie ty znalazłaś tych mężczyzn i to zaplanowałaś?”
Gwen zawsze się go bała. Powiedziała przestraszona: „Kłamiesz. Ja nie!”
„Mam twoje zapisy transakcji. Nadal chcesz zaprzeczyć? Gwen Worth, próbowałaś wrobić moją synową. Chyba śnisz! Nawet gdyby nie była moją synową, nie pozwoliłbym ci wejść do rodziny Greggów!”
Spojrzałam na Dixona. Jego wyraz twarzy był spokojny, nawet gdy słuchał rozmowy w środku. Myśląc o tym, mój plan był niepotrzebny. Dixon był inteligentnym człowiekiem. Wiele rzeczy mógł odkryć sam, bez mówienia o nich.
Jednak nie zdemaskował Gwen i nawet udawał, że nic nie wie, pocieszając ją. Po prostu jej pobłażał. A ja chciałam sama wymierzyć sobie sprawiedliwość. Co za żart.
Nawet zadałam sobie trud, by zaangażować jego ojca.
Odwróciłam się, by w pośpiechu odejść, gdy o tym pomyślałam. Poczułam, że coś jest nie tak, gdy dotarłam do drzwi szpitala. Poczułam ciepło w nosie i podświadomie go dotknęłam.
Na mojej dłoni była zaskakująca, jaskrawoczerwona smuga.
Śnieg padał w cichą noc. Wyciągnęłam dłonie, by go złapać. Nogi nagle ugięły się pode mną i upadłam na zaśnieżone schody.
W tej chwili wydawało mi się, że widzę Dixona Gregga z tamtego roku.
Ciepło nazwał mnie „dziewczynką”. Jego głos był niski i cichy, gdy zapytał: „Dziewczynko, jest tak późno. Dlaczego nie idziesz do domu?”
Bezczelnie uśmiechnęłam się promiennie i odpowiedziałam: „Chcę cię posłuchać, jak grasz na pianinie. Zagrasz mi »Ulicę, gdzie mieszka wiatr«?”
„Dobrze. Zagram ci to jutro na zajęciach”.
W tamtym roku nie miałam odwagi wejść do klasy i posłuchać, jak gra tę piosenkę. Kucałam przed klasą, pod zielonymi oknami i obok białych ścian. Płakałam bezradnie i przerażona.
Lubiłam Dixona Gregga, co wydawało się bardzo proste.
Z trudem utrzymywałam świadomość, gdy upadłam na schody. Widziałam tego ciepłego Dixona Gregga i wydawało mi się, że słyszę, jak woła moje imię…
„Caroline, obudź się! Wytrzymaj!”
Myślałam, że słyszę niewyraźny, żałosny głos. Błagał cicho: „Dopóki będziesz w porządku… obiecuję, że będę się z tobą umawiać. Mogę się z tobą umawiać nawet na zawsze”.
















