Amelia Cromwell nigdy nie wiedziała, że nie urodziła się w rodzinie Miltonów. Dopiero gdy poczuła, że wszyscy jej nienawidzą, a rodzina Miltonów ją wypędziła, każąc wracać do jej wioskowych, biologicznych rodziców, prawda wyszła na jaw… Amelia uśmiechnęła się lekko, gotowa ujawnić swoją prawdziwą tożsamość i zaszokować wszystkich. Ale ku jej zaskoczeniu, ci tak zwani wioskowi ludzie, o których wspominała rodzina Miltonów, byli w rzeczywistości najbogatszą rodziną w Nowym Jorku – Cromwell! W mgnieniu oka, z pogardzanej, udawanej bogaczki stała się ukochaną, prawdziwą córką Cromwellów, rozpieszczaną przez sześciu starszych braci. Dominujący najstarszy brat: ""Wstrzymać zebranie, zarezerwować lot powrotny na wieś. Zobaczymy, kto śmie gnębić moją małą siostrzyczkę!"" Supergwiazda, drugi brat: ""Odwołać występ. Jadę odebrać moją małą siostrę już teraz."" Geniusz, trzeci brat: ""Przełożyć konkurs. Nie ma nic ważniejszego niż moja mała siostra."" Rodzina Miltonów głęboko żałowała swoich czynów, a jej przyjaciel z dzieciństwa odwrócił się, by spróbować jej przypodobać. Zanim Amelia zdążyła odpowiedzieć ""nie"", oświadczyny głowy prestiżowej rodziny Jenkinsów, Carla Jenkinsa, dyrektora generalnego Jenkins Group, trafiły na pierwsze strony gazet i sprawiły, że stała się popularna! ...

Pierwszy Rozdział

"Amelio, to jest wynik testu DNA. Nie jesteś biologiczną córką pana Miltona. Pan Milton odnalazł swoją prawdziwą córkę i chce, żebyś przestała się z nimi kontaktować." Amelia dotarła do domu swojego narzeczonego. Czuła się jak we śnie. Nie była córką Jacksona? Zawsze zastanawiała się, dlaczego Jackson pozwolił jej przyjąć nazwisko Cromwell. Teraz już wiedziała – Jackson od samego początku wiedział, że nie jest jego córką. Zdobyła się na odwagę, by napisać SMS-a do swojego narzeczonego, Maynarda Simmonsa: "Będziesz dziś na kolacji?" Czekanie wydawało się nie mieć końca. Nie znosił, gdy mu przeszkadzano w pracy, a ona bała się, że ją zignoruje, jak to miał w zwyczaju. Ale sekundę później jej telefon rozświetlił się jego chłodną odpowiedzią: "Tak, musimy porozmawiać." Ukojona, Amelia pospieszyła na zakupy i przygotowała kilka swoich najlepszych dań. Położyła test DNA na stole, ale po chwili zmieniła zdanie i odwróciła go. Gdy zapadł wieczór, na podjazd wjechał czarny luksusowy samochód. Maynard wysiadł, nonszalancko przerzucając marynarkę od garnituru przez ramię. Jego wysoka postura i ostre rysy twarzy sprawiały, że wyglądał jak model z wybiegu. "Maynard, jesteś w domu!" Amelia podbiegła, wyciągając rękę po jego marynarkę, ale on zamiast tego wręczył jej dokument. Jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. "Spójrz. Jeśli masz jakieś żądania, śmiało." Spojrzała na pierwszą stronę, gdzie wpatrywał się w nią tytuł "Porozumienie o Rozstaniu". Surowa biel papieru raniła ją w oczy. Maynard poluzował krawat, wyglądając na zmęczonego pracą. Spojrzał na swoją narzeczoną, z jej okrągłą, dziecinną twarzą, która sprawiała, że wyglądała uroczo. Nie kochał jej. Oświadczył się tylko dlatego, że jego babcia ją uwielbiała. Amelia dotrzymywała towarzystwa jego babci, spacerowała z nią po Parku Łazienkowskim, piekła babeczki i oglądała stare filmy. Życie stało się bardziej kolorowe dla jego babci, a jej zdrowie się poprawiło. Ich zaręczyny były tylko umową. Pozostanie razem zmarnowałoby tylko młodość Amelii. Lepiej to zakończyć. "Rozstajesz się ze mną z powodu mojej tożsamości?" – zapytała Amelia drżącym głosem. Czy Maynard już się dowiedział, że nie jest Miltonem z krwi i kości? "Tożsamości?" – Zmarszczył brwi. "O czym ty mówisz?" "Nieważne. Zastanawiałam się tylko, czy nadal byś się rozstał, gdybyśmy mieli dziecko?" "Tak" – powiedział chłodno, zerkając na jej brzuch. "Jesteś w ciąży?" Pokręciła głową. Maynard odetchnął z ulgą. Nie chciał sprowadzać dziecka do nieszczęśliwego związku – tak jak zrobili to jego rodzice. Amelia patrzyła na jego oddalające się plecy, powstrzymując łzy. Nie powiedziała mu o teście DNA. Jego słowa były jak delikatny nóż wbijający się w jej serce. Spojrzała na przygotowaną kolację, teraz zimną, i wyrzuciła wszystko do śmieci. Dorastając, jej rodzice nigdy jej nie kochali. Wysłali ją, by mieszkała z ciotką Rosemary, która była dla niej miła. Wszystko, czego Amelia kiedykolwiek pragnęła, to własna rodzina. Była narzeczoną Maynarda przez trzy lata, mimo że wiedziała, że jej nie kocha. Ale nie można ogrzać zimnego kamienia, bez względu na to, jak bardzo by się starać. Nawet nie czytając porozumienia o rozstaniu, podpisała je na dole. Tej nocy przeniosła się do gabinetu. Nie mogła wrócić do Miltonów, a Maynard jeszcze jej nie wyrzucił. Na razie to był jej dom. Następnego ranka Amelia odebrała telefon od mamy Maynarda, Felicji. "Amelio, każ sprzątaczce posprzątać pokój gościnny na drugim piętrze. Spodziewamy się gości na kilka dni. Upewnij się, że dobrze się nimi zajmiesz." Zanim Amelia zdążyła zapytać, kto, Felicja się rozłączyła. Zanim zeszła na dół, Maynard już wyszedł do pracy. Po południu do holu weszła młoda kobieta ubrana od stóp do głów w markowe ubrania. Oczy Amelii rozszerzyły się. Czy to był gość, o którym wspomniała Felicja? Była oszałamiająca. Przez głowę Amelii przemknęła fala goryczy. W przeszłości byłaby zazdrosna. Ale już rozstała się z Maynardem. Jaka kobieta tu mieszka, to nie jej sprawa. "Cześć" – zaczęła Amelia, ale kobieta ją zignorowała, rozejrzała się po holu, a następnie zwróciła się do kamerdynera, Adriana. "Zasłony są okropne i nienawidzę tej sofy. Zmień wszystko w sypialni na moje ulubione marki." "Kim jesteś?" – zapytała Amelia. "Pozwól, że się przedstawię. Jestem Misty Erikson, przyszła pani domu. Naturalnie, to ja decyduję o wystroju." "Jesteś Misty?" Fala goryczy zalała Amelię. Nic dziwnego, że Maynard z nią zerwał. Misty wróciła, a ona była tylko zastępczynią. "Wygląda na to, że o mnie słyszałaś. Podpisz porozumienie o rozstaniu. Zajmowałaś to miejsce przez trzy lata. Czas się ruszyć." Amelia odparła chłodno: "Taka sentymentalna. Gdzie byłaś, kiedy Maynard miał wypadek samochodowy i był w śpiączce?" Twarz Misty zamarła. "Moi bracia mnie zamknęli. Nie mogłam zobaczyć Maynarda. W każdym razie, jeśli chcesz, żeby twoja rodzina była bezpieczna, podpisz umowę." Spojrzała na porozumienie o rozstaniu na stoliku kawowym, czując triumf. Czekała na ten dzień trzy lata. "Już to podpisałam" – powiedziała Amelia. "Dobry wybór." Misty wyciągnęła czek z markowej torby. "Oto milion dolarów. Uważaj to za rekompensatę."

Odkryj więcej niesamowitych treści