Amelia nawet nie spojrzała na czek, w jej oczach błysnął cień drwiny.
"Myślisz, że to za mało? To twoje zarobki za dziesięć lat. Weź te pieniądze i trzymaj się z dala od naszego życia. Maynard i ja jesteśmy idealnie dopasowani. W końcu jesteś tylko córką drobnego przedsiębiorcy. Nie pasujesz do naszego świata."
Amelia poczuła kolejny ukłucie bólu. Pośpiesznie weszła na górę do głównej sypialni, planując wyjść, niezależnie od tego, czy Misty tam będzie, czy nie.
Po rozstaniu nie miała powodu, by zostawać.
Podczas pakowania zdała sobie sprawę, jak niewiele ma – jej rzeczy ledwo wypełniły walizkę.
Ostatnie trzy lata wydawały się snem.
Zobaczyła wynik testu DNA na stoliku nocnym i pomyślała: Czas to zakończyć.
Właśnie wtedy, nieproszona, weszła Misty, trzymając umowę o rozstaniu. "Spakowana?" zapytała.
Widząc papier na szafce nocnej, wyglądała na zdziwioną.
Amelia szybko chwyciła test DNA i zmięła go. Nie chciała, żeby Misty poznała jej sekret.
Misty wciąż myślała, że jest częścią rodziny Miltonów i już na nią patrzyła z góry.
Gdyby wiedziała, że prawdziwych rodziców Amelii nigdzie nie można znaleźć, kto wie, jakie okrutne rzeczy by powiedziała.
Ale Misty zauważyła ruch Amelii i zapytała, zaskoczona: "Jesteś w ciąży?"
Amelia mocno ścisnęła test DNA. "Gdybym była w ciąży, nie rozstawalibyśmy się."
"Prawda. Złotokopka taka jak ty nigdy nie odpuściłaby takiej okazji. Ale nawet gdybyś była w ciąży, Maynard nie chciałby tego dziecka" – powiedziała Misty.
Amelia odwróciła się i weszła do garderoby, ale Misty poszła za nią. "Poczekaj, pokaż mi ten papier, który zabrałaś ze stolika" – zażądała.
Nie mogła pozbyć się wrażenia, że musi go zobaczyć. Jeśli Amelia jest w ciąży, trzeba się tym zająć.
Amelia trzymała zmięty test DNA blisko siebie. "To moja prywatność."
"Jaka prywatność? Myślę, że próbujesz ukraść kosztowności. Daj mi to!"
Misty sięgnęła po niego i próbowała ją spoliczkować. Amelia zareagowała instynktownie i przerzuciła ją przez ramię. Misty wylądowała na podłodze, lamentując: "Moja stopa! Tak bardzo boli!"
"Amelio, co ty robisz?"
Zimny głos Maynarda przeciął powietrze. Amelia odwróciła się i zobaczyła, jak wchodzi, a jej serce zamarło. "Maynardzie, to nie tak, jak wygląda..."
Ale on przeszedł obok niej, podniósł Misty i zobaczył umowę o rozstaniu na podłodze – podpis Amelii na ostatniej stronie.
Zatrzymał się, zaskoczony, że podpisała tak szybko.
"Maynardzie?" usłyszał głos Misty.
Wrócił do rzeczywistości i zapytał: "Wszystko w porządku?"
"Moja ręka tak bardzo boli. Czy jest złamana? Czy kiedykolwiek jeszcze zagram na pianinie?" – jęknęła Misty.
Maynard położył ją na łóżku. "Nie, nie jest złamana. Zawołam lekarza, żeby ją zbadał."
Odwrócił się do Amelii. "Przeproś Misty."
Misty była najstarszą córką rodziny Eriksonów, z trzema nadopiekuńczymi braćmi. Gdyby Eriksonowie dowiedzieli się, że została uderzona, Amelia miałaby poważne kłopoty.
Słysząc, jak Maynard wymawia imię Misty, Amelia znów poczuła ból w sercu.
Zawsze była zastępstwem dla Misty.
Jej serce zdrętwiało z bólu. Zachrypiała: "Przeprosić?"
"To ty uderzyłaś pierwsza. Nawet dziecko to wie. Poza tym, masz pojęcie, jak ważne są te ręce dla pianistki?"
Misty liczyła się bardziej niż cokolwiek innego. Amelia była mniej niż chwast przy drodze.
Wytrzymała to przez trzy lata, ale dłużej nie mogła.
Uparcie powiedziała: "Czy wierzysz w to, czy nie, to ona zaczęła!"
Adrian, kamerdyner, wtrącił się w drzwiach: "Panie Simmons, widziałem na własne oczy, jak Amelia popchnęła pannę Erikson."
Maynard zmarszczył brwi. "Przeproś!" warknął.
"A jeśli nie?" – rzuciła wyzwanie Amelia.
W jego oczach przemknęło zaskoczenie. "Masz tupet. Pomyśl o tym, co się stało z twoim wujkiem w szpitalnej sali VIP!" – zagroził.
Amelia powstrzymała łzy. Nie mogła uwierzyć, że użył jej wujka, żeby ją przestraszyć.
W końcu ugięła się przed rzeczywistością i zachrypiała: "Przepraszam."
Misty była w środku przeszczęśliwa, ale udawała. "Ze względu na Maynarda, wybaczę ci."
Amelia wyprostowała się i spojrzała na Maynarda. "Mogę już iść?"
Spojrzał na umowę o rozstaniu, lekko marszcząc brwi. Nie spodziewał się, że podpisze tak łatwo.
"Masz gdzie się zatrzymać?" zapytał.
"Nie" – odpowiedziała instynktownie, zaskoczona, że wydawał się troszczyć.
Szybko odwrócił wzrok. "Przynieś lód dla Misty. Skręciła stopę przez ciebie. Naprawdę myślisz, że możesz po prostu odejść?"
Oczywiście, wszystko było dla Misty.
Kroki Amelii były sztywne, gdy wychodziła z pokoju. Tamta kobieta wparowała i zajęła łóżko, a mimo to Amelia musiała przynieść jej lód.
Czuła się jak kompletna porażka.
Wzięła drżący oddech i wniosła lód na górę.
Otwierając drzwi, nie zobaczyła Maynarda. Gdzie on był?
Misty opierała się o zagłówek, a jej wargi wykrzywiały się w uśmiechu. "Po prostu zostaw lód i idź. Naprawdę myślisz, że potrzebuję, żebyś mi służyła? A może chcesz patrzeć, jak Maynard i ja się zbliżamy? W końcu minęły trzy lata."
Słowa Misty coś sugerowały.
Wtedy Amelia usłyszała szum wody z łazienki – Maynard brał prysznic!
Krew odpłynęła jej z twarzy.
Właśnie się rozstali, a on już był w łóżku z inną kobietą.
















