Oliver kipiał gniewem, a jego twarz poczerwieniała z wściekłości. "Kogo nazywasz znachorem? Masz pojęcie, kim jest mój mentor?"
Właśnie wrócił z zagranicy z doktorem Adlerem, z prestiżową nagrodą w ręku, a ta kobieta śmiała kwestionować jego wiedzę medyczną!
"Mniej mnie to obchodzi," powiedziała Amelia, sprawnie otwierając swoją apteczkę z wprawą. "Odsunąć się."
Oliver zaczął się jąkać, a jego twarz zrobiła się buraczkowa. "Nie zniżę się do twojego poziomu. Jego usta sinieją. To ewidentnie problem z sercem."
"Niedokrwienie mięśnia sercowego i niedotlenienie faktycznie mogą stymulować niewydolność oddechową, powodując sine usta," powiedziała Amelia, patrząc mu prosto w oczy. Jej ton był stanowczy. "Ale udar cieplny również może powodować sine usta. Różnica polega na tym, że jego puls jest równy i spokojny. Ponadto jego usta są spierzchnięte, co jest wyraźnym znakiem długotrwałego narażenia na wysokie temperatury. Nawet nie obserwujesz tych podstawowych objawów medycznych, a nazywasz się studentem Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego?"
"No tak, obserwacja jest ważna. Nawet ja to wiem," wtrącił sarkastycznie ktoś z tłumu.
Gapiowie zaczęli szeptać. "Ten facet z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego nie jest taki imponujący."
"Ta pani wydaje się bardziej wiarygodna. Wygląda na to, że wie, co robi."
Oliver nie mógł tego znieść. "Dobra, nawet jeśli to udar cieplny, jak możesz go wyleczyć tylko tymi narzędziami? Jaki jest w takim razie sens bycia studentem medycyny?"
"Mówisz tylko za siebie, a nie za wszystkich studentów medycyny," powiedziała chłodno Amelia. "Powtórzę jeszcze raz, odsunąć się."
Nie znosiła dwóch typów ludzi – tych, którzy udawali, że wiedzą więcej niż wiedzą, i znachorów, którzy przeszkadzali jej w ratowaniu życia.
"Dobra, odsunę się. Zobaczę, jak dobra jesteś," zadrwił Oliver, krzyżując ręce. "Jeśli naprawdę go wyleczysz, nazwę cię moją nauczycielką."
"Poczekam na to," powiedziała Amelia, szybko sprawdzając parametry życiowe chłopca.
Wyjęła srebrną igłę, zdezynfekowała ją i delikatnie wbiła w punkt akupunkturowy na ciele chłopca.
Chłopiec natychmiast się skrzywił, szarpiąc się, jakby odzyskiwał świadomość. Jego maleńkie brwi zmarszczyły się mocno.
Tłum westchnął. "On się budzi!"
Oliver był oszołomiony, a jego twarz zbladła. "Jak to możliwe..."
Amelia wbiła drugą igłę, a oczy chłopca otworzyły się.
Miał duże, okrągłe oczy z niezwykle długimi rzęsami i patrzył na Amelię spokojnie, choć wciąż trochę blady.
Wszystkim rozszerzyły się oczy z niedowierzaniem.
Kobieta w średnim wieku zapytała z niedowierzaniem: "Po prostu to zrobiłaś, i on jest lepszy?"
Amelia delikatnie otarła usta chłopca, wyjaśniając: "To nie jest tylko proste leczenie. To akupunktura, która skutecznie łagodzi objawy."
Oliver zadrwił: "Nie zauważyłaś? Chłopiec nie odezwał się słowem, odkąd się obudził. Może to twój zabieg jest problemem!"
"On się obudził. W czym problem? Po prostu próbujesz uniknąć przeprosin?" powiedział ktoś z tłumu.
"Co cię to obchodzi?" warknął Oliver na kobietę, a potem nagle się uśmiechnął. "Rozumiem. Wszyscy w tym uczestniczycie, prawda? Jeden udaje omdlenie, a drugi udaje, że go ratuje. Po prostu próbujecie oszukać ludzi. Wiedziałem, że macie ukryte motywy."
Oczy Amelii stały się lodowate i już miała odpowiedzieć, kiedy chłopiec odezwał się, jego głos był jeszcze słaby.
"Ona próbowała mnie uratować. Jeśli nie rozumiesz, nie mów rzeczy, których nie wiesz."
Oliverowi odebrało mowę.
Wszyscy patrzyli na niego z pogardą.
"Nie zniżę się do waszego poziomu," powiedział Oliver, a jego ton ociekał protekcjonalnością. "Jesteście po prostu ignorantami."
Ruch ręki Amelii sprawił, że długopis przeleciał obok jego twarzy, wbijając się w pień drzewa obok niego.
Oliver zamarł, a jego nogi się ugięły.
Amelia uśmiechnęła się. "O czymś zapomniałeś?"
Oliver próbował utrzymać swoją pozycję. "Zapomniałem? O czym?"
"O przeprosinach. O nazwaniu mnie 'nauczycielką'," powiedziała.
Oliver odmówił, jego arogancja była niezachwiana. "Każdy popełnia błędy. Nie mam na to czasu."
"Jesteś studentem doktora Adlera i nie potrafisz nawet przyznać się do błędu? Co to za charakter?" powiedział ktoś z tłumu.
"Co jest nie tak z moim charakterem?" odparł Oliver bezwstydnie. "Kto może udowodnić to, co powiedziałem? Nie byłoby was stać na honoraria doktora Adlera przez całe życie!"
Oliver prychnął, zachowując się tak, jakby nic mu nie mogli zrobić. W jego mniemaniu to społeczeństwo rządzi się prawem i nie sądził, że ta kobieta odważy się go dotknąć.
Nie zauważył nagłej zmiany w wyrazie twarzy Amelii, która beztrosko bawiła się cukierkiem, a następnie strzeliła nim palcem.
Rozległ się głuchy odgłos, a kolano Olivera się ugięło.
Upadł na ziemię z głośnym łomotem.
"Ała!" Silny ból wykrzywił jego twarz.
Amelia podeszła do niego. "Jako student medycyny nie potrafisz nawet postawić podstawowej diagnozy, a wyciągasz pochopne wnioski. Zawód lekarza nie polega na byciu lepszym i patrzeniu na innych z góry. Chodzi o używanie współczucia do leczenia. Twoje umiejętności są słabe, a twoja etyka jest nie do odzyskania. Dziś dam ci lekcję w imieniu twojego mentora."
Oliver krzyknął: "Dzwonię na policję! Zostałem napadnięty!"
Amelia powoli się uśmiechnęła. "Kto to udowodni? To ty upadłeś. Nie dotknęłam cię."
"Tak, zasłużył na to!" wiwatował tłum, czując satysfakcję.
W końcu Amelia odwróciła się do chłopca i zapytała: "Czy nadal kręci ci się w głowie?"
Chłopiec energicznie pokręcił głową, patrząc na nią z wdzięcznością. "Dziękuję za uratowanie mnie. Gdyby nie ty, byłbym w prawdziwym niebezpieczeństwie."
"Jak masz na imię?" zapytała Amelia, unosząc brew. "Gdzie są twoi rodzice?"
"Mam na imię Liam!" powiedział chłopiec, wskazując za siebie. "Wszyscy są tam w środku!"
Wskazywał prosto na luksusowy Hotel Caesar.
















