Kiedy tylko weszli, ci bandyci ruszyli prosto do Thei, padając na kolana ze zdesperowanym spojrzeniem. "Panno Rowland, dłużej nie zniesiemy tych okropnych kar. To pani nam zapłaciła. Nie może nas pani teraz porzucić."
Thea cofnęła się, marszcząc brwi w zakłopotaniu. "O czym wy w ogóle mówicie? Nie znam was."
Próbowała zrozumieć sytuację. "Gdybym to ja was wynajęła, nie byłabym na tyle głupia, żeby kontaktować się bezpośrednio. Czy to nie ułatwiłoby wam po prostu powiązania mnie z tym?"
Główny z nich zacisnął szczękę i wyciągnął telefon. "Panno Rowland, oto dowód - połączenia i wiadomości. Nie zaprzeczy pani, prawda?
"Poza tym, przelała pani całkiem niedawno z konta Rowlandów 35 tysięcy dolarów. Możemy po prostu pójść do banku i to zweryfikować."
Jake był wyraźnie wściekły, wyglądał na naprawdę zdenerwowanego.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Emmalie wtrąciła się, mówiąc: "Panie Hendrix, Thea narobiła bałaganu tylko dlatego, że jest panem zbyt zauroczona. Przepraszam panią Terell w jej imieniu. Zapomnijmy o tym, dobrze? Cokolwiek pani Terell potrzebuje, żeby naprawić sytuację, zajmiemy się tym."
Nastrój Jake'a pogorszył się jeszcze bardziej, i rzucił Thei piorunujące spojrzenie. "Więc myślisz, że przechytrzyłaś wszystkich, co? Gdyby nie to, że stanąłem w obronie Madelyn, wystawiłabyś ją, prawda?"
Nagle Thea wybuchnęła śmiechem, jakby w jej głowie zapaliła się żarówka.
Zwracając się do Emmalie, powiedziała sarkastycznym tonem: "Wciąż to robimy, a ty już się spieszysz, żeby to ukryć i przepraszać - tak bardzo chcesz zwalić to na mnie?"
Oczy Emmalie rozszerzyły się, a zanim ktokolwiek się zorientował, zaczęła płakać. "Theo, naprawdę chcę ci pomóc. Dlaczego w ogóle tak o mnie myślisz?"
Ivy była wyraźnie zdenerwowana i rzuciła Thei wściekłe spojrzenie. "Emmalie trudno cię bronić, kiedy wywołujesz chaos na jej przyjęciu powitalnym. Czujesz się dobrze tylko wtedy, gdy ona się płaszczy i przeprasza za rzeczy, które zrobiłaś?"
Max po prostu westchnął, wyglądając bezradnie i zmęczony. "Theo, po prostu przeproś, jeśli coś zawaliłaś. Wszyscy próbujemy ci pomóc."
Duncan wtrącił się z marszczeniem brwi: "Szczerze mówiąc, Emmalie jest jedyną na tyle głupią, żeby wciąż naprawiać twoje katastrofy, a była dla ciebie tylko miła."
"Pomóc mi? Wyciągając pochopne wnioski?" Thea pomyślała z niedowierzaniem. Pomimo tego, że była przyzwyczajona do braku zaufania, Thea nie mogła pozbyć się uczucia, że jej serce zostało przebite, pozostawiając ją zimną i pustą.
Przechyliła głowę, emanując aurą chłodu i lekceważenia. "Czy się mylę? Czy teraz nie powinniśmy skupić się na ustaleniu, jak było naprawdę? Czy naprawdę chcecie patrzeć, jak obwiniacie mnie za coś, czego nie zrobiłam?"
Max milczał, jego wzrok utkwiony był w Madelyn, która wyglądała na wyraźnie wstrząśniętą.
Jake wkroczył, jego głos ociekał nieżyczliwością. "Posłuchaj, to jasne jak słońce. Rozumiem to. Robisz to, bo trudno ci ruszyć dalej. Ale ustalmy jedno - Madelyn jest niewinna.
"Została wciągnięta w coś, z czym nie ma nic wspólnego. Po prostu powiedz, że przepraszasz, a wszyscy możemy o tym zapomnieć. Wciąż tu jestem dla ciebie, ale nie pogarszajmy sytuacji wybuchami złości."
Reszta wyglądała niezręcznie, rumieniąc się z różnych powodów, nie rozumiejąc, że Jake wciąż jest gotów poślubić Theę, pomimo wszystko.
Oczy Madelyn zwęziły się ledwo zauważalnie, zdradzając poczucie rezygnacji.
Thea, cała uśmiechnięta, utrzymywała ton uprzejmy, ale stanowczy. "Panie Hendrix, pańska hojność jest wzruszająca, ale nie zamierzam przyznawać się do rzeczy, których nie zrobiłam. A jeśli chodzi o zaręczyny..."
Rozejrzała się po pokoju. "Żeby wyjaśnić wszystko wszystkim tutaj, moje zaręczyny z Jake'iem są odwołane. Od tego momentu on pójdzie swoją drogą, a ja swoją. Nie będziemy już się spotykać."
Z każdym słowem jej czerwone usta malowały obraz, a wyraz twarzy Jake'a zmieniał się przez całe spektrum emocji, tak żywe jak w kalejdoskopie.
Darwin, stojący w drzwiach, nie mógł się powstrzymać od włączenia się do rozmowy. "Więc panna Rowland naprawdę skończyła z Jake'iem, co? Robi z niego głupka. Całkiem sprytnie."
Nicolas milczał, ulotne, tajemnicze emocje przemknęły mu w oczach tylko na sekundę.
Madelyn poczuła iskrę nadziei i złapała Jake'a za rękę, błagając: "Jake, nie powinnam była zadzierać z panną Rowland. Przepraszam. Jeśli mi wybaczy, przysięgam, że na zawsze opuszczę to miasto."
Jake, który właśnie zaczął się łagodzić, wrócił do swojego zwykłego surowego ja. Z ponurym spojrzeniem odparł: "Theo, chcesz sprawdzić, jak twoja rodzina wytrzyma moją wściekłość?"
Max szybko wtrącił się: "Czy nie możesz posłuchać chociaż raz, Theo? Powiedz, że przepraszasz."
Jake i rodzina Rowlandów naciskali na nią, ponieważ założyli się, że nie zrezygnuje z miłości ani rodziny.
"Uginałam się, frustrując się raz za razem. Nie tym razem. Nie dzisiaj," pomyślała Thea.
Thea wyciągnęła telefon, z figlarnym uśmieszkiem na twarzy. "Jeśli naprawdę jesteś tak niewinna i skrzywdzona, jak twierdzisz, zaangażujmy policję i zobaczmy, co mają do powiedzenia.
"Na szczęście mam na telefonie kilka soczystych nagrań. Policja może ustalić, kto kłamie i upewnić się, że nikt niewinny nie zostanie obwiniony."
"Nie!" Madelyn szybko zaprotestowała, jej głos był nieco ostry ze względu na stres.
Zaczęła panikować, szukając wyjścia, brzmiąc niepewnie i zagubiona. "Jeśli to wycieknie, moja reputacja zostanie zniszczona" - dodała pospiesznie.
Zakładanie się, czy Thea ma na telefonie obciążające ją dowody, nie wchodziło w grę. Jeśli tak, Madelyn byłaby skończona.
Obok Ivy, Emmalie pokręciła głową, wyraźnie nie robiło to na niej wrażenia. "Czy to nie nadszarpuje dobrego imienia rodziny Rowlandów? Wypuszczanie takich rzeczy nie jest fajne."
Spojrzała na Theę z troską. "Theo, może powinniśmy załatwić to dyskretnie. Przeproś pannę Terell i zapomnijmy o tym. Nie rujnujmy stosunków z rodziną Hendrixów, dobrze?"
Thea po prostu puściła oczko i zrobiła wredny grymas. "Dlaczego mam się bać? To ten, kto pociąga za sznurki z cienia, powinien się martwić, prawda? Ze względu na pannę Terell, może nadszedł czas, aby policja się tym zajęła i jak najszybciej złapała prawdziwego wichrzyciela."
Było całkiem oczywiste, kto zakradł się do jej pokoju, aby ją wrobić.
Była gotowa na test narkotykowy, a wszelkie zakazane substancje, jakie mogłyby znaleźć w jej organizmie, byłyby solidnym dowodem.
Jeśli chodzi o świadków, wydawało się, że ci bandyci, którzy wywołali zamieszanie, nawet nie wspomnieli o możliwości kary więzienia.
Thea wyluzowała się, mimo że nie miała żadnych nagrań na telefonie.
Ci punkowie zrobili się nerwowi, gdy tylko usłyszeli słowo "policja". Ale jakoś zaciskali zęby, milcząc.
Na oczy Emmalie padł cień, jakby na sekundę zdrętwiała.
Max dał sprytne skinienie swojemu ochroniarzowi. "Thea jest trochę nieprzytomna po tych drinkach. Zaprowadźmy ją na dół, żeby odespała ten szum. Pójdę do pani osobiście przeprosić, panno Terell."
Wtedy, ni z tego, ni z owego, Thea powiedziała: "Przepraszam," wybierając numer na policję, przy wszystkich słuchających.
















