Wkrótce na biurko w centrali trafiło kilka anonimowych donosów.
Jake był wściekły i szybko odnalazł Theę. „To ty, prawda? Dlaczego próbujesz zrujnować wszystko mnie i Madelyn? Co zyskujesz na tym chaosie?”
Thea wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi, przerażonymi oczami. Naśladując Madelyn, niewinnie mrugała, a łzy napływały jej do oczu. „Och, kochanie, jak możesz tak o mnie myśleć, Jake?”
















