– Co ci odbiło? Jak mogłaś zerwać zaręczyny z rodziną Hendrixów? – Ivy Rowland wskazała palcem na Teę, strofując ją zaraz po tym, jak ta wróciła do rezydencji Rowlandów.
– Hendrixowie to liga mistrzów. Nie mogłaś po prostu udawać, że nic się nie stało? Zerwanie zaręczyn splami nasze nazwisko – kontynuowała Ivy.
Tea, czując, jak krew uderza jej do głowy i jak zawsze w takiej sytuacji, skrzywiła się i odparowała:
– Mamo, gdyby Emmalie była na moim miejscu, zmusiłabyś ją do tego?
Ivy, lekko zirytowana, odparła:
– Zawsze w to mieszasz Emmalie, kiedy coś zepsujesz. Myślisz, że byłaby tak zagubiona jak ty? Wczoraj nawet mówiła mi, jak bardzo za tobą tęskni. Skąd ten nastrój?
Tea nie mogła się powstrzymać od parsknięcia:
– To tylko słodkie gadanie Emmalie, żeby trzymać cię w niewiedzy.
Ivy, próbując się uspokoić, warknęła:
– Dość tego. Weź się w garść. Emmalie wróci dziś wieczorem i nie opuszczasz jutrzejszego bankietu powitalnego. Na liście gości jest też rodzina Hendrixów.
Tea nagle wpatrzyła się w Ivy, a jej oczy nabrały czerwonego odcienia.
– Mamo, chyba jestem chora. Możemy iść do szpitala?
Ivy tylko chłodno na nią spojrzała, wyraźnie zirytowana. Tea zdołała wykrzesać słaby uśmiech, powstrzymując łzy, i pospieszyła na górę, aby pobyć sama ze swoimi myślami.
Głos Ivy podążał za nią, pełen frustracji:
– Nie mogę uwierzyć, że wychowałam córkę, która udaje chorą, gdy tylko robi się ciężko. Dlaczego to nie ją zgubili?
– Moja słodka Emmalie tak wiele przeszła, a ja tu się poświęcałam, wkładając serce w wychowanie Tei, tylko po to, żeby okazała się tak samolubna i kapryśna. W każdym razie, Emmalie wraca. Idźmy sprawdzić zupę, którą dla niej ugotowałam w kuchni.
Kończyny Tei były zdrętwiałe i zimne, jak jej serce. Odkąd stało się to, co się stało, gdy miała szesnaście lat, stała się czarną owcą rodziny, zawsze na marginesie.
Był czas, kiedy w jej słowniku nie istniało słowo "smutek", ponieważ miała kogoś u boku, kogoś, kto uśmiechał się do niej jak słońce przebijające się przez chmury.
Jego oczy błyszczały, gdy na nią patrzył. Składał jej obietnice.
– Teo, będę przy tobie na zawsze.
– Uważaj mnie teraz za swoją rodzinę.
– Będę cię kochał przez wszystkie dni i nie pozwolę, żeby cokolwiek cię skrzywdziło, nawet trochę.
Wtedy Tea myślała, że uporała się już ze smutkiem. Bagatelizowała go, jakby to było nic. Ale stare wspomnienia miały sposób na powracanie z impetem, jak fala tsunami, której się nie spodziewała.
Nagle uderzyła ją świadomość, że te stare rany się nie zagoiły. Nadal tam były i bolały.
Teraz, gdy resztki sił ją opuszczały, skuliła się w kłębek w rogu schodów, obejmując kolana i po prostu pozwalając łzom płynąć.
*****
Następnego dnia Tea zwróciła na siebie uwagę na bankiecie wyborem ciemnozielonej sukni wieczorowej.
Jej dzikie, kręcone włosy opadały kaskadą na plecy, przypominając wodorosty, a usta pomalowane intensywną czerwoną szminką kontrastowały z bladą cerą. Jej rysy były delikatne i stonowane, a jednak z jej oczu emanował chłodny i obojętny wyraz.
To połączenie czerwonych ust i zielonej sukni było odważne. Tylko Tea mogła sobie pozwolić na coś tak ryzykownego.
Ivy, przebywająca w towarzystwie dam z wyższych sfer, z Emmalie u boku, dostrzegła śmiałą postać czającą się w tle i wytrzeszczyła oczy.
Gdy już miała wybuchnąć, ktoś delikatnie pociągnął ją od tyłu, powstrzymując.
– Mamo, nie ma potrzeby czepiać się Tei. Przy tylu ludziach dzisiaj, to naturalne, że chciała się wystroić i wyglądać jak najlepiej – powiedziała Emmalie, mrugając swoimi łaniimi oczami.
Ivy bezradnie stuknęła ją w nos.
– Tylko ty tak rozpieszczasz Teę, gdy ma swoje humory. Szczerze mówiąc, mniej bym się martwiła, gdyby potrafiła być tak słodka jak ty.
Natychmiast wszyscy wokół zaczęli wychwalać Emmalie za to, że jest tak dobrą córką.
Rodzina Rowlandów miała dwie córki i dwóch synów.
Najmłodsza córka, Emmalie, miała trudny początek, jako dziecko została porwana, ale niezwykle szybko się pozbierała, wyrastając na osobę bardzo inteligentną i dobrze wychowaną.
W zaskakująco młodym wieku zdobyła nawet stanowisko wiceprezesa Międzynarodowego Stowarzyszenia Pianistów.
Najstarszy syn wspiął się po szczeblach kariery i został młodym wiceprezesem w Rowland Group, a drugi syn był niespodzianką rodziny, zakładając nowe przedsięwzięcie za granicą.
A potem była Tea. Stała się czarną owcą, znaną z problematycznej przeszłości, prześladowania zarówno w szkole, jak i w domu.
Emmalie, zauważając napięcie, westchnęła i powiedziała z nutą ironii:
– Wygląda na to, że Tea nie jest zbyt szczęśliwa. Chyba powinnam iść załagodzić sytuację.
Tea, zawsze czujna, widząc zbliżającą się Emmalie, odstawiła szklankę i odwróciła się, by odejść.
Kiedy Emmalie się zbliżała, prawie zawsze kończyło się to jakimś "przypadkowym" dramatem, takim jak tajemniczy upadek lub scenariusz "dlaczego mnie popchnęłaś?".
Tea zmierzała do toalety, żeby odświeżyć szminkę. Dopiero gdy dotarła do toalety, usłyszała dziwny, zawodzący dźwięk.
Tea zatrzymała się, ostrożnie i z ciekawością wyglądając zza rogu.
Zauważyła dobrze zbudowaną kobietę, która rzuciła się w ramiona mężczyzny. Twarz kobiety była czerwona, a jej sukienka odsłaniała więcej skóry, niż zamierzała.
Mężczyzna stał tyłem do Tei, widoczna była tylko jego wysoka i szczupła sylwetka.
Tea prychnęła z dezaprobatą, gotowa odejść, ale wtedy usłyszała ciche błaganie kobiety.
– Panie prezesie Hendrix, chyba zraniłam się w nogę. Mógłby pan to sprawdzić?
"Czekaj, prezes Hendrix?". Tea obejrzała się raz jeszcze. Jedynym "prezesem Hendrixem" w rodzinie Hendrixów był tajemniczy wujek Jake'a, Nicolas Hendrix. "On na takim przyjęciu? Niemożliwe. Co on tu robi?" – zastanawiała się Tea.
Rozważając jego znany temperament i mroczną reputację, Tea postanowiła nie brać udziału w tym dramacie. Już miała się wymknąć, gdy rozległ się dźwięk jej telefonu.
Skompromitowana, wyłączyła połączenie, zanim spojrzała w górę i spotkała się wzrokiem z Nicolasem.
Światło uwydatniło jego rysy, cienie podkreśliły twarz i ponury wyraz w jego oczach. Znany z lodowatego zachowania Nicolas wydawał się teraz jeszcze bardziej onieśmielający.
Złapana, Tea zająknęła się:
– Wuju Nicolasie, ja, eee, dopiero co tu przyszłam. Nic nie widziałam…
Natychmiast chciała uderzyć się w twarz. "Świetnie, to chyba pogorszyło sprawę" – pomyślała.
Nicolas po prostu odwrócił wzrok, a na jego twarzy malowała się obojętność, i chłodno powiedział kobiecie w jego ramionach:
– Zgiń przepadnij.
Twarz kobiety straciła wszelkie kolory. Nicolas obrócił się i odszedł, a jego obojętne spojrzenie przelotnie spotkało się ze spojrzeniem Tei. To było krótkie, ale wystarczyło, by przyprawić Teę o dreszcze.
Po jego odejściu Tea szybko poprawiła szminkę i wyszła na zewnątrz.
Jak tylko wyszła, Ivy, z lodowatym wyrazem twarzy, złapała ją za ramię.
– Więc nie mogłaś nawet się przywitać, kiedy twoja siostra wróciła do miasta, i ignorujesz moje telefony. O co chodzi?
Tea przewróciła oczami i odparła z szyderstwem:
– Czy nie miałyśmy dzisiaj wyjaśnić wszystkiego z Jake'em? Dlaczego miałabym gonić za Emmalie?
Pomimo frustracji Ivy postawą Tei, upierała się, że Tea powinna poszukać rodziny Hendrixów.
Wyraz twarzy Jake'a stał się jeszcze kwaśniejszy, gdy zobaczył jej odważny strój. Napięcie było wyczuwalne, gdy ich oczy się spotkały, ale Tea szybko odwróciła wzrok.
Postanowiła ciepło przywitać się z każdym członkiem rodziny Hendrixów, z wyjątkiem Jake'a, oczywiście.
Niektórzy starsi żartowali:
– Teo, to normalne, że młode pary się kłócą. Zawsze się godzą.
Ze śmiechem Tea żartobliwie zapytała:
– Chcecie zgadnąć, co zrobił Jake?
















