Trojacza pułapka magnata: Miliardowa zemsta

Trojacza pułapka magnata: Miliardowa zemsta

Autor: iiiiiiris

Fałszywe kamienie szlachetne
Autor: iiiiiiris
10 sie 2026
Następnego dnia w Lumina Jewelry. Vivienne siedziała za swoim eleganckim, nowym biurkiem, agresywnie przeglądając najnowsze pliki projektowe firmy. Strona po stronie odkrywała jedynie pozbawione inspiracji, odtwórcze szkice, które urągały standardom ustanowionym niegdyś przez jej matkę. Nie znajdując nic wartościowego na gładkich kartkach, rzuciła ciężkie teczki na wypolerowane drewno swojego biurka. Uderzyły w powierzchnię z głośnym łupnięciem, rozsypując luźne papiery poza krawędź w wyrazie ogromnej frustracji. – Gdzie podziała się tu kreatywność? – zażądała odpowiedzi Vivienne, a jej głos ostro przeciął ciche biuro. – Z tego, co widzę, nie znają tu nawet definicji słowa „projekt”. Czy całe te kolekcje biżuterii, na których produkcję Lumina wydaje fortunę, są tu tylko po to, by zgadzały się sztuki? Nieśmiała pracownica wystąpiła z grupki otaczającego ją personelu, przyciskając tablet do piersi. Zmieszana przestępowała z nogi na nogę. – Panno Vedo, dyrektor Kensington wyraźnie nakazała całemu zespołowi projektowemu ścisłe przestrzeganie oryginalnych, przestarzałych koncepcji projektowych Luminy. Vivienne oparła się o oparcie krzesła i skrzyżowała ramiona. Gorzkie prychnięcie wymsknęło się z jej ust w wyrazie całkowitego niedowierzania. – Jakich znowu oryginalnych koncepcji? Pokażcie mi geniusza, który stoi za tym nakazem. – Wskazała ostro na rozrzucone, zabałaganione pliki na swoim biurku. – To przecież jakieś nieistotne śmieci. Gdyby pokazać to komukolwiek z branży modowej czy jubilerskiej, wyśmialiby was do rozpuku. Urzędniczka skuliła się, nie mogąc znieść jej intensywnego spojrzenia. – Dyrektor Kensington jest doprawdy niezwykle zdolna, co? – kontynuowała Vivienne, a z jej głosu kapał chłodny sarkazm. – Zwolniła wszystkie elity z działu projektowania zaraz po objęciu stanowiska. Teraz, gdy Lumina nie jest w stanie wyprodukować własnych, jakościowych towarów, sprzedaje tylko to, co zostało po innych firmach. Ona nawet nie potrafi tracić pieniędzy jak profesjonalista. Całkowicie zniesmaczona gnijącym stanem dziedzictwa swojej matki, Vivienne odsunęła krzesło. Kółka zgrzytnęły o deski podłogowe, gdy wstała z impetem. Wskazała palcem w stronę korytarza. – Zabierz mnie natychmiast do magazynu surowców. – Dobrze – szepnęła nerwowo pracownica, energicznie kiwając głową i odwracając się, by wskazać drogę. Maszerowały korytarzem w stronę wind. Vivienne patrzyła przed siebie, a jej umysł pędził, układając plany naprawy tego tragicznego łańcucha dostaw. Gdy zbliżała się do wypolerowanych stalowych drzwi, wysoka sylwetka stanęła na jej drodze. Omal nie zderzyła się prosto z twardą klatką piersiową Gideona. Zirytowana jego ciągłą obecnością na jej terytorium, odwróciła wzrok. Próbowała go zignorować i przejść tuż obok niego, ale jego głęboki głos rozbrzmiał głośno, zatrzymując ją w miejscu. – Czyżbyś się z kimś nie witała, gdy go widzisz? – zapytał łagodnie. Vivienne zatrzymała się. Przypomniała sobie o jego olbrzymim bogactwie. Był mężczyzną, który mógł sobie pozwolić na wydawanie astronomicznych sum, a na dodatek miał przerażający wpływ na przetrwanie tej firmy. Zmuszając się do bolesnego, sztucznego uśmiechu na twarzy, odwróciła się na pięcie, by spojrzeć na niego. – W rzeczy samej. Miło pana widzieć, panie Rothwell. – Dokąd to, panno Kensington? To nazwisko wytrąciło ją z równowagi. Spojrzała na niego, na moment osłupiała. Grzebał w jej przeszłości. Wiedział dokładnie, kim jest i jak bliskie relacje łączą ją z tym miejscem. Gideon zrobił celowy krok bliżej, a jego cień padł na nią. – Dokąd się wybierasz? Niezrażona jego imponującą postawą, Vivienne pozwoliła, by jej sztuczny uśmiech przerodził się w złośliwy grymas. – Po co te pytania? Czy za każdym razem powinnam prosić pana o wyraźną zgodę, gdy udaję się do magazynu surowców, panie Rothwell? Wyraz twarzy Gideona pozostał chłodny i nieprzenikniony, choć w jego ciemnych oczach rozbłysła iskra zainteresowania. – Świetnie. Chcę wiedzieć, co spodziewasz się tam odkryć, kiedy już zejdziesz na dół. – Podjął w myślach decyzję, by pójść za nią, i zrównał z nią krok, gdy drzwi windy otworzyły się z dzwonkiem. Vivienne przygryzła wnętrze policzka, poirytowana jego dominującą naturą, ale ugryzła się w język. Pchnięciem otwierając ciężkie drzwi rozległego magazynu surowców, Vivienne ominęła poukładane skrzynie i pomaszerowała prosto do silnie strzeżonych półek. Pracownica rzuciła się, by włączyć górne światła, odsłaniając rzędy nieoszlifowanych, surowych diamentów spoczywających na aksamitnych tacach. Ciężka maszyna do cięcia była przymocowana do centralnego stołu roboczego w otoczeniu specjalistycznych metalowych narzędzi. Vivienne chwyciła duży, nieoszlifowany kawałek rudy. Zaniosła go prosto na stół i umocowała w maszynie. – Panno Vedo, co pani robi? – zapytała pracownica, a jej głos przeszedł w spanikowany, zaniepokojony pisk. – Istnieje surowy protokół obchodzenia się z surową... Vivienne zignorowała ją i nacisnęła włącznik. Zgrzyt metalu przeciął ciche pomieszczenie, gdy umiejętnie naprowadziła surowy diament na wirujące ostrze. W ciągu zaledwie kilku sekund kamień pękł z szerokości. Wyłączyła maszynę, podniosła połówki i przyjrzała się wadliwemu, matowemu wnętrzu świeżo oszlifowanego kamienia. – Wow. Lumina zajęła się teraz nawet fałszowaniem kamieni szlachetnych? – zauważyła głośno Vivienne, a jej głos odbił się echem w przypominającej jaskinię przestrzeni. Odwróciła się do drżącej pracownicy. – Kto bezpośrednio zarządza tym magazynem? – To... to dyrektor Barnaby – odpowiedziała nerwowo urzędniczka. – Proszę natychmiast wezwać do mnie dyrektora Barnaby'ego – poleciła Vivienne. Z cienia przy wejściu wystąpił Gideon. Bez słowa wyciągnął rękę i wziął oszlifowany kamień z dłoni Vivienne. Docisnął odsłoniętą krawędź do robionego na zamówienie pierścienia na swoim palcu wskazującym i z siłą przesunął nim po metalu. Ten ścierający ruch pozostawił płytką, niezaprzeczalną rysę na powierzchni rzekomego diamentu. Prawdziwy diament nigdy nie porysowałby się w ten sposób. Vivienne skrzyżowała ręce i posłała mu kpiący uśmieszek, a jej oczy błyszczały wyzwaniem. – Panie Rothwell, w końcu to firma pańskiej dziewczyny. Nie zamierza pan nic zrobić z dodawaniem podróbek do tutejszych kamieni szlachetnych? Gideon odwzajemnił jej spojrzenie ze wzmożoną intensywnością. – Czy nie jest to również firma, którą założyła twoja matka? Rozdmuchiwanie tego do wielkich rozmiarów też nie przyniesie ci żadnych korzyści. Po prostu rozwiążcie to prywatnie – doradził. Vivienne zamilkła, choć pod jej spokojną powierzchnią aż kipiało ze złości. Rozwiązać to prywatnie? Obecna cena rynkowa prawdziwych, surowych diamentów była astronomiczna. W części sfałszowane kamienie kosztowały zaledwie ułamek tej kwoty. Była całkowicie przekonana, że to Camilla, wiedzeni chciwością i brakiem kompetencji, świadomie kupiła te tanie podróbki, by obniżyć koszty i zagarnąć w ten sposób gigantyczną różnicę. Jeśli Camilla robiła to dziedzictwu jej matki, Vivienne nie zamierzała biernie się temu przyglądać. – Jeśli to naprawdę Camilla wyraziła na to zgodę... – zaczęła Vivienne niebezpiecznym tonem. – Ona nie zna się na biżuterii – odparł szybko Gideon, skory, by wziąć Camillę pod swoje skrzydła ochronne. – Całkowicie wybaczalne jest to, że dała się zwieść dostawcom. – Skierował surowe, ostrzegawcze spojrzenie na Vivienne. – Nie wyciągaj tak łatwo złośliwych wniosków, jeśli nie zbadałaś dogłębnie tej sprawy. Ich iskrząca, pełna napięcia konfrontacja została nagle przerwana, gdy na korytarzu rozległy się gorączkowe kroki. Pracownica wpadła z powrotem, ciągnąc za sobą puszystego, zdyszanego mężczyznę. – Dyrektor Barnaby już jest – ogłosiła pracownica. Barnaby wszedł krokiem pełnym początkowej pewności siebie, gotów zbesztać każdego, kto bawił się jego inwentarzem. Jednak w momencie, gdy jego oczy spoczęły na potężnej sylwetce Gideona, jego pewność siebie roztrzaskała się na milion kawałków. Krew odpłynęła mu z twarzy, pozostawiając go w stanie bladej, zlanej potem katastrofy. – Panie Rothwell... – wyjąkał Barnaby, a na jego czole pojawiły się krople potu. – Dlaczego pan tu jest? Gideon zrobił powolny, groźny krok w jego stronę. – Co się stało z tymi domieszkowanymi, surowymi diamentami? Barnaby przełknął ślinę z trudem. Na jego twarzy pojawiła się panika. Otarł czoło, a jego oczy gorączkowo biegały po pomieszczeniu w poszukiwaniu wymówki. Wiedział, że to Camilla zleciła ten zakup. Jeśli wrzuci ją pod autobus, Gideon i tak go zniszczy, ponieważ Camilla była jego kochanką. – To... Ja w ogóle nie byłem osobą odpowiedzialną za tę partię minerałów – wyjąkał Barnaby, desperacko próbując zrzucić z siebie winę. – To dyrektor Navarro, który niedawno zrezygnował z posady, dokonał tego zakupu. Nie wiedziałem, że te surowe kamienie są fałszywe. Vivienne wkroczyła wprost w przestrzeń osobistą Barnaby'ego. Jej oczy zwęziły się w zabójcze szparki. – Kłamiesz. Barnaby wzdrygnął się do tyłu. – Lumina nigdy na oczy nie widziała sfałszowanych surowych kamieni za urzędowania Felixa Navarro – oświadczyła stanowczo Vivienne, a jej głos odbijał się echem od betonowych ścian. – Pracował dla Luminy od piętnastu lat, więc czy nie zostałby zwolniony o wiele wcześniej, gdyby popełnił tak głupi błąd? Barnaby jąkał się bezradnie, całkowicie zaskoczony dogłębną znajomością wewnętrznej historii firmy przez tę nową projektantkę. – Ja... Ja naprawdę nic o tym nie wiem. Vivienne przygwoździła go zimnym, bezlitosnym spojrzeniem. – Z mojego punktu widzenia po prostu próbujesz tu stać jako kozioł ofiarny w zastępstwie kogoś innego – stwierdziła celnie. Gideon rzucił jej przeciągłe, milczące spojrzenie z ukosa, pod wielkim wrażeniem jej wyostrzonych instynktów korporacyjnych. W tej dokładnie, silnie naładowanej chwili z zewnątrz dobiegło stukanie obcasów o podłogę. W drzwiach magazynu pojawiła się Camilla, chłonąc tę chaotyczną scenę.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Fałszywe kamienie szlachetne – Trojacza pułapka magnata: Miliardowa zemsta | Czytaj powieści online na beletrystyka