Monica zatrzasnęła drzwi samochodu i wmaszerowała po wapiennych schodach posiadłości Kensingtonów. Ukłucie jej słownej porażki paliło w jej piersi. Kpiący śmiech Vivienne wciąż dźwięczał w jej uszach. Pchnęła ciężkie mahoniowe podwójne drzwi, a jej obcasy głośno zastukały na importowanej marmurowej podłodze. Musiała zająć się tym problemem, i dokładnie wiedziała, jak to zrobić.
Znalazła Richarda w jego gabinecie, siedzącego wygodnie w skórzanym fotelu uszaku. Miał okulary do czytania zawieszone na nosie i trzymał w dłoniach wieczorną gazetę.
– Richard – wysapała Monica, kładąc dłoń na sercu. Zmusiła swój głos do drżenia, podkreślając swoje cierpienie z przesadnym smutkiem.
Richard opuścił gazetę. Podniósł wzrok, zauważając jej bladą twarz. – Co się stało? Wyglądasz okropnie.
– Chodzi o Vivi – powiedziała Monica. Opadła na aksamitną sofę naprzeciwko jego biurka. – Wróciła do Valorii.
Richard ze zdziwieniem zmarszczył brwi. – Vivi wróciła?
– Tak, i nie jest już tą dziewczyną, którą znaliśmy – lamentowała Monica. – Teraz używa pseudonimu Veda. Słynna projektantka biżuterii. Poszłam dziś do niej do Lumina z dobroci serca. Chciałam powitać ją z powrotem. Ale Richard, była niesamowicie wroga.
Richard zdjął okulary, a jego wyraz twarzy spoważniał.
Monica pochyliła się do przodu, upewniając się, że napotkała jego wzrok. – W ogóle nie dba o naszą rodzinę. Cami powiedziała mi, że niedawno spotkała nawet pana Rothwella i zuchwale odmówiła okazania mu jakiegokolwiek szacunku. Była wobec niego bezczelna. Nie obchodziło jej schlebianie mu, nie wspominając o Cami i mnie. Zbeształa mnie i wyrzuciła ze swojego gabinetu.
Twarz Richarda stężała. Wiedział, że jego córka Camilla była w związku z Gideonem Rothwellem. Pokładał wszystkie swoje nadzieje w tym związku. Gideon był dla rodziny Kensingtonów jak złoty bilet. Richard cenił swojego przyszłego zięcia ponad wszystko. Pragnął reputacji i elitarnego statusu.
Nie zamierzał siedzieć z założonymi rękami i ryzykować, że Vivienne urazi jego idealnego, bogatego przyszłego zięcia. Jeśli Vivienne rozzłości patriarchę rodu Rothwellów, konsekwencje zrujnują całą rodzinę.
Richard złożył gazetę i rzucił ją na biurko. – Ta dziewczyna – mruknął, a jego głos złowieszczo opadł. – Nie widziałem jej od sześciu lat, a pierwszą rzeczą, jaką robi, to prowokowanie pana Rothwella?
Monica podeszła do niego. Położyła delikatnie dłoń na jego ramieniu. – Nie możemy pozwolić, by nadal zachowywała się tak lekkomyślnie. Nie wiemy, kiedy pan Rothwell wyładuje swoją złość na Cami przez nią.
Wyraz twarzy Richarda pociemniał. – Jutro ściągnę tę dziewuchę z powrotem do domu – zadeklarował uroczyście.
Monica ukryła złowieszczy uśmiech. Po cichu napawała się faktem, że jej potężny mąż wkrótce w sposób stanowczy ukarze Vivienne za jej niewyparzoną gębę.
Później tego samego wieczoru, jadalnia w Oceanfront Villa była obrazem chaotycznego ciepła. Vivienne zaniosła do stołu wazę zupy, uśmiechając się na widok głośno rozmawiającej trójki swoich dzieci. Usiadła i wzięła do ręki widelec, zerkając na drugą stronę stołu. Jej bystre oczy natychmiast zauważyły coś niepokojącego.
– Chloe – powiedziała Vivienne, odkładając sztućce na podkładkę. – Co ci się stało w policzek?
W jasnym świetle gniewne, spuchnięte zaczerwienienie znaczyło delikatną skórę Chloe.
Chloe pociągnęła nosem, szturchając swój groszek. – Poszliśmy dzisiaj na lunch z ciocią Harper. Wpadliśmy na mamę Camilli w restauracji.
Vivienne poczuła, jak jej krew zamienia się w lód.
– Ta zła kobieta podeszła do nas – kontynuowała ze łzami w oczach Chloe. – Znikąd zaczęła nas wypytywać, czy jesteśmy twoimi dziećmi. A potem mnie spoliczkowała.
Przerażająca fala matczynej furii przepłynęła przez Vivienne. Zacisnęła dłoń na metalowej łyżce tak mocno, że niemal zgięła ją wpół. Monica uderzyła jej dziecko. Jednak po gniewie szybko przyszła zimna fala paniki. Gorączkowo zastanawiając się, w jaki dokładnie sposób Monica odkryła jej najgłębszą tajemnicę, umysł Vivienne pędził. Skąd Monica była tak pewna, że to jej dzieci?
Zanim zdążyła się zagłębić w naruszenie swojego bezpieczeństwa, Chloe sięgnęła przez stół. Mała dziewczynka położyła swoją drobną dłoń na zesztywniałych knykciach Vivienne.
– Nie złość się, mamusiu – zalała się łzami Chloe, a jej warga drżała. – To już tak bardzo nie boli. Jestem smutna dlatego, że dzieci z innych rodzin są chronione przez swoich tatusiów, a ja nie.
Serce Vivienne zabiło boleśnie. Zapewniała swoim dzieciom dostatnie środowisko, ale brakowało im ojcowskiej miłości. Poczuła głębokie poczucie winy. Nie wiedziała, jak ma im wytłumaczyć kwestię ojca, głównie dlatego, że nic o nim nie wiedziała.
Maddox odłożył widelec i podniósł głowę, zwracając swoje wielkie oczy w stronę matki. – Mamusiu, dlaczego tatuś nas porzucił? – z całą powagą zażądał odpowiedzi.
Jaxon szybko dołączył do tego emocjonalnego pokazu. – Tak, dlaczego tatuś już nas nie chce? Czy byliśmy niegrzeczni?
Vivienne otworzyła usta, ale Chloe ją uprzedziła. Dziewczynka odrzuciła głowę do tyłu i zaczęła głośno płakać. – Musiał znaleźć inną kobietę! Dlatego nie chce być z mamusią i z nami! On nas nie kocha!
Jaxon i Maddox wymienili szybkie spojrzenia. Umiejętności aktorskie Chloe były bez zarzutu. Zasługiwała na Oscara.
Vivienne znalazła się w potrzasku wybitnego aktorstwa trojaczków. Decydując się na ostateczne cięcie, by zakończyć tę rozmowę, przybrała wyraz głębokiego smutku.
– Nie ciągnijmy już tego tematu – powiedziała łagodnie, spoglądając w dół na swój talerz. – Nie wspominałam wam o ojcu, ponieważ wasz tatuś zmarł bardzo młodo. Wyobrażam sobie, że chwasty już dawno zarosły jego grób.
Sama makabryczność i śmiertelnie poważne rzucenie tego jawnego kłamstwa spowodowały zwarcie w umysłach całej trójki brzdąców. Jaxon z wrażenia otworzył usta. Maddox zamrugał, zszokowany. Chloe zapomniała o wyciskaniu kolejnych łez. Przy stole przy obiedzie zupełnie odebrało im mowę.
Zanim dzieci zdołały dojść do siebie i przesłuchiwać ją dalej, Vivienne została uratowana przez nagły, drażniący telefon z wydziału policji drogowej.
Dwadzieścia minut później Vivienne pospiesznie dotarła na lokalny komisariat. Świetlówki brzęczały nad głowami. Omiotła wzrokiem zatłoczone pomieszczenie i znalazła Harper siedzącą żałośnie na twardym, plastikowym krześle w kącie, z całkowicie zrezygnowanym wyrazem twarzy. Harper przyciskała do piersi swoją markową torebkę, a jej twarz była blada.
Vivienne wzięła głęboki oddech i podeszła do niej. – Harper, co zrobiłaś tym razem?
Harper zająknęła się nerwowo. – Ja... przypadkowo uderzyłam w tył samochodu. Vivi, on należy do kogoś, kogo nie mogłam sobie pozwolić urazić. Mój ojciec obedrze mnie żywcem ze skóry.
Vivienne westchnęła z irytacją, krzyżując ramiona. – Czyj samochód uderzyłaś?
Właśnie w tym momencie ciężkie drzwi do biura kapitana otworzyły się. Wszedł przez nie Gideon Rothwell, poprawiając swoje nieskazitelne srebrne mankiety. Jego wyraz twarzy był znudzony i onieśmielający.
Vivienne natychmiast zesztywniała. Powoli odwróciła głowę, by spojrzeć na Harper, zgrzytając zębami i obdarzając przyjaciółkę morderczym spojrzeniem. – Jesteś naprawdę dobra w wyborze ofiary, ale dlaczego nie zabiłaś go w tym wypadku? – mruknęła pod nosem.
Harper skuliła się z powrotem na plastikowym krześle. – Nie chciałam! Śpieszyłam się!
Zmuszając swoje ciało do rozluźnienia, Vivienne odwróciła się twarzą do Gideona. Przykleiła do twarzy uprzejmy, sztuczny uśmiech i podeszła do niego.
– Osobą poręczającą, którą podała policji jesteś ty? – zapytał Gideon, a jego mroczne spojrzenie prześlizgnęło się po nich.
– Tak – powiedziała gładko Vivienne. – To była wina mojej przyjaciółki. Postępujmy zgodnie ze standardową procedurą, panie Rothwell. Proszę bezpośrednio określić cenę rekompensaty.
Gideon zachował kamienną twarz, a jego oczy wbiły się w jej spojrzenie. – Rekompensata jest zbyteczna. W końcu samochód i tak pójdzie do kasacji – stwierdził bezbarwnie.
Vivienne porzuciła uśmiech, wskazując na uszkodzenia w czystym niedowierzaniu. – Kasacji? Czy zderzenie było tak poważne? Harper powiedziała, że to tylko niewielkie wgniecenie na zderzaku.
Wyatt, asystent Gideona, wyłonił się zza pleców swojego szefa z porozumiewawczym uśmieszkiem. Wyjaśnił z gładkością: – Panno Kensington, pan Rothwell nigdy nie naprawia swoich samochodów. Nie zajmuje się renowacjami. Nawet jedna brakująca śrubka wymaga wymiany całego pojazdu na nowy.
Zdając sobie natychmiast sprawę z faktu, że Gideon używa tego wygórowanego, absurdalnego żądania, by subtelnie zemścić się na niej za jej nieposłuszeństwo w jego biurze, wyraz twarzy Vivienne pociemniał. – Więc – zaczęła Vivienne, a jej głos opadł do niebezpiecznego szeptu – chce pan, żeby moja przyjaciółka kupiła panu nowy samochód z powodu wgniecionego zderzaka?
Wyatt splótł dłonie. – To zależy od postawy, jaką zechce nam pani zademonstrować w tej chwili.
Vivienne wpatrywała się w miliardera stojącego przed nią. Harper z paniką pociągnęła za rąbek płaszcza Vivienne. Harper w żadnym razie nie było stać na wymianę luksusowego pojazdu z własnej kieszeni.
– Sądząc po pani wyrazie twarzy, panno Kensington – zaczął Gideon, a jego głos był niskim dudnieniem – nie jest pani zadowolona z tej oferty?
Gideon wpatrywał się w nią uważnie. Choć początkowo nie planował zmuszać ich do zakupu nowego Maybacha z powodu stłuczki, sama jej obecność wciąż wzbudzała w nim nieznaną, porywczą energię. Był człowiekiem ścisłej logiki i kontroli, jednak ona nieustannie zakłócała jego spokój. Mocno prześladowany przez kłamstwo, które Camilla powiedziała mu zeszłej nocy o tym, że Vivienne złośliwie ją odurzyła sześć lat temu, obserwował Vivienne z chłodem. Był ogromnie ciekaw, by zobaczyć, do czego dokładnie będzie zdolna i co poświęci dla swojej rzekomej przyjaciółki. Czy weźmie na swoje barki ogromny dług, czy też się podda?
















