Trojacza pułapka magnata: Miliardowa zemsta

Trojacza pułapka magnata: Miliardowa zemsta

Autor: iiiiiiris

Twarzą w twarz
Autor: iiiiiiris
10 sie 2026
– Pani Ślićna, przyszliśmy na przesłuchanie! – oznajmiła Chloe, emanując bezgraniczną pewnością siebie pośród chaotycznego studia. Zadarła podbródek, a jej wielkie, okrągłe oczy błyszczały niczym ukryte gwiazdy, z łatwością rozbrajając spiętą reżyserkę. Stella Waverly stała jak wryta, a szaleńcze krzyki zamierały na jej ustach. Wzięła powolny, głęboki oddech, próbując uspokoić dzikie bicie własnego serca. Jej bystre spojrzenie przeskakiwało między małym chłopcem a dziewczynką. Jakim cudem takie urocze dzieci mogły mieć jakikolwiek związek z kimś tak bezwzględnie zimnym jak pan Rothwell? Znając lodowate zachowanie prezesa, Stella nie potrafiła wyobrazić sobie, by mógł spłodzić tak anielskie dzieci. Kucnęła do poziomu ich wzroku, a ciepły uśmiech zastąpił jej wcześniejszy, groźny grymas. Delikatnie potarmosiła ich miękkie włosy. – Jak macie na imię, słoneczka? – Nazywam się Chloe – zaszczebiotała dziewczynka. – Nazywam się Maddox – oświadczył chłopiec spokojnym, poważnym głosem. Stella wpatrywała się w nich z podziwem. Byli niesamowicie wspaniali. Ich wybiegowe rysy twarzy wręcz prosiły się o uwiecznienie w kadrze. Zapomnijcie o fochach innych maluchów – ta dwójka to istna żyła złota. Porzucając wcześniejszą frustrację, Stella zerwała się na równe nogi i odwróciła do swojej osłupiałej ekipy. – Na co tak stoicie?! – warknęła, a do jej głosu powrócił autorytarny ton. – Szybko! Zabierzcie tych dwoje małych modeli do garderoby i natychmiast przygotujcie ich przed kamerę! – Praktycznie wibrowała z podekscytowania, zdesperowana, by zobaczyć, jak będą wyglądać w studyjnych światłach. Tymczasem na zewnątrz górującej, szklanej konstrukcji Obsidian Tower z poślizgiem zatrzymał się elegancki maybach. Ochroniarze rzucili się, by utworzyć dwa równe rzędy, rozdzielając tętniący życiem tłum. Gideon Rothwell wysiadł z pojazdu. Jego imponująca postać emanowała mocą, gdy dumnie wkroczył do wielkiego marmurowego holu, a jego długie nogi pożerały dystans dzielący go od prywatnej windy. W studiu Stella wprost kipiała adrenaliną. Napędzana czystym niedowierzaniem i ekscytacją, zrobiła kilka szybkich, nieedytowanych zdjęć bliźniakom, podczas gdy zajmowano się ich stylizacją. Bez chwili namysłu załączyła pliki i wysłała je bezpośrednio do Wyatta, asystenta wykonawczego Gideona. W lobby na dole Wyatt czekał w pobliżu rzędu wind. Poczuł, że jego telefon wibruje, wyciągnął go z kieszeni i od niechcenia spojrzał na ekran. Jego swobodne zachowanie prysło. Stanął jak wryty, a jego szczęka dosłownie opadła na podłogę. Lekko drżącymi palcami powiększył zdjęcia, przybliżając twarz małego chłopca. Uświadamiając sobie, że Gideon już go minął, Wyatt rzucił się biegiem, by go dogonić. – Panie Rothwell! – zawołał głosem podszytym szaleńczą pilnością. – Co się stało? – zapytał gładko Gideon, nie zwalniając kroku. Ochroniarz pospieszył nacisnąć przycisk do prywatnej windy dyrektora generalnego. Gideon wszedł do środka, odwracając się do swojego asystenta. Wyatt wpadł za nim, niemalże wpychając mu pod nos świecący ekran. – Musi pan na to spojrzeć, proszę pana. Dział umów znalazł tę dwójkę małych modeli do nowej kampanii, a oni wyglądają raczej podobnie do... pana. Gideon zamarł. Spuścił wzrok na ekran. Jak na mężczyznę, który rzadko poświęcał więcej niż przelotne spojrzenie czemuś niezwiązanemu z biznesem, jego reakcja była bezprecedensowa. Stał w ciężkim milczeniu, wpatrując się w świecące zdjęcie przez bite trzy minuty. Jego ciemne oczy zwęziły się, skrupulatnie śledząc rysy twarzy chłopca. Kształt nosa, ostre cięcie szczęki i uderzający kształt oczu – każdy najmniejszy szczegół bezbłędnie odzwierciedlał jego własne. – Gdzie oni są? – zapytał cicho Gideon. – Powinni być jeszcze w studiu na piętrze zdjęciowym – wyjąkał Wyatt, wciąż dochodząc do siebie po doznanym szoku. Omijając swój rygorystyczny harmonogram w gabinecie dyrektora, Gideon wyciągnął rękę i wcisnął przycisk do działu fotograficznego. Ogarnęło go niecodzienne uczucie intrygi. Musiał na własne oczy zobaczyć te niemożliwe anomalia. Kilometry stąd, w słabo oświetlonym, odległym pokoju, liczne ekrany komputerów rozjaśniały skupioną twarz Jaxona. Jego palce latały po klawiaturze, gdy włamywał się przez skomplikowaną zaporę sieciową Obsidiana, uzyskując pełny dostęp do podglądu z kamer monitoringu budynku. Kliknął ikonę kamery, przywołując obraz na żywo z okolic wind. Widząc potężną sylwetkę Gideona omijającą najwyższe piętro i kierującą się prosto do studia, Jaxon uśmiechnął się złośliwie. Wystukał kilka klawiszy, aktywując zaszyfrowany komunikator ukryty w smartwatchu Maddoxa. W studiu Maddox poczuł subtelne wibracje na nadgarstku. Wyślizgnął się zza tętniących życiem krzeseł do makijażu i przybliżył nadgarstek do ust. – Jaxon, jaki jest status? – Gideon właśnie idzie was poszukać – szepnął nagląco Jaxon przez maleńką słuchawkę. – Idź i każ Chloe do niego podejść. Pamiętaj o planie: zdobądź jego włos! – Zrozumiałem – mruknął Maddox. Swobodnym krokiem podszedł do miejsca, gdzie jego siostra oglądała zabawkowy rekwizyt. Przysuwając się blisko, dyskretnie szepnął jej do ucha plan działania. Chloe odpowiedziała subtelnym, wyćwiczonym skinieniem głowy. Z powrotem w swojej kryjówce, Jaxon oparł się o oparcie krzesła i zaśmiał się mrocznie. Pułapka została zastawiona. Prosty test DNA wkrótce zniszczy tę tajemnicę raz na zawsze. Wkrótce dowiedzą się, czy Gideon Rothwell naprawdę jest ich biologicznym ojcem. Drzwi windy rozsunęły się z cichym dzwonkiem. Gideon wkroczył na tętniące życiem piętro działu filmowego, a jego obecność natychmiast wyssała powietrze z pomieszczenia. Stella natychmiast go zauważyła. Podbiegła do przodu z nerwowym, szerokim uśmiechem przyklejonym do twarzy. – Panie Rothwell! Co sprowadza pana na nasze piętro? Wyatt wtrącił się, zanim Gideon zdążył odpowiedzieć. – Gdzie jest ta dwójka małych modeli? – Oh! Są tam. – Stella wskazała drżącym palcem w stronę kunsztownej scenografii. Wzrok Gideona powędrował za jej ruchem. Dwa ciekawe szkraby stały na krześle, wpatrując się uważnie w potężny obiektyw aparatu. Gdy wysoka sylwetka Gideona zaczęła skracać dystans, Stella zawołała: – Chloe, Maddox. Dzieci odwróciły się. Kiedy dostrzegły Gideona, Maddox nie zawahał się ani chwili. Natychmiast zeskoczył z krzesła i stanął twardo przed Chloe. Rozkładając szeroko swoje małe rączki, by osłonić siostrę, chłopiec posłał miliarderowi czujne, ostrzegawcze spojrzenie. Jego maleńkie brwi ściągnęły się razem, bezbłędnie naśladując własne, budzące grozę spojrzenie Gideona. – Kim jesteś? – zażądał głośno Maddox, a jego czysty głos przeciął ciszę studia. Patrzył miliarderowi prosto w oczy, odmawiając zerwania kontaktu wzrokowego. Gideon zatrzymał się. Zmrużył oczy, rozbawiony i nieco zaskoczony czystą odwagą chłopca. Większość dorosłych mężczyzn drżała pod jego spojrzeniem, a jednak to maleńkie dziecko rzucało mu wyzwanie. – A ty kim jesteś? – odparował Gideon, unosząc brew. – A czy to w ogóle twoja sprawa? – odgryzł się ostro Maddox. Za plecami Gideona, Wyatt i Stella wymienili przerażone spojrzenia, a na ich czołach pojawiły się krople potu. Ta bezpośrednia zniewaga była oszałamiająca. Wstrzymali oddech, przerażeni tym, jak bezwzględny dyrektor zareaguje na tę bezczelność. Wyczuwając, że napięcie w pomieszczeniu sięga zenitu, Chloe genialnie wkroczyła do akcji. Wyciągnęła rączkę i lekko pociągnęła za brzeg koszuli Maddoxa, udając wyraz czystego przerażenia. – Maddox, chcę wracać do domu – zaszlochała cicho. Maddox na sekundę porzucił swoją twardą fasadę, by poklepać ją po głowie. – Nie bój się. Jestem tuż obok. Gideon obserwował tę wymianę zdań, a w klatkę piersiową uderzyło go dziwne, nieznane ukłucie. Czy jego naturalna aura naprawdę była zbyt przerażająca dla dziecka? Czy oni myśleli, że jest złym człowiekiem? Świadomie złagodził sztywną postawę i obniżył ton głosu do łagodnego, kojącego rejestru. – Jestem właścicielem tej firmy. Gdzie są wasi rodzice? Słysząc legendarnego dyrektora generalnego przemawiającego tak miękkim, delikatnym głosem, przez Wyatta i Stellę przeszły kolejne fale szoku. Chloe spojrzała na niego zza brata, uroczo wydymając usta. – Nasza mamusia jest bardzo zapracowana, a my nie wiemy, gdzie jest nasz tatuś – wyjaśniła słodkim, cichym szeptem. Gideon lekko zmarszczył brwi, przetwarzając te informacje. Dom bez ojca, pracująca matka. Zanim jednak zdążył nad tym pomyśleć, Chloe wyszła zza pleców Maddoxa. Ruchem zaprzeczającym wszelkiej logice, wyciągnęła swoje małe, otwarte rączki prosto do onieśmielającego miliardera. – Panie Pśystojny, chcę przytulasa! Całe studio pogrążyło się w ogłuszającej ciszy. Personel praktycznie przestał oddychać. To dziecko prosiło nietykalnego Gideona Rothwella, by wziął ją na ręce? Odgrywając swoją rolę bezbłędnie, Maddox wydał z siebie głośne, celowe sapnięcie i złapał siostrę za ramię. – Chloe! Mamusia mówiła, żebyśmy nie pozwalali nosić się obcym ludziom. Zostaniemy porwani! – Ale on nie wygląda na złego człowieka, prawda? – przekomarzała się słodko Chloe, nie spuszczając swoich bystrych oczu z Gideona. Mimo ostrzeżenia chłopca, Gideon poczuł, że jego lodowata postawa kruszeje. Płynnym, niewymuszonym ruchem, który pozostawił Wyatta w stanie bezmyślnego szoku, dyrektor generalny sięgnął w dół, zgarnął maleńkie, delikatne ciało Chloe i uniósł ją wysoko w powietrze. Chloe zachichotała, bezpiecznie owijając swoje małe rączki wokół jego szyi. Lekko odchyliła się do tyłu, wpatrując się głęboko w jego twarz niemożliwie wręcz uroczymi oczami. – Panie Pśystojny, twoje oczy wyglądają tak ładnie jak u mojego braciszka! – zaszczebiotała wesoło. Trzymając dziecko przy piersi, Gideon doświadczył głębokiego, bezprecedensowego uczucia ciepła. Było to dziwne, ojcowskie przyciąganie, którego nigdy wcześniej nie czuł. Spojrzał w jej jasną, niewinną twarzyczkę i nagle poczuł wstrząs. Ta mała dziewczynka mocno przypominała kogoś znajomego, chociaż wspomnienie tańczyło tuż poza jego zasięgiem, spowite mgłą jego umysłu. Wiedziony intensywną, nagłą ciekawością, utrzymał głos niewiele głośniejszy od szeptu. – Jak ma na imię wasza mamusia?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Twarzą w twarz – Trojacza pułapka magnata: Miliardowa zemsta | Czytaj powieści online na beletrystyka